#259: Jak zainstalowanie „czułych na ruch” lamp słonecznych przy drzwiach i wokoło mojego mieszkania poprawia wygodę, nieskrępowanie oraz bezpieczeństwo nocnych powrotów do domu

Motto: „Światło pomaga czynić wszystko co moralne i właściwe, oraz przeszkadza w czynieniu tego co niemoralne i niewłaściwe – otaczajmy więc światłem co tylko możemy.”

W dniu 23 kwietnia 2015 roku wybrałem się do mojego ulubionego sklepu w NZ o nazwie „Warehouse” aby sprawdzić co nowego w międzyczasie zaczęli oferować swoim klientom. Ku swojej radości odnotowałem, że mają na sprzedaż nowe produkty na energię słoneczną, jakie mają wbudowane w siebie akumulatorki, a stąd jakie spełniają wymóg „moralnej poprawności” wynikający z kryteriów opisanych w punktach #B5 i #F3 mojej strony o nazwie „solar_pl.htm” (adresy której to strony przytoczone są na końcu tego wpisu). Były nimi różne rodzaje „czułych na ruch słonecznych lamp bezpieczeństwa” – nadających się do użytku pozamieszkaniowego (po angielsku owe lampy są zwane „Motion Sensor Security Light” – solar lamps suitable for outdoor use) – patrz zdjęcia z „Fot. #N1” owej strony o nazwie „solar_pl.htm”. Jeśli lampy te zainstaluje się na zewnątrz mieszkania (lub domu) w taki sposób, aby ich światło kierowane było na drzwi wejściowe do tego mieszkania (lub domu), wówczas kiedy w nocy wraca się do mieszkania czy domu, ich wrażliwy na ruch czujnik wykrywa nasze nadejście i uruchamia światło. Długość świecenia się owego światła daje się też na lampie ustawiać w zakresie od 8 sekund aż do 2 minut. W rezultacie, NIE musimy się bać, że np. jakiś złoczyńca czai się w ciemności przy drzwiach naszego mieszkania, NIE musimy po ciemku np. odpakowywać zakupów ze samochodu, NIE musimy po ciemku wspinać się po schodkach do naszego mieszkania ryzykując upadek i złamanie kości, ani NIE musimy po ciemku szukać właściwego klucza i dziurki do klucza. Na każde bowiem nasze poruszenie się w zasięgu czujnika owych lamp, ich światło się zapala i dobrze oświetla: nasze wychodzenie z samochodu, odpakowywanie zakupów, naszą drogę do drzwi wejściowych, nasze wchodzenie po schodkach do mieszkania, oraz nasze otwieranie drzwi wejściowych – tak że cokolwiek zmuszeni jesteśmy uczynić przed wejściem do mieszkania, mamy to dobrze oświetlone. Na dodatek, ponieważ lampy te zasilane są energią słoneczną, NIE musimy też się krępować jak często i kiedy je używamy. Nic też nas NIE nakłania, aby dla zaoszczędzania na wypalanej elektryczności, np. wyłączać je na niektóre noce (np. kiedy NIE planujemy nocnego powrotu), lub na niektóre okresy czasu (np. kiedy wyjeżdżamy na wakacje) – poczym aby, oczywiście, zapomnieć je włączyć kiedy będziemy je potrzebowali. Niemal więc jedyną alternatywą jaka zastępowałaby wygodę i bezpieczeństwo takich lamp słonecznych, byłoby gdybyśmy np. systematycznie pozostawiali przy drzwiach wejściowych do mieszkania zapalane przed wyjściem z domu (lub nawet palące się przez cały czas) normalne lampy zasilane z sieci – co jednak byłoby dla nas dosyć kosztowne, bowiem czasami wychodzimy rano aby wrócić do mieszkania lub domu dopiero późnym wieczorem lub nocą.

Wprawdzie podobne lampy zaopatrzone w czujniki ruchu, tyle że zasilane z sieci, też są już od dawna w sprzedaży, jednak mają one rozliczne wady w porównaniu do opisywanych tu lamp słonecznych. Przykładowo, na przekór iż są raczej drogie, np. w Nowej Zelandii kosztują one od około $ 40 do około $ 120 (zależnie od jakości wykonania i mocy ich światła), w chwili zakupu NIE mają one załączonych ani kabli, ani przełączników – stąd aby je zainstalować trzeba dodatkowo zakupić aż cały szereg dalszych elementów. Kiedy się zapalą, zużywają one elektryczność za jaką trzeba potem zapłacić dostawcy elektryczności z sieci. Tymczasem wrażliwy na ruch czujnik wszelkich tego typu lamp (bez względu na to czy lampy te są zasilane z sieci, czy też z energii słońca), zawsze zapala je kiedy cokolwiek się poruszy w jego zasięgu – włącznie z nocnymi kotami, myszami, szczurami, nietoperzami, włamywaczami, błądzącymi pijakami, sabotażystami, huliganami, gałęziami pobliskich drzew poruszanych przez wiatr, pozostawionym na noc praniem do wysuszenia, itd., itp. Stąd jeśli pozostawi się je włączone przez cały czas, wówczas przy dzisiejszych cenach za energię z sieci są one dosyć kosztowne w użyciu. Ponadto, u mnie osobiście każde włączenie takich lamp, a także każde włączenie dowolnego odbiornika elektryczności zasilanego z sieci, wywołuje rodzaj „moralnego kaca”, że swymi działaniami przyczyniam się do umacniania roli niemoralnego kartelu elektrycznego, który swymi manipulacjami wmusza w ludzi konsumowanie ekologicznie brudnej zaś ekonomicznie nieuzasadnienie drogiej elektryczności z sieci. Jeśli zaś normalnie ma się je wyłączone, a włącza się je tylko kiedy wiemy z całą pewnością, że wrócimy późno do domu i będziemy potrzebowali ich światło, wówczas typowo zapominamy je włączyć kiedy naprawdę je potrzebujemy, a ponadto w czasie kiedy pozostają one wyłączone, NIE pełnią już swej dodatkowej istotnej roli „świateł bezpieczeństwa” odstraszających przestępców, huliganów i pijaków od naszych drzwi. Szczerze mówiąc, w moim mieszkaniu taka właśnie lampa czuła na ruch, jednak zasilana z sieci, już od długiego czasu jest zainstalowana przy głównych drzwiach wejściowych. Jednak z powodu opisanych powyżej jej wad i następstw włączałem ją do użycia ogromnie rzadko. W rezultacie, na przekór jej posiadania, większość naszych wieczornych powrotów do mieszkania następowała po ciemku.

Po odnotowaniu dostępności w sklepie „słonecznej wersji” tych lamp czułych na ruch, oczywiście natychmiast sobie jedną z nich kupiłem. Z instrukcji dołączonych do tych lamp wynika, że ich instalowanie jest bardzo łatwe. Wystarczy bowiem aby owe lampy oraz ich panele słoneczne przykręcić do czegoś załączonymi z nimi wkrętami. Jako jednak badacz metod działania Boga wiem już doskonale, że w rzeczywistym życiu wszystkim rządzi zjawisko moralne, które w punkcie #C4.2 innej mojej strony „morals_pl.htm” nazywam „polem moranym”. Pole to powoduje, że im bardziej korzystne coś ma być dla nas w swym długoterminowym działaniu, tym więcej motywacji, przemyśleń, pracy i odwagi trzeba włożyć aby to coś wytworzyć. Innymi słowy, im bardziej stromo pod górę owego „pola moralnego” wspinamy się w tworzeniu czegoś nowego, tym korzystniejsze dla nas okaże się to w długoterminowym działaniu – tak ilustruje to „Rys. #I1” z mojej strony o nazwie „pajak_do_sejmu_2014.htm”. To właśnie z powodu nieustannego działania owego „pola moralnego”, w punkcie #B4 swej strony „pajak_na_prezydenta_2020.htm” wyjaśniam też, że praktycznie wszystko co czynimy daje się urzeczywistnić zarówno z różnymi poziomami spełniania kryteriów moralnych (tj. „moralnie” chociaż z różnymi poziomami owej moralności – czyli nachylenia naszego wspinania się pod górę „pola moralnego”), jak i z różnymi poziomami łamania kryteriów moralnych (tj. „niemoralnie” oraz z różnymi poziomami owej niemoralności spowodowanej naszym ześlizgiwaniem się w dół „pola moralnego” pod odmiennymi kątami). To także z powodu inteligentnego działania owego „pola moralnego” ktoś wymyślił, iż istnieją tzw. „prawa Murphy’ego”, które bazując na „przypadkach” i „wypadkach” krótkoterminowo zawsze utrudniają nam czynienie tego co jest korzystne i co jest moralne. Gdybym więc z zakupioną lampą słoneczną „poszedł na łatwiznę” i szybko oraz bezwysiłkowo ją gdzieś przykręcił, wówczas z powodu działania owego „pola moralnego” już za jakiś czas by się okazało, że np. deszcz ją zamoczył, że przeszkadza nam w użyciu lub działaniu czegoś innego, że ktoś mi ją zwandalizował – bo była zbyt łatwa do dosięgnięcia, itp. Dlatego zanim zamontowałem swą lampę, najpierw musiałem dokładnie przemyśleć gdzie i jak ją zamontuję, aby owo zamontowanie „wspinało się możliwie najstromiej pod górę pola moralnego”. Oczywiście, zgodnie z działaniem owego pola moralnego wybrałem takie miejsce i sposób zamontowania, jakie wymagały najwyższego wkładu motywacji, przemyśleń, pracy i odwagi – czyli pod okapem dachu swego mieszkania. Stamtąd bowiem lampę można było precyzyjnie skierować w miejsce gdzie chciałem mieć jej światło. Tam też była bezpieczna przed wandalami – bowiem ci NIE mogą jej łatwo dosięgnąć. Z kolei okap dachu chroni ją przed deszczem, a częściowo i wiatrem.

Ponieważ miałem właśnie w ogródku starą deskę z pomocą jakiej mogłem lampę tę zainstalować pod okapem dachu, wkrótce potem zainstalowałem ją przy głównych (wschodnich) drzwiach wejściowych do swego mieszkania – tak jak pokazuje to „Fot. #N1b” ze strony „solar_pl.htm”. Oczywiście, instalowanie to dostarczyło mi najróżniejszych „uciech” spowodowanych właśnie krótkoterminowym działaniem „pola moralnego”. Część z tych „uciech” opisałem już w (2015/4/27) z punktu #L2 owej strony o nazwie „solar_pl.htm”. Chociaż bowiem dla ułatwienia sobie zadania panel słoneczną oraz lampę najpierw jeszcze na ziemi przykręciłem do długiej deski sosnowej, którą najpierw w tym celu pomalowałem, zaś do struktury dachu przykręcałem już potem jedynie ową deskę, jednak ciągle to przykręcanie jeżyło mi włosy na głowie. Nie jest bowiem łatwo pracować samemu przy dachu oddalonym o ponad trzy metry od wybetonowanej podłogi „wiaty”, kiedy z powodu konieczności zwrócenia się twarzą ku górze tylko z trudnością utrzymuje się równowagę na czubku A-kształtnej chwiejnej drabiny jedynie 1.80 metra wysokiej. Wszakże tylko dla ustawienia długiej deski w wymaganej pozycji wymagane jest wówczas użycie aż obu rąk i NIE posiada się już trzeciej ręki aby czegoś móc jeszcze się złapać i przytrzymywać przed upadkiem. Jednocześnie trzeba też przykręcać ową długą deskę do dwóch wsporników dachu jakie są od siebie oddalone o więcej niż zasięg naszych rąk.

Moje mieszkanie ma aż dwoje drzwi wejściowych. Pierwsze, główne drzwi skierowane są na wschód i zlokalizowane przy „wiata” na samochód koło wjazdu od ulicy. Drugie zaś drzwi skierowane są na zachód, a prowadzą z mieszkania do małego ogródka przymieszkaniowego – tj. tego ogródka, obecny wygląd przed-drzwiowego fragmentu jakiego pokazany jest na „Fot. #G1” ze strony „solar_pl.htm”, zaś jakiego wygląd zaraz po zakupie naszego mieszkania w lutym 2012 roku uwidacznia „Fig. #4” z mojej odmiennej strony o nazwie „p_c.htm”). Z uwagi więc na posiadanie aż dwoje owych drzwi wejściowych, w dwa dni później kupiłem sobie drugą identyczną lampę z zamiarem zainstalowania jej tak aby oświetlała też zachodnie wejście od ogródka. Ceny obu tych lamp wynosiły $69 każda – jednak ja uzyskałem na nie 12.5% zniżki ceny – za każdą z nich zapłaciłem więc $60.40 (patrz „Tabela #N1” na stronie „solar_pl.htm”).

Na opakowanich tych lamp jest napisane, że nadają się do pozamieszkaniowego użytku – tj. do użytku na wolnym powietrzu. Ponieważ więc natychmiast po zakupie drugiej lampy NIE miałem jeszcze zbędnej deski o wymaganej długości aż ponad 4 metrów, aby z jej pomocą przymocować ową lampę pod okapem dachu nad zachodnimi drzwiami do ogródka, tymczasowo lampę tę przykręciłem do górnych wsporników miniaturowej drewnianej pergoli jaką kilka miesięcy wcześniej zbudowałem sobie w północnym kącie swego małego ogródka. Tam już od początku lampa ta mogła wypełniać swoją funkcję – tyle że będąc skierowaną poziomo miała aż kilka drzewek owocowych w zasięgu swojego czujnika ruchu. Stąd wiatr trzęsący owymi drzewkami powtarzalnie ją zapalał co jakiś czas. Zanim też nadszedł dzień na tyle bezdeszczowej i bezwietrznej pogody, że mogłem zakupić sobie i przynieść na swym ramieniu z odległego o około 2 km sklepu aż do domu, wymaganie długą deskę potrzebną mi do jej zamontowania, zanim pomalowałem tę deskę dla ochrony przed niepogodą, a farba zdołała wyschnąć, oraz zanim doczekałem się przerwy w deszczach aby móc tę drugą lampę zamontować pod okapem dachu, był już 6 maja 2015 roku. W międzyczasie oświetlając ogródek z wierzchołka mojej pergoli lampa ta była więc wystawiona na działanie deszczu przez około 10 dni. Na przekór też, że jakoby miała być zbudowana i dla użytku na wolnym powietrzu, kiedy ją odkręciłem od wsporników pergoli wylał się z niej spory kieliszek wody. Gdyby więc postała tam nieco dłużej, zapewne cała wypełniłaby się wodą deszczową, zaś jej obwody elektryczne i elektronika prawdopodobnie poulegałyby pozwieraniu i zniszczeniu. Jakże więc w takiej sytuacji ufać temu co dzisiejszych niemoralnych czasach Chińczycy (a w wielu przypadkach także i inni producenci) wypisują na opakowaniach swoich produktów?

Ilustrację sposobu, na jaki w dniu 6 maja 2015 roku zainstalowałem tę drugą lampę ponad zachodnimi drzwiami do ogródka, zaś 10 maja 2015 roku na tej samej desce zainstalowałem też trzecią podobną lampę oświetlającą północną ścianę naszego mieszkania, pokazuje fotografia z „Fot. #N1c” na stronie „solar_pl.htm”. Notabene, podczas końcowego instalowania owej drugiej lampy pod okapem dachu i nad drzwiami do ogródka, ponownie miałem sporo „uciechy” podobnej do tej opisanej w (2015/4/27) z punktu #L2 owej strony o nazwie „solar_pl.htm”. Ponownie też zmagając się samemu z ciężką 4.2 metrową deską i zamontowanym na jej końcu panelem słonecznym zaciąłem sobie o coś drugą dłoń NIE wiedząc nawet kiedy i w jaki sposób. Oczywiście, takie zacięcia zawsze mnie martwią, bowiem moje mieszkanie jest dosyć stare – zbudowane jeszcze w latach 1960-tych, struktura jego dachu pokryta jest więc sporą warstwą brudu, chemicznych zanieczyszczeń powietrza, oraz bakterii. Nic dziwnego, że to drugie zacięcie NIE chciało się goić i zaczęło mi się paprać. Jątrzenie to zaniknęło i rana zaczęła mi się goić dopiero kiedy kilkakrotnie wymoczyłem całą dłoń wraz z ową raną w nadal gorącej wodzie w jakiej uprzednio rozpuściłem parę łyżek soli kuchennej i jedynie ją wychłodziłem do temperatury kiedy dawało się włożyć w nią dłoń bez spowodowania poparzeń – po więcej informacji o leczniczych własnościach roztworu zwykłej soli kuchennej patrz punkt #D2 na mojej stronie „healing_pl.htm”.

Natychmiast też po tym jak zdołałem przymocować do wsporników dachu deskę z ogrodową (drugą) lampą, rozpoczął się ulewny deszcz i zerwał się huraganowy wiatr – oboje z których trwały nieprzerwanie przez następne dwa dni. Wiatr był aż tak silny, że chwilami wydawało się iż zerwie on dach mieszkania. W dziennikach telewizyjnych powodzie i zniszczenia spowodowane przez ów deszcz i wichurę pokazywano jako kolejną klęskę pogodową jaka nawiedziła Nową Zelandię – tj. klęskę nadającą się do dodania do wykazu owych kataklizmów, które opisuję w punktach #I3 i #I3.1 swej strony o nazwie „petone_pl.htm”, ponieważ typowo szerzą one zniszczenia wokoło miasteczka w jakim ja mieszkam, jednak z powodu moralnej ochrony przez tzw. „10 sprawiedliwych” jaką moje miasteczko Petone doświadcza, w samym tym miasteczku NIE wyrządzają one praktycznie żadnej odnotowalnej szkody. Owa wichura i deszcz stworzyły mi więc doskonałą okazję aby obserwować jak natura testuje inżynierską jakość i wytrzymałość mojego zamocowania omawianej lampy.

Czujniki opisywanych tu lamp zapalają je też zawsze kiedy cokolwiek poruszy się w polu ich widzenia. W sensie użyteczności są one więc odpowiednikiem lamp palących się przy drzwiach wejściowych do mieszkania praktycznie przez całe noce. Ponieważ jednak są one zasilane z panelu słonecznego, ich działanie nic mnie NIE kosztuje. Wyliczyłem więc, że pod względem swej wartości koszta ich zakupu są odpowiednikiem kosztów używania przez okres około jednego roku zwykłej lampy na elektryczność z sieci świecącej się nieprzerwanie każdej kolejnej nocy. Jeśli więc lampy te wytrwają w stanie używalności dłużej niż przez jeden rok, wówczas mogę uważać, że ich zakup był uzasadniony nawet ekonomicznie (na dodatek do uzasadnienia wynikającego z powiększania przez nie naszego bezpieczeństwa, komfortu i poczucia moralnie właściwego postępowania). Za rok poinformuję więc tutaj czytelnika jak się spisywały i czy faktycznie pracowały poprawnie aż przez cały rok.

Opisywane tu lampy trwają w gotowości do działania przez całą noc i każdego dnia. Wszakże ich światło nic mnie NIE kosztuje. NIE mam więc wyrzutów sumienia, iż utrzymując je włączone i nieustannie działające przyczyniam się znacząco do utwierdzania roli brudnej dla naturalnego środowiska oraz nieuzasadnienie drogiej elektryczności z sieci, a stąd że aktywnie popieram niemoralne monopole i kartele elektryczne. Lampy te generują więc poczucie moralnie właściwego postępowania, jednocześnie niewypowiedzianie poprawiając komfort, bezpieczeństwo i nieskrępowanie naszych wieczornych i nocnych wyjść z mieszkania (np. aby wynieść śmieci, powiesić coś właśnie wypranego, czy zabrać coś ze samochodu), a także naszych co-kilkudniowych późnych powrotów do domu. Faktycznie to po zainstalowaniu sobie owych lamp często teraz mnie zastanawia, jak zdołałem przez tak długo mieszkać i użytkować mieszkanie bez ich posiadania.

Kiedy przez parę dni poużywałem opisywane tu lampy bezpieczeństwa, pozytywna różnica jaką wprowadziły one do naszego życia aż tak mi zaimponowała, że postanowiłem sobie iż kiedy „Warehouse” będzie miał następną znaczącą przecenę, wówczas kupię sobie co najmniej dwie dalsze z nich. Wszakże dwie które uprzednio kupiłem, zamontowałem już w taki sposób, aby jedynie jak najjaśniej oświetlały oba wejścia do naszego mieszkania. Nasze zaś mieszkanie ma aż trzy ściany, naokoło których wiedzie rodzaj chodnika (czwartą ścianą skierowaną na południe przylega ono do mieszkania sąsiada – patrz „Fot. #N1c”). Sporą część więc z owego chodnika dwie uprzednie lampy pozostawiały nieoświetloną. Do „Warehouse” wybrałem się ponownie w sobotę, dnia 9 maja 2015 roku. Bóg widać lubi sprawiać miłe niespodzianki, bowiem ku mojemu zaskoczeniu 3 ostatnie omawiane lampy już wówczas były oferowane po obniżonej cenie. Natychmiast kupiłem jeszcze dwie z nich. Przy okazji ich zakupu odnotowałem, że także szereg innych wyrobów na słoneczną elektryczność został przeceniony. Kupiłem więc też kilka dalszych produktów na słoneczną elektryczność (tych pozestawianych w „Tabeli #N2” i w „Tabeli #N3” ze strony „solar_pl.htm”), zaś opisy ich użycia przytaczam w punktach #N2 i #N3 owej strony o nazwie „solar_pl.htm”.

Pierwszą lampę z owych dwóch zakupionych w przecenie zainstalowałem już następnego dnia po jej zakupie. Przykręciłem ją do przeciwstawnego końca tej samej deski do której uprzednio przykręcona już była lampa oświetlająca zachodnie drzwi ogrodowe – patrz część „c” na „Fot. #N1” ze strony „solar_pl.htm”. Tyle, że tę już trzecią z kolei przy-mieszkaniową lampę skierowałem w taki sposób aby oświetlała ona chodniczek jaki biegnie wzdłuż północnej ściany naszego mieszkania, a prowadzi z ulicy do naszego małego ogródka. Zamocowałem ją też w taki sposób aby okap dachu chronił ją przed deszczem. Po jej zainstalowaniu owe 3 lampy czuwały więc nad bezpieczeństwem praktycznie wszystkich trzech ścian naszgo mieszkania. Dzięki użyciu aż trzech niezależnie ukierunkowywanych lamp uzyskałem też możność rzucania ich światła precyzyjnie tam gdzie oświetlenie było potrzebne – co stwarza teraz poczucie podwyższonego komfortu i bezpieczeństwa. Szokuje bowiem, ile razy niemal praktycznie każdej nocy ktoś, lub coś, powoduje zapalanie się tych lamp – czego skutkiem jest, że nasze światła uczą obecnie tego kogoś, czy coś, aby przestał błąkać się nocami w pobliżu naszego mieszkania.

„Pole moralne” zadbało ponownie iż instalowanie owej trzeciej lampy też okazało się sporą „uciechą”. Aby bowiem zaoszczędzić sobie kłopotów z odkręcaniem i potem ponownym przykręcaniem długiej i ciężkiej deski, postanowiłem że lampę i panel słoneczną przykręcę do owej deski przy-ogrodowej, kiedy deska nadal pozostaje umocowana do struktury dachu. To jednak oznaczało przykręcanie wszystkiego ręcznym śrubokrętem na ponad trzymetrowej wysokości, balansując na czubku mojej zbyt krótkiej A-kształtnej drabiny. Na dodatek, kiedy wkręty utrzymujące lampę miałem jedynie w połowie wkręcone, zerwała się potężna wichura i lunął ulewny deszcz. (Odnotuj tu, że owe moje problemy i trudności z zainstalowaniem lamp są „dobrym omenem” – wszakże są one zgodne z krótkoterminowym działaniem „pola moralnego” opisanym w punkcie #C4.2 strony „morals_pl.htm”. Jak zaś to już wyjaśniałem, „pole moralne” działa w taki sposób, że wszystko co w długoterminowym działaniu okaże się być dla nas korzystne, potrzebne i właściwe, w krótkoterminowym działaniu „pola moralnego” musi być trudne, uciążliwe oraz wymagające sporego wkładu naszej motywacji, przemyśleń, pracy i odwagi. Dlatego opisując owe problemy ja wcale się tu NIE skarżę, iż one zaistniały, a jedynie naukowo je tu raportuję, tak aby czytelnik też zaczął być świadomy, że kiedy wystąpią one u niego podczas realizowania jakiegoś zamiaru, wówczas też powinien przyjmować je jako „dobry omen” iż zamiar ten jest moralnie poprawny, a stąd że w długoterminowym działaniu jego urzeczywistnienie będzie mu potem przynosiło najróżniejsze korzyści.) Nadejście sztormowej wichury i deszczu spowodowało więc, że musiałem porzucić dalsze przykręcanie lampy i uciekać do mieszkania. Sztorm ten szalał przez cały następny tydzień, aż do soboty, 16 maja 2015 roku. Był on najsilniejszym jaki pamiętam od kilkudzięsięciu lat. Faktycznie to spowodował powodzie i pozrywał dachy wielu domów we wszystkich okolicznych miejscowościach, zaś pobliska stolica Wellington (dla której moje miasteczko Petone jest przedmieściem) została przez niego całkowicie odcięta od reszty kraju i świata – tj. wszystkie szosy i tory kolejowe wiodące do Wellington zostały pozawalane lawinami błota i kamieni lub podmyte przez wodę. Koleje i autobusy przestały działać, a samochodami też w wielu miejscach NIE dało się przejechać. Chociaż też w Wellington znajduje się „sztab główny” specjalnej (dobrze opłacanej i kosztownie wyposażonej) organizacji mającej jakoby bronić ludność przed następstwami kataklizmów, podobnie jak podczas wszystkich poprzednich kataklizmów i tym razem ów „sztab główny” został kompletnie „zaskoczony” tym co się stało – i to na przekór faktu opisanego w punktach #C2 i #C4 mojej strony o nazwie „petone_pl.htm”, że wszyscy doskonale wiedzą, iż zarówno Wellington, jak i moje miasteczko Petone, w przypadku dowolnego kataklizmu narazie ciągle stanowią dla swych mieszkańców rodzaje „pułapek na szczury”. Kilka niedalekich miejscowości zostało nawet poturbowanych tornadami jakie towarzyszyły temu sztormowi. W rezultacie, życie w Wellington i jego okolicy czasowo zamarło, bowiem pracownicy NIE mieli jak przybyć do pracy, zaś szkoły, sklepy i niektóre instytucje musiały zostać pozamykane. Zainteresowanym poznaniem skutków owego kataklizmu rekomendowałbym zaglądnięcie do [#N1] wydania nowozelandzkiej gazety The Dominion Post Weekend datowanego w sobotę (Saturday), May 16, 2015 roku. Zawarty w nim jest bowiem aż szereg ilustrowanych artykułów na temat owego sztormu, przykładowo: na stronie A2 jest tam artykuł [1#N1] o tytule „The velocity of the water was just so immense” (tj. „szybkość wody była aż tak niepowstrzymana” – w którym m.in. podano, że w dzielnicy Wellington zwanej Tawa w dniu 14 maja spadło 120 mm deszczu w przeciągu zaledwie 12 godzin), na stronie A8 artykuł [2#N1] o tytule „Come hell and high water as floods plagued region” (tj. „następowało piekło i wysoka woda kiedy powodzie szkodziły regionowi” – w którym opisano też inne historyczne kataklizmy dotykające region wellingtoński – największy z nich był w 1976 roku, kiedy to w Wellington spadły 153 mm deszczu w przeciągu 24 godzin), czy na stronie C4 artykuł [3#N1] o tytule „Deluge exposes region’s week spots” (tj. „potop ujawnia słabe miejsca regionu” – w którym powódź nazwano „potopem = deluge”, oraz opisano najważniejsze szkody jakie ona powyrządzała – włącznie z zatrzymaniem ruchu wszelkich pociągów, zablokowaniem dróg i zmuszeniem dojeżdżających do pracy w Wellington do zostania na noc w tym mieście ponieważ NIE mieli jak powrócić do swych domów). Przy okazji czytania tamtych artykułów, na stronie C6 w/w gazety natknąłem się też na artykuł [4#N1] o tytule „Trustpower profits jump 20 per cent” (tj. „zyski firmy Trustpower podskoczyły o 20%”), w którym opisano nowy sposób do jakiego ucieka się jedna z firm kartelu elektrycznego (szerzej opisywanego w punktach #B5 i #F3 mojej strony o nazwie „solar_pl.htm”) – jaki to sposób podwyższył o 20% zyski tej firmy i zwiększył uzależnienie klientów od jej usług, a jaki polega na powiązaniu razem sprzedaży sieciowej elektryczności ze sprzedażą dostępu do internetu. Inne gazety też opisywały ten kataklizm. Przykładowo na stronie A1 gazety The New Zealand Herald, wydanie z piątku (Friday), May 15, 2015, zawarty był artykuł [5#N1] o tytule „Tornadoes fury”, tj. „wściekłość tornada” – który dokumentował (m.in. fotograficznie) zniszczenia spowodowane przez jedno z tornad towarzyszących owemu sztormowi. Wobec samego miasteczka Petone Bóg oczywiście dotrzymywał swej obietnicy z Biblii (tej stwierdzającej, że zesłany przez Boga kataklizm NIE zniszczy miejscowości, której zniszczenie skrzywdziłoby też co najmniej „10 sprawiedliwych” zamieszkujących w tej miejscowości, lub blisko przy niej – jaką to obietnicę Boga opisałem dokładniej m.in. w punktach #I1 i #G1 strony o nazwie „quake_pl.htm”, w punkcie #I3 strony o nazwie „day26_pl.htm”, czy w „części #I” odmiennej strony o nazwie „petone_pl.htm”). Chociaż więc kilka ulic Petone czasami przypominało płytkie strumyczki, miasteczko to NIE doświadczyło odnotowalnych zniszczeń od owego sztormu – aczkolwiek to właśnie w Petone woda i wichura zmiotły w głębiny samochód przybysza z pobliskiego Wellington i utopiły jego kierowcę – po szczegóły patrz artykuł [6#N1] o tytule „Adventurer swept to his death” (tj. „przygodowiec zmieciony do jego śmierci”) ze strony A1 w/w gazety [#N1]. Pierwsza krótka przerwa w owym deszczu i wichurze pojawiła się dopiero w piątek, dnia 15 maja. Natychmiast ją więc wykorzystałem aby podokręcać wkręty trzymające tę trzecią lampę i aby lampę tę włączyć w końcu do działania.

Ostatnią (czwartą) lampę bezpieczeństwa zainstalowałem w dniu 17 maja 2015 roku. Był to bowiem pierwszy dzień po przejściu sztormu, kiedy wiatr niemal ustał, deszcz zupełnie przestał padać, a czasami nawet ukazywało się słońce. Lampę tę skierowałem tak aby oświetlała ona oddalony od głównych (wschodnich) drzwi wejściowych fragment „wiaty” na samochód, oraz od-uliczny wjazd do owej wiaty. Wszakże pierwsza z owych lamp, jaka skierowana jest na główne (wschodnie) drzwi wejściowe, NIE oświetla wystarczająco dobrze tamtego obszaru. Chociaż też stara deska jaką użyłem do zainstalowania tej pierwszej lampy NIE jest wystarczającej jakości dla pewnego utrzymywania obu lamp (szczególnie w klimacie „wietrznego Wellington”, gdzie niemal nieustannie wieją silne wiatry), ciągle czwartą lampę zdecydowałem się też do niej przykręcić – patrz „Fot. #N1d” na stronie „solar_pl.htm”. Na zakup bowiem lepszej deski NIE chciałem już odczekiwać. Wszakże zakup taki oznaczałby odczekiwanie aż wiatr całkowicie zaniknie – abym mógł być w stanie zakupioną deskę przynieść do domu na swym ramieniu bez potrzeby zmagania się z miotającym nią wiatrem, a ponadto oznaczałby też jej malowanie i odczekiwanie aż farba wyschnie, oraz konieczność pracowitego rozmontowania pierwszej deski i pierwszej lampy. Zdecydowałem więc, że raczej przykręcę następną lampę do tej samej starej deski, poczym zaś wzmocnię samą deskę jakimś wspornikiem usztywniającym. Instalowanie ostatniej lampy przeszło już niemal bez problemów, bowiem w trakcie instalowania trzech poprzednich nauczyłem się w końcu jak najlepiej i najłatwiej mam to czynić. Teraz prawie że mógłbym więc założyć firmę instalującą takie lampy. Przykładowo, najtrudniejsze w ich instalowaniu okazało się wkręcanie do deski czterech wkrętów mocujących kołnierz nogi na której stoi panel słoneczna – kiedy jednocześnie balansuje się na czubku zbyt krótkiej drabiny, oraz kiedy śrubokrętem NIE wolno zbyt mocno naciskać jednokierunkowo, bowiem nacisk taki mógłby złamać deskę. Te cztery wkręty są bowiem zbyt blisko siebie, zaś szeroka panel słoneczna przymocowana na stałe do tego kołnierza powoduje, że NIE ma miejsca aby pełną dłonią uchwycić śrobokręt. W rezultacie śrubokręt trzeba trzymać końcami palców i jednorazowo daje się nim obrócić jedynie o niewielki kąt około 45 stopni, jednocześnie przy zbyt słabym nacisku ślizga się on po główce wkręta, zaś jeśli nim się mocniej naciśnie, wówczas aby NIE złamać deski trzeba tę deskę podnosić równoczesnie drugą ręką z tą samą siłą – wszystko to balansując na czubku drabiny ponad 3 metry od cementowej podłogi. Podczas instalowania ostatniej, czwartej lampy wpadłem więc na pomysł, że aby ułatwić sobie to akrobatyczne przykręcanie panela, mogę najpierw wyciąć z tektury rodzaj szablonu imitującego kształt kołnierza tej nóżki panela, poczym zaznaczyć na tym szablonie gdzie dokładnie są otwory na owe cztery wkręty. Z kolei mając ten szablon można najpierw wywiercić w desce cztery otworki o średnicach rdzenia wkrętów, jakie potem powodują, że faktyczne wkręcanie wkrętów jest już łatwiejsze, bowiem NIE wymaga to pełnej mocy i nacisku śrubokręta. (Otworów takich NIE dało się wywiercić bez szablonu, bowiem panel słoneczna uniemożliwiała dostęp wiertarki do kołnierza jej nóżki.) W sumie przykręcenie ostatniego panela okazało się znacznie łatwiejsze niż poprzednich, tj. niż nawet tych jakie przykręcałem na ziemi, a ponadto było najbardziej prawidłowo i fachowe wykonane.

Z rozlicznych przeszkód, problemów i „uciech” jakich krókoterminowo doświadczyłem z instalowaniem opisywanych tu słonecznych lamp bezpieczeństwa, wnoszę że w długoterminowym działaniu „pola moralnego” lampy te okażą się ogromnie korzystne dla jakichś narazie nieznanych mi powodów – czego mechanizm działania wyjaśniłem dokładniej w punkcie #C4.2 mojej odmiennej strony o nazwie „morals_pl.htm”. Ponieważ zaś aż tak drastyczne działanie mechanizmów moralnych praktycznie oznacza, że lampy te będą miały kluczowe znaczenie dla jakiejś narazie nieznanej mi istotnej sprawy, jestem gotów założyć się tutaj, że sprawa tych lamp będzie miała dalszy ciąg – opisami którego, mam nadzieję, kiedyś będę miał okazję podzielić się z czytelnikiem.

* * *

Niniejszy wpis stanowi adaptację punktu #N1 z mojej strony o nazwie „solar_pl.htm” (aktualizacja z dnia 27 maja 2015 roku, lub później). Stąd czytanie i rozumienie głównych postulatów niniejszego wpisu byłoby nawet bardziej efektywne z tamtej strony internetowej „solar_pl.htm”, niż z niniejszego wpisu – wszakże na owej stronie działają wszystkie (zielone) linki do pokrewnych stron z dodatkowymi informacjami, użyte są kolory i ilustracje, zawartość jest powtarzalnie aktualizowana, itp. Najnowsza aktualizacja strony „solar_pl.htm” już została załadowana i udostępniona wszystkim chętnym m.in. pod następującymi adresami:
http://www.geocities.ws/immortality/solar_pl.htm
http://totalizm.zensza.webd.pl/solar_pl.htm
http://artefact.uhostall.com/solar_pl.htm
http://telekinesis.esy.es/solar_pl.htm
http://bobola.net78.net/solar_pl.htm
http://totalizm.com.pl/solar_pl.htm (nie działał od 15 do 30 czerwca 2015)
http://tornado.fav.cc/solar_pl.htm
http://pajak.org.nz/solar_pl.htm

(*) Każdy aktualny obecnie adres z totaliztycznymi stronami – w tym również każdy z powyższych adresów, powinien zawierać wszystkie totaliztyczne strony, włączając w to strony których nazwy są wskazywane zarówno w niniejszym wpisie, jak i we wszystkich poprzednich wpisach tego bloga. Stąd aby wywołać dowolną interesującą nas totaliztyczną stronę której nazwę znamy, wystarczy tylko nieco zmodyfikować jeden z powyższych adresów. Modyfikacja ta polega na zastąpieniu widniejącej w powyższych adresach nazwy strony „solar_pl.htm”, nazwą owej innej strony, którą właśnie chce się wywołać. Przykładowo, aby wywołać sobie i przeglądnąć moją stronę o nazwie „pajak_na_prezydenta_2020.htm” np. z witryny o adresie http://energia.sl.pl/solar_pl.htm , wówczas wystarczy aby zamiast owego adresu witryny wpisać w okienku adresowym wyszukiwarki następujący nowy adres http://energia.sl.pl/pajak_na_prezydenta_2020.htm – jaki powstanie w wyniku jego zmodyfikowania w opisywany tu sposób.

Powyższy sposób (*) na odnajdywanie i uruchamianie poszukiwanej przez czytelnika totaliztycznej strony, jest szczególnie użyteczny ponieważ większość ze swych stron publikuję na „darmowych serwerach (adresach)” – sporo z których ma ten brzydki zwyczaj, iż typowo już po upływie około jednego roku deletują one moje strony. Stąd jeśli czytelnik zechce odnaleźć którąś stronę na jaką powołuję się w nieco starszych swoich wpisach z tego bloga, a stąd jakiej hosting w międzyczasie wydeletował już ją z takich darmowych adresów, wówczas wystarczy aby przeszedł do najnowszego wpisu z tego bloga – pod którym podaję wykaz najnowszych i stąd najaktualniejszych obecnie adresów hostingów zawierających wszystkie moje strony. Następnie pod dowolnym z owych najaktualniejszych adresów czytelnik może znaleźć poszukiwaną przez siebie stronę, używając jej nazwy dla zmodyfikowania owego adresu według opisanej powyżej metody (*) do wywoływania dowolnych z totaliztycznych stron.

Warto też wiedzieć, że niemal każdy NOWY temat jaki ja już przebadałem dla podejścia „a priori” nowej „totaliztycznej nauki” i zaprezentowałem na tym blogu, w tym i niniejszy temat, jest potem powtarzany na wszystkich lustrzanych blogach totalizmu które ciągle istnieją (powyższa treść jest tam prezentowana we wpisie numer #259). Kiedyś istniało aż 5 takich blogów. Dwa ostatnie blogi totalizmu, jakie ciągle nie zostały polikwidowane przez przeciwników „totaliztycznej nauki” i przeciwników wysoce moralnej „filozofii totalizmu”, można znaleźć pod następującymi adresami:
https://totalizm.wordpress.com
http://totalizm.blox.pl/html

Z totaliztycznym salutem,
Jan Pająk

P.S. Czasami coś uniemożliwia pierwszą próbę otwarcia tego bloga wyświetlając np. wiadomość „This webpage is not available”, lub wiadomość „No data received”. Jeśli więc blog ten NIE otworzy się przy pierwszym wywołaniu, natychmiast powtórz jego wywoływanie, a zapewne otworzy się za drugim lub kolejnym razem.

Reklamy

%d blogerów lubi to: