#278: Moje przeżycia i wnioski z niezwykłego trzęsienia ziemi o sile 7.8, jakie uderzyło NZ koło Kaikoura o północy z 13 na 14 listopada 2016 roku

Motto: „Powodem dla którego naukowcy są aż tak bezradni i celowo ateistyczni w sprawie trzęsień ziemi, jest że w trzęsieniach ziemi wszystko działa zgodnie z treścią Biblii – prawdzie treści której naukowcy usiłują oficjalnie zaprzeczać.”

O północy z niedzieli na poniedziałek dnia 13 na 14 listopada 2016 roku, oboje z żoną już spaliśmy. Nagle zbudziło mnie silne zakołysanie się łóżka, połączone z hałasem skrzypienia mebli i budynku. Od razu wiedziałem że jest to silne trzęsienie ziemi. Wszakże ostatnio relatywnie silne trzęsienia ziemi uderzają nasz dom już powtarzalnie niemal każdego roku. Odczekałem więc kilka sekund aby sprawdzić czy wstrząsy ustają, kiedy jednak zamiast ustawać zaczęły nawet się nasilać, krzykiem zbudziłem żonę i ponagliłem ją, że musimy szybko uciekać, bo dom może się zawalić. Zerwaliśmy się z łóżek i usiłowaliśmy ruszyć w kierunku drzwi ogrodowych – tak jak drogę swej ucieczki mamy już od dawna ustaloną. Jednak podłogą aż tak rzucało, że NIE dało się ustać na nogach. Zaczęliśmy odbijać się od mebli i ścian. Pochwyciłem więc żonę upadającą oraz sparaliżowaną „telepatycznym łoskotem” jaki opiszę poniżej, a prawdopodobnie także i nagłym zbudzeniem się, poczym na przekór iż nami rzucało zacząłem ją niemal wynosić na rękach w kierunku drzwi do ogrodu. Kiedyś byłem żeglarzem, a ponadto w młodości najeździłem się na stojąco w polskich tramwajach, wiem więc jak się poruszać nawet kiedy znacząco rzuca. (Intrygujące, że całe to rzucanie u nas następowało wyłącznie w płaszczyźnie północ-południe, podczas gdy tzw. „faulty” geologiczne przebiegają tu w najróżniejszych kierunkach, zaś wszelkie poślizgi gruntu pokazywane w telewizji przebiegały w generalnym kierunku od zachodu na wschód.) Aby dotrzeć do drzwi ogrodowych musieliśmy jednak przejść jakoś przez nasz główny pokój mieszkalny – co z powodu rzucania nami i kołysania się podłogi było NIE lada sztuką. Przy drzwiach do tego pokoju stała duża półka z książkami na którą nas rzuciło. Kiedy odbiliśmy się od niej, rzucało nami kolejno na następne meble. Na szczęście lampy na energię słoneczną, jakie wcześniej poinstalowałem w naszym ogrodzie, tak silnie oświetlały ten duży pokój przez okna, że wszystko było wyraźnie widoczne (lampy te opisałem w punkcie #N4 swej strony o nazwie „solar_pl.htm”). Lampy te pozwoliły mi też, że kiedy tak uparcie parłem ku drzwiom ogrodowym podtrzymując żonę i pokonując siły jakie nami rzucały, miałem też możność aby z uwagą powtarzalnie spojrzeć na nasze zegary (zawsze bowiem kiedy w nasze mieszkanie uderza trzęsienie ziemi, ja sprawdzam jego czas). Obie wskazówki zegarów były wówczas właśnie dokładnie nałożone na siebie – co oznacza, że była wtedy precyzyjnie północ. Kiedy tak przebyliśmy około połowy głównego pokoju, za naszymi plecami z bardzo głośnym hukiem jakby wystrzału małej armatki runęła ciężka półka z moimi książkami. Potem się okazało, że siła jej runięcia była aż tak duża, iż roztrzaskała tę półkę na kilkanaście drobnych kawałków. Faktycznie to każda jej nośna ścianka boczna rozpadła się na przedłużeniu każdej z półek. Jakże potężna musiała być siła która nią rzuciła. Gdyby półka ta runęła kiedy przy niej nadal byliśmy, wówczas co najmniej wylądowalibyśmy w szpitalu – jeśli cokolwiek całego by w nas ciągle pozostawało. Po dotarciu do drzwi ogrodowych okazało się, że NIE możemy ich otworzyć. Żona bowiem zaryglowała je na noc, dodatkowo zabezpieczając zapadką zamek, aby NIE dawał się otworzyć od zewnątrz nawet kluczem, a ponadto dla dodatkowego bezpieczeństwa założyła na drzwi łańcuch też zabezpieczający ich otwarcie. Odpięcie zaś tego łańcucha i odryglowanie zapadki na drzwiowym zamku, kiedy bez przerwy nami silnie rzucało, okazało się niemal niemożliwe. Po sporej szarpaninie z drzwiami, którą czuło się jakby trwała wieczność, udało nam się w końcu je odryglować i wypaść do ogrodu. Ponieważ jednak uciekając NIE mieliśmy czasu na poszukiwania gdzie jest kot, zostawiliśmy za sobą drzwi pootwierane. Po chwili wystraszony kot też wypadł z mieszkania i zaczął uciekać. Ja ruszyłem za nim aby go złapać i uspokoić. Ponieważ w ogrodzie ziemia też kołysała się i falowała jakby była pijana, praktycznie NIE dało się na niej ustać. Wszakże było to najsilniejsze trzęsienie ziemi jakiego narazie doświadczyłem w swym całym życiu. Na szczęście w ogrodzie mam ławkę i kilka krzeseł niedaleko od drzwi. Gdy złapałem więc kota, szybko oboje usiedliśmy – trzymając kota na kolanach aby go uspokoić. Chociaż owo siedzenie czuło się jakbyśmy siedzieli w ruchomym „roller-coaster”, niemniej chroniło nas ono przed upadkiem. Mogliśmy więc zacząć oglądać co wokół nas się dzieje – w jakim to oglądaniu pomagało nam silne oświetlenie naszego ogrodu lampami na energię słoneczną. Widok zaś, a także hałas, były niesamowite. Wszystkie budynki rytmicznie i głośno skrzypiały i klekotały oraz wyraźnie nimi rzucało, zaś alarmy samochodów powyzwalane tym trzęsieniem wyły. Sama ziemia tym razem jednak NIE generowała żadnego hałasu. (W niektórych poprzednich trzęsieniach ziemi zwróciło moją uwagę, że sama ziemia wydawała ogłuszający rodzaj jakby rytmicznego skrzypienia czy ryku, mi przypominający odgłos jakby zbliżającego się ciężkiego pociągu towarowego.) Po około 2 minutach rzucania, czyli około godziny 00:02, owo trzęsienie ustało. Ostrożnie zaglądnęliśmy więc do mieszkania, czy jeszcze się NIE zawaliło. Aczkolwiek w środku był chaos, jakimś cudem nasz budynek nadal stał niezniszczony. Tylko lampy pod sufitem wahały się jak huśtawki, niemal dotykając sufitu przy obu nawrotach swego ruchu. (Ja celowo poinstalowałem w mieszkaniu lampy zwisające na giętkich kablach, bowiem odkryłem, że dla nas są one doskonałymi sejsmografami – wskazującymi jak silne jest dane trzęsienie ziemi, a stąd czy mamy uciekać z mieszkania.) Co też niezwykłe, pomimo siły tego trzęsienia, w naszym mieszkaniu nadal działała elektryczność i woda. Za to w sporej części Petone i Lower Hutt, począwszy już od następnej od nas ulicy, włącznie też z domem naszych znajomych z którymi parę dni wcześniej jadłem ów obiad opisany w punkcie #D2.1 mojej strony o nazwie „eco_cars_pl.htm” (tj. obiad z tytułu wygrania zakładu o wyniki wyborów), elektryczność została przerwana. Zrozumiałem wówczas, oraz natychmiast podziękowałem za to Bogu, że całe miasteczko Petone, wraz z moim mieszkaniem, z uwagi na istnienie owych bibilijnych 10 sprawiedliwych nadal jest chronione przez Boga – tak jak opisałem to we „wstępie” i w „części #I” swej strony „petone_pl.htm”, a także w punkcie #I1 strony „quake_pl.htm”.

Czytelnik zapewne się zastanawia, dlaczego podczas każdego trzęsienia ziemi, ja z żoną zachowujemy się jakbyśmy przedłużali swe wystawienie się na niebezpieczeństwo poprzez uciekanie z mieszkania do ogródka, zamiast natychmiastowego zanurkowania pod najbliższy stół, framugę drzwi, czy łóżko – tak jak w tej sytuacji radzą postępować naukowcy. Powód jest prosty. Mianowicie z moich własnych analiz mechanizmów i następstw poprzednich trzęsień ziemi wynika, że naprawdę bezpiecznym jest się tylko na wolnym powietrzu i to z dala od wysokich obiektów jakie na nas mogłyby runąć. Jednocześnie moja inżynierska wiedza mi podpowiada, że nawet jeśli dane trzęsienie ziemi jest aż tak silne, że zawali ono budynek w jakim aktualnie się znajdujemy, ciągle najróżniejsze zjawiska fizykalne typu inercja, tarcie, lepkość, wytrzymałość statyczna materiałów, konsumpcja energii na dynamiczne rozpędzanie mas, itp., jakie zadziałają kiedy budynkiem tym zacznie trząść, spowodują iż od pierwszego wstrząsu upłynie co najmniej 30 sekund zanim budynek faktycznie runie. Owo 30 sekund to typowo zbyt mało na ucieczkę z górnych pięter wielopiętrowego budunku, czy nawet na ucieczkę z domku jednorodzinnego – jeśli uprzednio NIE jest się zdecydowanym co czynić, albo jeśli zamiast uciekać będzie się szukało gdzie jest nasz kot, pies, klucze, portfel z pieniędzmi, paszport, itp. Jednak 30 sekund wystarcza na ucieczkę z domku jednorodzinnego, a nawet z parteru lub pierwszego piętra wielopiętrowego domu, jeśli z góry ma się zaplanowanym co czynić i jeśli zdecydowanie oraz szybko się ucieka. A uciekać warto, bowiem empiryka dowodzi, że w obrębie budynków żaden stół, framuga drzwi, łóżko, itp., NIE są w stanie nam zagwarantować, że wybronią nas przed siłą trzęsienia ziemi. Siła ta jest bowiem aż tak duża, że w mgnieniu oka potrafiła roztrzaskać w kawałki moją półkę na książki, którą gdybym próbował podobnie roztrzaskać ciężkim młotem, wówczas musiałbym znacząco się napracować. W telewizji widziałem też cały budynek, który został odrzucony od jego fundamentów siłą opisywanego tu trzęsienia ziemi na odległość jaką ja oceniam na około 20 metrów (pokazując go NIE poinformowano jak daleko on wylądował od miejsca w którym oryginalnie stał). W uprzednim trzęsieniu ziemi z Christchurch, cegły były rzucane z taką siłą, że przebijały się przez strukturę samochodów i nawet autobusu. A trzeba pamiętać, że nawet gdyby zrzuciło się owe cegły np. z dachów budynków w Christchurch, samo ciążenie grawitacyjne co najwyżej nieco by powyginało nimi blachę tych samochodów. Co przez te przykłady chcę tu wyjaśnić, to że w trzęsieniach ziemi pojawiają się moce, siły i zjawiska, jakich uznania dzisiejsza nauka nadal kłamliwie odmawia, a jakie wyzwalane są w sposób do dzisiaj uważany za nadprzyrodzony. (Podobne moce, siły i zjawiska o charakterze dzisiaj ciągle uważanym za nadprzyrodzony, wyzwalane są też przez tornada.) Przykładowo ja wierzę, że podczas trzęsienia ziemi sporo obiektów jest rzucanych z użyciem zjawiska telekinezy jakiego istnienia oficjalna nauka nadal NIE chce uznać, chociaż moja teoria wszystkiego nazywana Konceptem Dipolarnej Grawitacji opisuje je, wyjaśnia, oraz promuje począwszy od 1985 roku. Owo zaś zjawisko telekinezy pozwala wyzwalać niewyobrażalnie potężne siły i moce, jakie np. po użyciu w napędach telekinetycznych magnokraftów będą pozwalały na natychmiastowe przelatywanie ludzi do odmiennych systemów gwiezdnych. Niestety, narazie NIE jestem w stanie udowodnić formalnie, że trzęsienia ziemi są napędzane zjawiskiem telekinezy. Mam jednak już zgromadzone sporo obserwacji empirycznych, które zdają się to potwierdzać. Przykładowo, silne trzęsienia ziemi indukują białe jarzenie, które pokrywa się z tzw. „jarzeniem pochłaniania” jakie wyzwalane jest silnymi ruchami telekinetycznymi. Podczas silnych trzęsień ziemi czasami generowane są też jarzące się kule natelekinetyzowanego gazu, jakie w dzisiejszych czasach często są opisywane pod nazwą „piorunów kulistych”. Ponadto, przykładowo zjawisku telepatii zawsze towarzyszy zjawisko telekinezy (na zasadzie podobnej jak generowaniu jakiegoś dźwięku zawsze towarzyszy fizyczny rodzaj ruchu). Tymczasem z zasady działania tzw. „Sejsmografu Zhang Henga” opisanego m.in. na moich stronach internetowych o nazwach „seismograph_pl.htm” oraz „artefact_pl.htm” (a także wpominanego w punktach #M2, #S2, #S5 i #S7, zaś pokazanego na „Fot. #M1” strony „quake_pl.htm”) dosyć klarownie wynika, iż każdemu trzęsieniu ziemi zawsze towarzyszy aż tak potężny „łoskot telepatyczny”, że daje się on odbierać owym starożytnym analogowym sejsmografem. (Niestety, „łoskt telepatyczny” NIE jest słyszalny dla fizycznych uszu ludzkich, chociaż ponad-zmysłowo odbierany jest on przez wiele kobiet u jakich wywołuje on histerię, konfuzję, utratę przytomności umysłu, zawroty głowy, a czasami nawet omdlenia.) Podsumuję teraz niniejszy paragraf. Na osobistym przykładzie uświadamiam w nim czytelnikowi, że jeśli trzęsienie ziemi zaskoczy go w jakimś budynku, zaś ucieczka na zewnątrz zajęłaby mu tam tylko około owe 30 sekund opisane wcześniej, wówczas najbardziej rozsądna byłaby ucieczka – a NIE chowanie się pod stół, biurko, framugę drzwi, itp. Na zewnątrz bowiem (i z dala od wysokich obiektów) z pewnością jest się bezpiecznym. Natomiast budynek już po owym około 30-sekundowym czasie zwłoki (jaki jednak często wystarcza na szybką ucieczkę) może się zawalić i wówczas w wielu przypadkach żaden np. stół NIE będzie miał wystarczającej mocy aby gwarantować uchronienie przed śmiercią ukrytych pod tym stołem ludzi. W swym własnym domu czy mieszkaniu dobrze jest też mieć uprzednio opracowany (i z góry przygotowany oraz sprawdzony ze stoperem) plan takiej ucieczki – tak że jeśli trzęsienie ziemi faktycznie nadejdzie, wówczas NIE trzeba będzie już się zastanawiać co należy czynić. Dobrze jest też w każdym pomieszczeniu swego mieszkania posiadać co najmniej jedną lampę zwisającą z sufitu na długim giętkim kablu, bowiem rozpiętość wahań tej lampy natychmiast da nam rozeznanie co do siły (a stąd i co do poziomu zagrożenia) danego trzęsienia ziemi. Pamiętać też trzeba, że kobiety mogą omdlewać z powodu działania owego „łoskotu telepatycznego” jaki każde trzęsienie ziemi generuje. Dlatego uciekając kobiety niekiedy trzeba siłą porywać ze sobą, w razie potrzeby niemal unosząc je na rękach. Ponadto trzeba pamiętać, aby na drodze planowanej ucieczki NIE nastwarzać sobie zbyt wielu przeszkód ani zagrożen od upadających obiektów (jak nieprzymocowana do ściany półka na książki w naszym przypadku). Przykładowo, ja właśnie przyłapałem swoją żonę, że pomimo opisywanego uprzednio doświadczenia, nadal nocą rygluje ona drzwi naszej planowanej ucieczki – chociaż zamek w owych drzwiach jest typu, iż NIE daje się go otworzyć od zewnątrz bez użycia klucza. Niestety, logika i empriczne doświadczenia okazują się być bezradne, kiedy wymagana jest zmiana nawyków u kobiety.

Kiedy wstrząsy ustały i zdecydowaliśmy się wrócić do mieszkania, pierwszą rzeczą jaką uczyniliśmy to odblokowanie i włączenie telewizora w celu sprawdzenia czy będzie nadawana jakaś wiadomość o owym trzęsieniu ziemi. Niestety cała następna godzina tego sprawdzania minęła, a żadnej wiadomości NIE znaleźliśmy. Telewizja nadawała tylko jakieś nocne, wcześniej nagrane programy. Doszliśmy więc do wniosku, że władze nadal śpią – co zrozumieliśmy jako sugestię, że niebezpieczeństwo całkowicie już minęło i my też możemy położyć się spać. Wszakże NZ ma sieć instytucji opłacanych naszymi podatkami, jakich wysoko kwalifikowani pracownicy mają ostrzegać ludność o wszelkich niebezpieczeństwach. Wszyscy w NZ są też nawykli do częstych trzęsień ziemi, stąd nawet dniami alarm podnoszony jest tylko kiedy zagraża jakieś znaczące niebespieczeństwo. Po odblokowaniu więc przejścia pomiędzy pokojami ze szczątków półki na książki i z innych porozrzucanych przedmiotów, my także ułożyliśmy się z powrotem do spania. Po jakiejś połowie godziny, usłyszeliśmy czyjeś bębnienie w nasze drzwi. Okazało się, że sąsiad gdzieś zdołał wyszukać, iż nadchodzi tsunami i że trzeba uciekać. Ponownie sprawdziliśmy więc w telewizji, jednak wszystkie kanały nadal nadawały w niej swoje wcześniej nagrane, banalne programy nocne. Postanowiliśmy jednak, że na przekór braku oficjalnego ostrzeżenia, lepiej „tak na wszelki wypadek” przenieść się gdzieś na wyższy teren. Wszakże mieszkamy w niebezpiecznej bliskości brzegu morza. Ubraliśmy się więc ciepło i zapakowaliśmy naszego kota do samochodu poczym pojechaliśmy do stacji benzynowej w Lower Hutt, odległej od naszego mieszkania o jakieś 7 kilometrów, aby zatankować benzynę. Okazało się bowiem, że nasz samochód właśnie jest bliski pustego baku. Na stacji bezynowej było kilka samochodów, jednak ich kierowcy zachowywali się tak jak każdego dnia i nikt NIE wykazywał pośpiechu czy nerwowości w tankowaniu. W trakcie tankowania uderzył silny „aftershock”, jaki zakołysał dochem nad pompami i naszym samochodem. Po zatankowaniu pojechaliśmy w najbliższe do Lower Hutt miejsce jakie znamy, zwane Tirohanga, gdzie ulica wspina się pod górę. Tam znacznie wyżej nad poziomem morza znaleźliśmy obszar jakby sporego płaskowzgórza, czy polanki wśród wzgórz, który gwarantował bezpieczeństwo od lawin ziemi i błota jakie ewentualne następne „aftershock” mogły zaindukować, oraz na którym pobocze ulicy NIE było zajęte zbyt wieloma zaparkowanymi samochodami miejscowych mieszkańców, poczym tam zaparkowaliśmy nasz samochód. Oprócz nas jakieś 50 metrów wyżej parkował jeszcze jeden samochód, w którym siedzieli ludzie. (Zaparkowane zaś przy tej samej ulicy samochody miejscowych mieszkańców były puste, chociaż w kilku z pobliskich domów paliły się światła.) Włączyliśmy więc radio. Lokalna radiostacja „The Breeze” nadawała tylko muzykę. Szukaliśmy więc po innych stacjach, czy będzie cokolwiek o owym trzęsieniu ziemi i tsunami. Po jakimś czasie natrafiliśmy na fale radia „National”, w którym nareszcie coś mówiono na temat owego trzęsienia ziemi. To z niego dowiedzieliśmy się, że epicenter tego trzęsienia ziemi był gdzieś koło miejscowości Culverden czy Kakoura i że jego siła wynosiła około 6.5. Wówczas jednak było już sporo po drugiej w nocy – czyli według mojej znajomości fizyki, gdyby owo trzęsienie spowodowało tsunami, to takie tsunami już dawno powinno uderzyć w Petone (a ściślej powinno uderzyć NIE później niż w godzinę czasu od zaistnienia tego trzęsienia, czyli jeszcze przed tym zanim opuściliśmy nasz dom). Potem też z komunikatów tego radia dowiedzieliśmy się, że faktycznie ktoś tam nadal radzi aby przenieść się na wyżej położone obszary, bowiem może zaistnieć tsunami. NIE była to jednak wiadomość wywodząca się z jakichś czujników czy instrumentów badawczych, a jedynie czyjeś zgadywanie. W jakiś czas później usłyszeliśmy jak w Lower Hutt zaczęły wyć syreny alarmowe. Wkrótce po ich zawyciu ulica przy jakiej parkowaliśmy zaroiła się od uciekających samochodów. W radiu „National” puszczono też wywiad, w którym ktoś z obrony cywilnej stwierdził w końcu, iż jest możliwość nadejścia tsunami i że oficjalnie ogłasza się alarm ostrzegający przed tsunami. A było wówczas już blisko trzeciej godziny w nocy. Innymi słowy, gdyby faktycznie owo trzęsienie ziemi zaindukowało znaczące tsunami, wówczas tsunami to pozatapiałoby nadbrzeżne miasta większości NZ znacznie wcześniej niż służby obrony cywilnej pozbudzały się z uśpienia i podjęły działanie. Wiedząc więc z mojej znajomości działania praw fizycznych, że wszystkie te hałasy są rozpoczęte zbyt późno i że jedynie mogą służyć jako późniejsze usprawiedliwienie, iż jednak podniesiono jakiś alarm, a także jako próba „zachowania twarzy”, odczekaliśmy na ulicy z owego zbocza góry dokładnie do czwartej w nocy, do którego to czasu zgodnie z moją wiedzą ewentualne tsunami, jeśli faktycznie zaistniało, z pewnością powinno już całkowicie zaniknąć, poczym pojechaliśmy do domu i powróciliśmy do kontynuowania spania. Następnego dnia po wstaniu z łóżek usłyszeliśmy odwołanie alarmu tsunami wraz z wiadomością, że w kilku miejscach poziom wody się zmienił o wielkość do około jednego metra. W parę dni później jednak się okazało, że to poziom lądu się pozmieniał w wyniku owego trzęsienia ziemi. Innymi słowy, cała oficjalna reakcja i działania opłacanych przez podatników urzędów i instytucji, które powinny ostrzegać o tego typu kataklizmach, oraz informować, doradzać i kierować ludzi kiedy takie kataklizmy mają miejsce, okazała się kompletnym fiaskiem jakie jedynie zasiewało publiczną konfuzję i poczucie osamotnienia w konfrontowaniu niebezpieczeństwa. Gdyby więc owo trzęsienie faktycznie zaindukowało tsunami, wówczas prawdopodobnie tsunami to uśmierciłoby co najmniej połowę ludności Nowej Zelandii – wszakże większość populacji tego kraju mieszka nad brzegami oceanu, a powołane do jej ochrony urzędy i instytucje zaniedbały poinformowania co należy czynić. Ów fakt generalnej konfuzji, chaosu, ospałości władz i braku informacji czy alarmu, odnotowany został zresztą NIE tylko przezemnie, a narzekano na niego nawet w ogólnokrajowym dzienniku telewizyjnym nadawanym o godzinie 18:30 na kanale 1 TVNZ w piątek, dnia 2016/11/18.

Owo niezwykłe trzęsienie ziemi, podobnie jak uprzednie trzęsienia z Christchurch, także jest otoczone całym szeregiem niezwykłości. Opisane powyżej ogłoszenie alarmów i ostrzeżeń tsunami dopiero w czasie kiedy byłoby już po tsunami (gdyby jakieś mordercze tsunami faktycznie zaistniało) jest tylko jedną z nich. Poza nią, w oczy mi się rzuciło sporo innych. Omówmy więc teraz kilka przykładów chociaż tych najważniejszych z nich.

1. Zniszczenia przypominające wynik dzisiejszych wojen. W omawianym tutaj trzęsieniu ziemi mnie najbardziej zastanawia wielkość i niezwykły wygląd zniszczeń. Oglądając te zniszczenia w telewizji, odnosiłem wrażenie, że oglądam krajobraz zniszczony jakimiś intensywnymi działaniami wojennymi, przykładowo taki jaki raportowano z miejsc stacjonowania nowozelandzkich wojsk podczas wojen w Afganistanie, Iraku, oraz Syrii.

2. Symboliczna wymowa śmierci 2 ludzi. W owym trzęsieniu ziemi umarło też 2 ludzi. Jedną osobę uśmierciło zawalenie się domu, drugą zaś atak serca zapewne spowodowany owym potężnym „telepatycznym łoskotem” o jakim wspominałem już wcześniej. Jak na siłę tego trzęsienia ziemi, a także na wielkość zniszczeń jakie ono spowodowało, 2 ofiary to szczęśliwie mała liczba. Warto jednak pamiętać, że w „ostrzegającym” trzęsieniu ziemi z Christchurch, jakie opisałem dokładniej w punkcie #P5 strony „quake_pl.htm”, też widnieje liczba 2 ludzi, tyle że z obrażeniami i zabranych do szpitala, a nie uśmierconych. Wygląda więc na to, że w obu tych nowozelandzkich trzęsieniach ziemi owa liczba 2 pełni jakąś dodatkową funkcję, np. symbolu rodzaju karmy, zapowiedzi, przepowiedni, ostrzeżenia co się stanie jeśli dany rodzaj postępowania NIE zostanie zaniechany, itp. Jak bowiem wyjaśniam to szerzej w punkcie #D2.1 swej strony o nazwie „eco_cars_pl.htm”, oraz w punkcie #F2 innej swej strony o nazwie „karma_pl.htm”, w tzw. „acts of God” (tj. działaniach Boga) praktycznie wszystko jest z góry mądrze zaprojektowane, nosi w sobie jakieś istotne znaczenie, zaś jeśli poprawnie poznane przez ludzi – wówczas może też stać się źródłem istotnego zaawansowania cywilizacyjnego. Oczywiście, ludzka tradycja przyporządkowuje liczbie 2 jakieś tam symbole i znaczenia. Możemy je poznać z najróżniejszych publikacji numerologicznych. Jednak Bóg może przyporządkowywać tej liczbie zupełnie inne symbole i znaczenia. Przykładowo, z „Konkordii Starego i Nowego Testamentu do Biblii Tysiąclecia” wynika, że symboliczne użycie liczby „dwa” w Biblii obejmuje m.in. znaczenia: zwielokratnianie mocy, upewnianie się aby jakieś wymogi były jednak spełniane, oraz zapowiedź powtórzenia. Trzęsienie ziemi z Christchurch, opisane w punkcie #P5, faktycznie zostało potem powtórzone ze zwielokrotnioną niszczycielską siłą już po około 5 miesiącach. Czy więc owe 2 z opisywanego tu trzęsienia ziemi też ma nam symbolicznie przekazać taką samą wiadomość, zapewne dowiemy się już niedługo. Szczególnie, że kiedy rozwijałem niniejsze opisy w dniu 22 listopada 2016 roku, wówczas Japonia została uderzona koło Fukushima aż kilkoma trzęsieniami ziemi (największe miało siłę 7.4) oraz małym tsunami, w wyniku których to uderzeń, też 2 osoby doznały obrażeń ciała. Z następstw więc obu tych zaistniałych niedawno trzęsień ziemi w Kaikoura i w Fukushima, z pewnością da się kiedyś ustalić, co owa wielokrotnie powtarzana w działaniach Boga liczba 2 oznacza.

3. Trzy oficjalne oceny siły tego trzęsienia ziemi. Kolejną niezwykłością omawianego tutaj trzęsienia ziemi była jego siła. W dniu, na początku którego miało ono miejsce, mowiono iż miało ono siłę 6.5 w skali Richtera. Potem przemianowano je na siłę 7.5. Po około 4 dniach ponownie je przemianowano na siłę 7.8. Te trzy kolejne poprawki wyglądają jakby eksperci od trzęsień ziemi bardziej nastawiali się na ogłaszanie tego co ich zdaniem wywrze właściwy polityczny wpływ, a NIE faktów i prawdy wskazywanej przez posiadane oprzyrządowanie badawcze (np. nastawiali się na wybranie „politycznie poprawnej siły”, zamiast odczytania jaką siłę wskazują posiadane przez naukowców instrumenty pomiarowe).

4. Wiele nam mówiące wybieranie co i gdzie ma być zniszczone. Gdyby trzęsienia ziemi były rządzone ślepymi prawami natury, wówczas ich zniszczenia powinny „iść ławą”. Tymczasem w tym trzęsieniu ziemi rozkład zniszczeń był wybiorczy, wyglądający szokująco podobnie jakby ktoś wybierał jakie miejscowości, społeczności, instytucje i rodziny mają nimi być ukarane, a jakie oszczędzone. Przykładowo Petone w którym ja mieszkam było trzęsione aż tak silnie, że trudno było ustać na nogach. (Jak kiedyś wybadałem to posiadanym miernikiem promieniowania i opisałem w punkcie #F5 strony „cooking_pl.htm”, jeden silny „fault” geologiczny przebiega niedaleko od naszego ogródka.) Osobiście podczas trwania tego trzęsienia byłem więc załamany, bowiem z siły rzucania wyglądało, że nasz budynek co najmniej będzie uszkodzony, a może nawet całkiem się rozsypie. Jednak nawet jeden dom mieszkalny NIE został w Petone zniszczony – tak jak Bóg to obiecuje miejscowościom w jakich jest obecnych owych co najmniej „10 sprawiedliwych” opisanych w punkcie #I1 strony „quake_pl.htm”. Natomiast praktycznie wszystkie miejscowości leżące wokół Petone ucierpiały poważne zniszczenia. Przykładowo w pobliskim Lower Hutt leżącym na północ od Petone i oddzielonym od Petone jedynie przez rzekę, miejscowy mall (centrum handlowe) o nazwie „Queensgate” musiał zostać zamknięty z powodu uszkodzeń jakie w nim nastąpiły, a o jakich się szepcze, że zgrażają one jego zawaleniem się. (Niestety, kiedy pisałem ten punkt w 10 dni po zaistnieniu tego trzęsienia, nadal nie trafiłem na żadne oficjalne wyjaśnienie dlaczego mall „Queensgate” został zamknięty.) Podobnie stało się w pobliskim Wainuiomata, leżącym na wschód od Petone po drugiej stronie przy-petońskich wzgórz, gdzie lokalny mall też został zamknięty z powodu uszkodzeń. Mieszkańcy obu tych miejscowości przybywają teraz do supermarketów z naszego Petone aby dokonywać zakupy. Natomiast w centrum położonej na południe od Petone i odległej zaledwie o około 8 kilometrów stolicy kraju, tj. w tym Wellington, w którym podejmowane są wszelkie decyzje rządowe, aż cały szereg nowych wielopiętrowych budynków uległ aż tak dużemu uszkodzeniu, że już w kilka dni po trzęsieniu ogłoszono konieczność rozbiórki i celowego wyburzenia niektórych z nich. Aby też jakoś wykazać się wyborcom, że rząd jednak coś czyni w tej sprawie, powołana nawet została specjalna komisja jaka ma wybadać dlaczego tyle nowych budynków jakie rzekomo zostały zaprojektowane aby oprzeć się trzęsieniom ziemi, zostało obecnie pouszkadzane. Ja oczywiście wcale NIE spodziewam się, że komisja ta odkryje i otwarcie ujawni prawdziwy powód tego stanu rzeczy – jakim według mojego osobistego rozeznania jest przejście nowozelandzkiej edukacji na szczególnie wyniszczający dla kraju model zwany „user paid” (tj. „nauki opłacanej przez samych studentów”) opisywany w punkcie #E1 z mojej strony o nazwie „rok.htm”. Wszakże ów model powoduje, że tak edukowani „fachowcy” spodziewają się otrzymywać dyplomy tylko za sam fakt uiszczenia wysokich opłat za studia, unikając i sabotażując wszelkie próby co bardziej świadomych z ich wykładowców aby jednak poznawali też wiedzę i umiejętności jakie później będą u nich wymagane do prawidłowego wypełniania ich specjalizacji i pracy zawodowej. (Jednym z rozwiązań, jakiego projekt prezentowałem wyborcom podczas swej kampanii z 2014 roku w wyborach do parlamentu NZ, było wyjście z sytuacji „ujeżdżania tygrysa” w NZ edukacji wyższej, poprzez zaoferowanie „stypendiów rządowych” określonej puli najzdolniejszych Nowozelandczyków jacy uprzednio zdaliby specjalny, szczególnie trudny i odarty z kumoterstwa egzamin kwalifikujący, zaś które to stypendia pozwalałyby otrzymującym je studentom ukończyć studia nawet jeśli wywodziliby się z bardzo biednej rodziny – które to rozwiązanie stopniowo powstrzymałoby dalszy upadek wiedzy i ekspertyzy u NZ fachowców i inżynierów oraz przywróciłoby wymagany poziom do NZ edukacji wyższej.)

5. Tak mądre pokierowanie skutkami tego trzęsienia ziemi, że poujawniały one i zilustrowały najbardziej palące przypadki łamania kryteriów moralnych. Ten przedziwny fakt mądrego ujawniania i ilustrowania skutkami, mi rzucił się w oczy kiedy oglądałem w telewizji wiadomości i sprawozdania z następstw tego trzęsienia ziemi. Aby wyjaśnić tutaj czytelnikowi esencję mądrego mechanizmu na jakim owo ujawnianie i ilustrowanie niemoralności działa, poniżej opisze kilka jego przykładów. (Odnotuj jednak, że przypadków tego ujawniania jest znacznie więcej, niż poniżej opisuję.) Przykładem przypadków bardzo poważnego łamania kryteriów moralnych, były decyzje włączania się NZ do zamorskich wojen, efekty których zostały potem zilustrowane wyglądem zniszczeń dokonanych przez opisywane tu trzęsienie ziemi. Innym przykładem takiego łamania kryteriów moranych było stworzenie przez rząd NZ, a potem wieloletnie finansowanie działalności, specjalnej drużyny „tępicieli drzew” opisywanej m.in. w punkcie #I1 mojej strony „landslips_pl.htm”. Ta forma łamania kryteriów moralnych została zilustrowana omawianym tu trzęsieniem ziemi poprzez wysoce wymowne zasypywanie dróg oraz blokowanie przepływu rzek lawinami ziemi i błota formowanymi z powodu obsuwania się zboczy gór odartych z drzew i krzewów. Wszakże owa drużyna „tępicieli drzew” przez wiele lat nieustannie wycinała i usuwała drzewa usiłujące rosnąć na zboczach nowozelandzkich gór. W rezultacie więc działań tej drużyny oraz kopytnej trzody jaka wypasana jest na owych zboczach, erozja gleby w niektórych miejscach objęła więcej niż połowę całej powierzchni zboczy NZ gór. W wyniku też obecnego trzęsienia ziemi, to właśnie takie nielogiczne tępienie drzew spowodowało zasypywanie lawinami ziemi i błota znacznych odcinków szos i rzek – całkowicie demobilizując cały region. Wszakże zasypane drogi całkowicie odcięły miasto Kaikoura od reszty kraju. Z kolei zasypane rzeki zaczęły spiętrzać swą wodę, powodując że powstało zagrożenie, iż po przerwaniu się wody przez te blokady wszelkie domy i osiedla położone od nich w dół rzeki będą zmiecione z powierzchni ziemi – trzeba więc było zacząć raptowną ewakuację ludności z tych terenów. Jeszcze innym przykładem łamania kryteriów moralnych było zabazowanie edukacji na modelu zwanym „user paid” – jaki już opisywałem w poprzednim podpunkcie. Model ten bowiem NIE tylko odebrał możność studiowania młodzieży z biednych domów i nie tylko nieustannie obniża poziom edukacji i ekspertyzy w kraju, ale taże powoduje, że młodzież z bogatych domów, która może pozwolić sobie na sfinansowanie swych studiów, wybiera kierunki studiów jakie są najłatwiejsze a jednocześnie jakie potem przynosiły im będą najwyższe dochody – np. kierunki prawa i ekonomii. W rezultacie w kraju istnieje nadmiar np. prawników, zaś niedobór inżynierów – czyli, jak to się mówi, jest „zbyt wielu wodzów, zaś zbyt mało indian”. Kiedy więc uderzyło omawiane tu trzęsienie ziemi, wówczas się okazało, że faktycznie brak jest fachowców, którzy byliby w stanie szybko pousuwać zatory na drogach i rzekach, oraz odbudować domy i infrastrukturę. Ów brak fachowców jest aż tak duży, że wieczorem w środę 2016/11/23 głośno i otwarcie mówiono o nim w ogólnokrajowym dzienniku telewizyjnym. Następnym przykładem łamania kryteriów moralnych jest uparte popieranie monopoli – na przekór iż powszechnie wiadomo, że monopole te rujnują kraj poprzez obniżanie jakości i zwiększanie cen, a także poprzez intensywny eksport kapitału poza granice kraju. Omawiane tu trzęsienie ziemi uwypukliło ten rodzaj łamania kryteriów moralnych poprzez zablokowanie wyjścia z przystani używanej przez stateczki monopolu pokazującego wieloryby turystom. Ponieważ NIE istaniała już inna podobna instytucja, jaka też wybudowałaby własną przystań dla swoich stateczków, owo zablokowanie przystani monopolu przerwało dopływ turystycznych dolarów do całego miasteczka. Na dodatek, ów monopol zaczął się domagać, że to rząd ma usunąć blokadę jego przystani na koszt podatników.

6. „Nadprzyrodzone” zapoczątkowanie precyzyjnie o północy. Inną niezwykłością opisywanego tu trzęsienia ziemi, na jaką zwróciłem szczególną uwagę, jest też godzina jego rozpoczęcia się. Z dawnych bowiem czasów, kiedy jeszcze jako mały chłopiec rozbierałem zegary naprawiane przez mojego ojca (co dokładniej opisałem w punkcie #B1 swej autobiograficznej strony „pajak_jan.htm”), pozostało u mnie zamiłowanie do zegarów i do precyzyjnego mierzenia upływu czasu. Ponieważ w dzisiejszych czasach zegary są tanie, w moim mieszkaniu mam ich zatrzęsienie – tj. co najmniej jeden duży i dobrze widoczny zegar w praktycznie każdym pomieszczeniu – włącznie z korytarzykiem i łazienką, zaś w głównym pokoju mam aż 3 odmienne i dobrze widoczne duże zegary. Powtarzalnie też sprawdzam czy zegary te wskazują precyzyjny czas, poprzez porównywanie ich wskazań z „oficjalnym czasem państwowym” jaki w NZ bez przerwy nadawany jest wraz z programami telewizji. Podkreślenia wymaga tu także fakt, że nocami moje zegary są dobrze oświetlone przez wpadające oknami do mieszkania światło z licznych lamp na energię słoneczną, jakie poinstalowałem w swym ogródku (patrz opisy i zdjęcia tych lamp z punktu #N4 mojej strony o nazwie „solar_pl.htm”). Właśnie dzięki tej doskonałej nocnej widoczności wskazówek moich zegarów, w chwili kiedy uciekaliśmy z mieszkania wyraźnie odnotowałem, iż owo potężne trzęsienie ziemi faktycznie zatrzęsło moim mieszkaniem dokładnie o północy, tj. o godzinie 24:00 dnia 13 listopada 2016 roku. Tymczasem oficjalnie w Nowej Zelandii się twierdzi, że owo trzęsienie ziemi zaczęło się w dwie minuty po północy, czyli o godzinie 00:02 dnia 14 listopada 2016 roku, tj. w czasie kiedy trzęsienie to w moim mieszkaniu właśnie się zakończyło. A pamiętać też trzeba, że gdyby faktycznie trzęsienie to zaczęło się o godzinie 00:02 i to w odległym Culverden lub Kaikoura, wówczas moim mieszkaniem powinno ono zatrząść jeszcze później, jako że ruchy ziemi wcale NIE rozchodzą się z nieskończenie dużą prędkością. Istnieją więc jakieś powody owej rozbieżności pomiędzy tym co oficjalnie się twierdzi o chwili jego zainicjowania, a faktycznym momentem czasu w jakim zatrzęsło ono moim mieszkaniem. Z listy tych powodów całkowicie wykluczam niedokładność moich zegarów, bowiem następnego dnia swe zegary ponownie i dodatkowo sprawdziłem. Wykluczam też błąd mojego patrzenia, bowiem uciekając z mieszkania celowo, świadomie i powtarzalnie sprawdziłem jaka dokładnie wówczas jest godzina. Oczywiście, innych powodów też może być sporo – np. jednym z fizycznych z nich może być, że moje mieszkanie było uderzone innym trzęsieniem ziemi, niż to trzęsienie o którym wypowiadają się naukowcy. Osobiście jednak posądzam, chociaż NIE jestem w stanie tego ani udowodnić, ani sprawdzić, że faktycznym powodem tej rozbieżności w czasach początku owego trzęsienia ziemi jest konieczność zachowania przez naukę monopolu na wyjaśnianie powodów i następstw jego zaistnienia. Chodzi bowiem o to, że gdyby oficjalnie przyznać, iż owo trzęsienie ziemi uderzyło dokładnie o północy (tj. dokładnie o godzinie 24:00) i to w dniu 13 listopada, wówczas takie stwierdzenie zawierałoby w sobie implikację, że było ono nadprzyrodzonego pochodzenia – a stąd że wymaga ono też m.in. religijnego przeanalizowania i tłumaczenia. Od dawna bowiem ludzie wyznają tradycję, że wiele nadrzyrodzonych zjawisk i działań Boga ma miejsce właśnie o północy, oraz że liczba i data 13-go wiąże się z zapowiedzią nieszczęścia. Tymczasem jeśli jego uderzenie oficjalnie ogłosi się jako mające miejsce dwie minuty po północy, tj. o godzinie 00:02 dnia 14 listopada, wówczas ten czas jego rozpoczęcia i data zamieniają je już w zjawisko o jakim wyłączne prawo i monopol do autorytatywnego wypowiadania się może uzurpować dla siebie dzisiejsza oficjalna nauka – jaka w swych wyjaśnieniach może wdrażać cementowo ateistyczne prezentowanie świata.

* * *

Na temat powyższgo trzęsienia ziemi wytężyłem też potem swoją mózgownicę aby na podstawie dostępnych mi empirycznych danych i swej wiedzy ustalić co było jego źródłem i dlaczego ono nas uderzyło. Nie włączyłem jednak swych wniosków w tej sprawie do tego wpisu, bo znając dzisiejszych ludzi prawdopodobnie rzadko kto by w nie uwierzył, a niepotrzebnie zaczęto by obrzucać mnie kolejnymi wyzwiskami. Jeśli jednak ktoś zechce wnioski te poznać, wówczas znajdzie je w punkcie #R2 mojej strony o nazwie „quake_pl.htm” (aktualizacja owej strony datowana 1 grudnia 2016 roku, lub później), dostępnej pod adresami:
http://www.geocities.ws/immortality/quake_pl.htm
http://totalizm.zensza.webd.pl/quake_pl.htm
http://telekinesis.esy.es/quake_pl.htm
http://totalizm.com.pl/quake_pl.htm
http://pajak.org.nz/quake_pl.htm

W ostatnich czasach moje strony zostały też wzbogacone o aż cały szereg nowych tematów jakie właśnie rozpracowałem. Przykładowo punkt #F2 mojej strony o nazwie „karma_pl.htm” uzyskał opisy dzisiejszego „zwrotu karmy” za nałóg opiumowy z początków lat 1800-tnych. Z kolei w punkcie #D2.1 mojej strony o nazwie „eco_cars_pl.htm”, a także w punkcie #F2 innej mojej strony o nazwie „artefact_pl.htm”, przytoczyłem i dodatkowo zilustrowałem opisy kilku zabawnych sytuacji, kiedy wygrałem najróżniejsze nagrody, jednak ich NIE oglądałem, a także sytuację, kiedy wygrałem zakład kto wygra wybory i obiad w restauracji. W punkcie #C6 z mojej strony o nazwie „soul_proof_pl.htm” uzupełniłem niedawno o cytowanie z Biblii jakie sugeruje kiedy dusza wchodzi w ciało, oraz o posunięcie papieża jakie wdraża to cytowanie. Także na swej stronie o nazwie „magnocraft_pl.htm” udoskonaliłem punkt #A3 i dodałem kilka następnych ilustracji. Na stronie „solar_pl.htm” zaktualizowałem punkt #N4, zaś na stronie „totalizm_pl.htm” udoskonaliłem punkt #A1. Każdą z wymienionych tu stron czytelnicy znajdą jeśli do dowolnego z powyższych adresów zamiast nazwy „quake_pl.htm” dołączą nazwę mojej strony jaką zechcą przeglądnąć. Przykładowo, jeśli zachcą wywołać sobie i przeglądnąć moją stronę o nazwie „eco_cars_pl.htm” np. z witryny o adresie http://totalizm.zensza.webd.pl/quake_pl.htm , wówczas wystarczy aby zamiast owego adresu witryny wpisać w okienku adresowym wyszukiwarki następujący nowy adres http://totalizm.zensza.webd.pl/eco_cars_pl.htm .

Warto też wiedzieć, że niemal każdy NOWY temat jaki ja już przebadałem dla podejścia „a priori” nowej „totaliztycznej nauki” i zaprezentowałem na tym blogu, w tym i niniejszy temat, jest potem powtarzany na wszystkich lustrzanych blogach totalizmu, które ciągle istnieją (powyższa treść jest tam prezentowana we wpisie numer #278). Kiedyś istniało aż 5 takich blogów. Dwa ostatnie blogi totalizmu, jakie ciągle nie zostały polikwidowane przez przeciwników „totaliztycznej nauki” i przeciwników wysoce moralnej „filozofii totalizmu”, można znaleźć pod następującymi adresami:
https://totalizm.wordpress.com
http://totalizm.blox.pl/html

Z totaliztycznym salutem,
Jan Pająk

P.S. Google oraz inne narzędzia internetu nam ujawniają, że wielu ludzi na świecie używa nazwiska „Jan Pająk”. Jednak tylko jeden z nich to ja, czyli twórca Teorii Wszystkiego zwanej Konceptem Dipolarnej Grawitacji, najmoralniejszej nowoczesnej filozfii świata zwanej „filozofią totalizmu”, autor niniejszego bloga, wynalazca Magnokraftu, Wehikułu Czasu, Telekinetycznej Baterii, Telepatyzera, itp. Od jakiegoś też czasu ów szczególny Jan Pająk, tj. ja, figuruje w „Facebook” pod adresem http://www.facebook.com/JanPajak.Naukowiec . Zapraszam więc zwolenników wyników swych badań, aby tam zaglądali, zaś jeśli skomentują tam jakąś istotną sprawę o uczącym nas wszystkich potencjale, wówczas być może znajdę nawet czas (którego, niestety, bez przerwy znacząco mi brakuje) aby osobiście odpowiedzieć.

?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: