#246: Przykład osobistego roznoszenia ulotek wyborczych użyty jako ilustracja wyboru tego rozwiązania problemu, które wspina się najbardziej stromo pod górę „pola moralnego” i stąd generuje najwięcej długoterminowych korzyści zaś najmniej niepożądanych „następstw ubocznych”

Motto: „Pole moralne jest indykatorem działania tych mechanizmów moralnych które powodują, że krótkoterminowy trud stromego wspinania się pod górę owego pola zawsze generuje najwięcej długoterminowych korzyści i najmniej niepożądanych następstw ubocznych, podczas gdy chwilowe wygody łatwego i przyjemnego ześlizgiwania się w dół tego pola zawsze powodują długoterminowe kłopoty.”

Najwyraźniej zadziałały modlitwy opisane w punktach #B1 i #M3 mojej strony „pajak_do_sejmu_2014.htm” (o adresach przytoczonych na końcu tego wpisu) oraz dyskutowane we wpisie #243 z tego bloga. Stał się bowiem już pierwszy cud. Wszakże na przekór iż nadal utrzymuję swój „zero-dolarowy” poziom wydatków na kampanię wyborczą do sejmu Nowej Zelandii, zadeklarowany i opisany w punkcie #D2 strony „pajak_do_sejmu_2014.htm”, począwszy od 19 czerwca 2014 roku mam już do dyspozycji 9999 ulotek wyborczych nadrzędnej jakości opisywanych w (2014/5/28) z punktu #M2 owej strony „pajak_do_sejmu_2014.htm” – przy których miejscowe ulotki nawet kandydatów z bogatych partii wyglądają jak bardzo ubodzy krewniacy. Proszę bowiem sobie wyobrazić ulotki formatu A5 o szczególnie żywych kolorach, na których poruszający uczuciowo niemal każdego wyborcę z Hutt South zestaw moich politycznych celów działania został ubrany we wspaniałą szatę graficzną pokazaną na „Rys. #A1” ze strony „pajak_do_sejmu_2014.htm”, poczym wydrukowany szczytową niemiecką technologią drukarską na kredowo białym papierze ceramicznym „galaxi keramik” najlepszej światowej jakości. Wynik jest taki, że mam ulotki wyborcze które przyciągają oko swoim wyglądem i żywymi kolorami, poruszają uczuciowo wyborców z Hutt South swoją zawartością, są ogromnie przyjemne w dotyku, nie boją się deszczu ani wody, a na dodatek oszczędzają nasze lasy bowiem NIE są nadrukowane na papierze z masy organicznej, a na giętkich płatach ceramicznych. Gdybym ja sam zamówił zaprojektowanie i wykonanie takich ulotek, kosztowałoby mnie to fortunę – i oczywiście NIE byłoby mnie na nie stać. Co więc szczególnie ujęło mnie za serce, to że zaprojektował je, wydrukował w Niemczech, oraz przysłał mi do Nowej Zelandii jako swój dar, skromny wyznawca totalizmu który pedantycznie realizuje nakaz z Biblii aby dobre uczynki wykonywać anonimowo, tak że „niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa” (Biblia, Mateusz, 6:3). Stąd ów totalizta NIE zgodził się nawet abym gdziekolwiek ujawnił kim on jest i jak z nim można się skontaktować. (Filozofia totalizmu wyjaśniła „dlaczego” Biblia i totalizm zalecają takie anonimowe dokonywanie dobrych uczynków – wyjaśnienie to jest powtórzone m.in. w punkcie #I1 i w podpisie pod „Rys. #I1” ze strony „pajak_do_sejmu_2014.htm”. Mianowicie, niemoralne osoby wiedzące iż ktoś im znany dokonał jakiegoś dobrego uczynku, lub widzące kogoś w trakcie dokonywania czegoś moralnego, generują w sobie tyle zawiści i innych negatywnych uczuć, że utrata „energii moralnej” powodowana przez te negatywne uczucia może zniweczyć całość dobra jakie te dobre uczynki przynoszą.)

Dysponowanie ulotkami wyborczymi o tak nadrzędnej jakości daje mi teraz niemal równe szanse wygrania nadchodzących wyborów, jak szanse które mają kandydaci wystawieni tu przez partie polityczne. Wszakże ulotki te mają potencjał aby z naukowca i twórcy filozofii totalizmu niemal nieznego w okręgu Hutt South, przekształcić mnie w osobę o której istnieniu i celach wie wystarczająco wielu wyborców. Nałożony jest jednak wymóg moralny na owo przekształcenie. Mianowicie, muszę obecnie ulotki te dostarczyć wyborcom w najbardziej moralny sposób – czyli w sposób jaki najstromiej wspina się pod górę tzw. „pola moralnego” (tj. niewidzialnego pola pierwotnego podobnego do grawitacji, a opisywanego w punktach #F5 i #I1, oraz w „części #N” strony „pajak_do_sejmu_2014.htm”). Jak bowiem wyjaśnia to m.in. wprowadzenie do strony „pajak_do_sejmu_2014.htm”, nowa „nauka totaliztyczna” ustaliła, że każdy rzeczywisty problem, w tym także problem upowszechnienia ulotek wyborczych, posiada aż cały szereg rozwiązań, zaś rozwiązaniem jakie przynosi najwięcej długoterminowych korzyści i najmniej niepożądanych następstw ubocznych jest to które wspina się najbardziej stromo pod górę „pola moralnego”.

Aby znaleźć owo rozwiązanie danego problemu, które najbardziej stromo wspina się pod górę pola moralnego, zacząć trzeba od sporządzenia wykazu dostępnych nam rozwiązań tego problemu. W przypadku więc dyskutowanego tu problemu, należy użyć np. „burzę mózgów”, własne przemyślenia, czy badania zachowań innych polityków i krajów, poczym dokonać przeglądu sposobów na jakie ulotki wyborcze mogą być dostarczone wyborcom. Wymieńmy tutaj najpowszechniejsze z nich. (1) Obchodzenie po domach przez kandydata i osobiste doręczanie ulotek wyborczych do rąk wyborców. (2) Osobiste powrzucanie ulotek do skrzynek pocztowych istniejących przy domach nowozelandzkich wyborców (w NZ łatwo dostępne z ulicy skrzynki pocztowe ustawiane są przy chodniku na ogrodzeniu ogródka każdego z domów mieszkalnych). (3) Wynajęcie specjalnego serwisu usługowego, który za opłatą powrzuca ulotki do skrzynek pocztowych każdego z domów danego okręgu wyborczego. (4) Stawanie w miejscach licznie uczęszczanych przez ludzi, np. przy bramach fabryk lub na głównych ulicach miasta, oraz wręczanie ulotek przechodniom. (5) Powsuwanie ulotek za wycieraczki samochodów na parkingach i przy supermarketach. Itd., itp.

Kolejnym krokiem jest wybranie tego rozwiązania, które najbardziej stromo wznosi się pod górę pola moralnego. Wybór ten najlatwiej dokonać poprzez przymierzanie wszystkich dostępnych nam rozwiązań, do tzw. „wskaźników moralnej poprawności” dyskutowanych w punkcie #J2 ze strony „pajak_do_sejmu_2014.htm”. W przypadku problemu dostarczania ulotek, owym najbardziej stromo wznoszącym się rozwiązaniem okazuje się być sposób (1) – tj. osobiste doręczanie ulotek do rąk wyborców. Przykładowo, jest on intelektualnie najtrudniejszy, zaś tzw. „linia najmniejszego oporu intelektualnego” biegnie dokładnie przeciwstawnie do niego. To więc ów sposób (1) długoterminowo dostarczy największą liczbę korzyści oraz będzie wprowadzał najmniejszą liczbę „efektów ubocznych” – chociaż krótkoterminowo będzie wymagał największego wkładu intelektualnego, uczuciowego, oraz fizycznego. Inne sposoby są już mniej zgodne z kryteriami moralności. Przykładowo, gdybym to ja sam powrzucał ulotki do skrzynek pocztowych u wyborców zgodnie ze sposobem (2), wówczas ulotki te spotkałby los podobny do losu wszelkich materiałów reklamowych które masowo wrzucane są do owych skrzynek. Mianowicie, większość wyborców zamiast je czytać, po wyjęciu ze swej skrzynki listowej od razu wrzucałaby je do kosza na śmieci – w ten sposób marnując materiały, ludzką pracę, oraz swą szansę zdobycia użytecznej informacji. Oczywiście, kandydaci popierani przez duże partie polityczne mogą sobie pozwolić na takie potraktowanie swych ulotek – stadardowo roznoszonych dla nich po elektoracie zgodnie ze sposobem (3) przez odpowiednio opłacony urząd poczty, lub przez firmę doręczającą reklamy, poczym wrzucanych do skrzynek pocztowych przy domach wyborców. Wszakże kiedy wybory będą już blisko, ich partie polityczne zorganizują i opłacą dodatkowe debaty telewizyjne, ogłoszenia prasowe i spotkania publiczne, jakie przypomną wyborcom kim są kandydaci owych partii. Natomiast jako „Niezależny” kandydat za którym NIE stoi żadna bogata partia polityczna, ja NIE mogę sobie pozwolić na opłacenie dodatkowych pojawień telewizyjnych czy ogłoszeń prasowych. Stąd ulotki wyborcze są dla mnie jedynym sposobem zwrócenia uwagi wyborców na moją kandydaturę i na cele jakie starałbym się osiągnąć w przypadku zostania wybranym do sejmu NZ.

Teoretycznie rzecz biorąc, NIE powinno być trudne osobiste rozdanie 9999 ulotek w przeciągu 93 dni jakie miną od daty ich otrzymania aż do czasu wyborów. Wszakże wystarczyłoby abym każdego dnia doręczył do rąk wyborców około 108 ulotek. Nawet zaś uwzględniwszy fakt, że nadal męczy mnie ów kaszel jaki pozostał mi z wakacji (patrz (2014/5/1) z punktu #M2 strony „pajak_do_sejmu_2014.htm”), oraz że obecnej zimy w Nowej Zelandii zimny deszcz pada przez ponad połowę dni, ciągle powinienem być w stanie roznieść te ulotki nawet wychodząc na owo roznoszenie jedynie co drugiego dnia (tj. kiedy są przerwy w deszczu) i rozdając wówczas około 216 ulotek na dzień. Przecież z czasów dzieciństwa na wsi pamiętam, że każdy listonosz wiejski codziennie roznosił wówczas aż kilka razy więcej listów i też doręczał je osobiście do rąk odbiorców.

W praktyce jednak, wymóg pokonywania oporu pola moralnego znacznie komplikuje owo osobiste roznoszenie ulotek. Nie bardzo też pomaga wiedza iż, jak wyjaśnię to w tym punkcie, owo komplikowanie przynosi długoterminowe korzyści zarówno mnie, jak i wszystkim innym zainteresowanym. Krótkoterminowy opór tego pola jest bowiem aż tak duży, iż czyni on osobiste roznoszenie ulotek wyjątkowo trudnym. Stąd w naszym okręgu opór ten praktycznie uniemożliwia osobiste roznoszenie ulotek przez innych kandydatów – w ten sposób dając mi szansę na efektywne konkurowanie nawet z kandydatami bogatych partii politycznych. Ponadto, jak wyjaśnię to później, uniezależnia on wyniki głosowania od ilości pieniędzy które ktoś wyda na kampanię wyborczą, oraz upodobnia te wyniki do stanu filozofii i moralności wybierającej społeczności. Faktycznie więc ja się cieszę z istnienia tego oporu pola moralnego. Niemniej, chociaż w moim przypadku opór ten wyrównuje moje szanse na wygranie w wyborach, jednocześnie z jego powodu praktycznie tylko z ogromną trudnością jestem w stanie doręczyć owe wymagane około 108 ulotek dziennie. Na przekór bowiem, że doręczenie około 108 ulotek dziennie zajmuje mi tylko około 3 godziny czasu, ciągle pozostawia ono mnie kompletnie wyczerpanym fizycznie, umysłowo i emocjonalnie. Oczywiście, mnie bardzo intryguje sposób na jaki owo pole moralne czyni tak zdawałoby się proste działanie, jak osobiste doręczanie ulotek wyborczych, aż tak ogromnie trudnym i wyczerpującym. Wszakże oprócz bycia kandydatem do sejmu NZ, ja nadal jestem także twórcą filozofii totalizmu, oraz naukowcem poszukującym prawdy i popularyzującym prawdę. Dlatego w niniejszym wpisie będę starał się zidentyfikować i obiektywnie opisać mechanizmy oraz narzędzia z pomocą których pole moralne stawia aż tak duży opór osobom osobiście roznoszącym ulotki wyborcze, zaś na końcu swych rozważań podsumować przykłady długoterminowych korzyści jakie wynikają z istnienia tego oporu. Czytając te opisy proszę jednak odnotować, że bezstronne opisanie złożonego oporu pola moralnego jest dosyć trudne. Stąd moje wyrażenia mogą nieudolnie odzwierciedlać zjawisko, które Bóg zaprojektował z nieskończonym geniuszem i które w długoterminowym działaniu faktycznie pracuje na korzyść moralnie postępujących ludzi. Jeśli więc ujawniam poniżej trudności z jakimi ja muszę się borykać przy osobistym roznoszeniu owych ulotek, proszę NIE brać przypadkiem tych opisów za moje narzekanie lub za krytykanctwo. Ja bowiem się cieszę, że takie trudności istnieją i stąd że odstraszają one innych kandydatów, wyrównują szanse, oraz pracują na rzecz sprawiedliwości. Tyle, że aby umożliwić czytelnikowi poznania prawdy na temat mechanizmów działania pola moralnego, w poniższych opisach starałem się tak wiernie i dokładnie oddać trudności owego roznoszenia, jak tylko pozwoliły mi na to moje raczej niedoskonałe umiejętności pisarkie.

Istnieje cały skomplikowany zestaw powodów dla których opory pola moralnego mogą stać się aż tak wysokie, że zdawałoby się owo proste działanie osobistego wręczania ulotek do rąk wyborców może okazać się aż tak trudne i wymagające włożenia całej wiedzy, całej energii, całego czasu i całych możliwości fizycznych, umysłowych i emocjonalnych jakie pozostają w mojej dyspozycji. To owe powody po każdym roznoszeniu pozostawiają mnie kompletnie wyczerpanym fizycznie, umysłowo i emocjonalnie. Powody te będę starał się więc systematycznie powyjaśniać. Najważniejszymi z nich moim zdaniem jest wysoki nakład faktycznej pracy fizycznej wymaganej dla takiego roznoszenia, połączony z moją niezbyt wysoką obecnie kondycją fizyczną. Aby bowiem być naukowcem, niemal automatycznie trzeba przekształcić się w osobę kiedyś nazywaną „molem książkowym”. (Dziś zapewne nazwa ta powinna zawierać słowo „komputer”.) Wszakże badania naukowe to tropienie idei i przesłanek, przemyśliwanie, wyciąganie wniosków, spisywanie, transformowanie, itp. Wszystko to zaś typowo czyni się na siedząco. Nic dziwnego, że moje mięśnie NIE są nawykłe do długotrwałych wysiłków fizycznych, zaś ciało nieodporne na szorstkie potraktowanie. Do czasu jednak otrzymania ulotek, ja o tym NIE wiedziałem. Na dodatek do owej niezbyt wysokiej kondycji fizycznej, w działaniu są jednak także i inne formy oporu pola moralnego, np. wysoki poziom wkładu umysłowego i nieustannej uwagi, wymagany podczas owego roznoszenia, a objawiający się NIE tylko w tym co należy powiedzieć podczas roznoszenia ulotek i na jakie reakcje odbiorców należy być przygotowanym, ale także w samym zorganizowaniu owego roznoszenia, w wyborze lokacji oraz ulic otrzymujących ulotki, itp. (Wszakże ja NIE mam ani wystarczającej liczby ulotek, ani wystarczającej ilości czasu, aby móc dostarczyć te ulotki do każdego domu i mieszkania z całego okręgu wyborczego Hutt South.) Ponadto, roznoszeniu temu towarzyszy też wysokie napięcie psychiczne i emocjonalne, oraz gotowość (spiętość) fizyczna, których powody staną się jasne po przeczytaniu reszty niniejszego wpisu.

W typowym przypadku doręczania ulotki do rąk kolejnego wyborcy wszystko idzie relatywnie łatwo i NIE powinno indukować wyczerpania. Typowo bowiem przechodzi się do ogrodzenia następnego domu, otwiera furtkę jaka wiedzie do przydomowego ogródka, przechodzi przydomowym chodnikiem pod drzwi domu, puka do drzwi lub naciska dzwonek (jeśli dzwonek taki istnieje), po otwarciu drzwi przez domownika przedstawia się siebie, wręcza się ulotkę, grzeczne rozmawia się krótko z owym domownikiem wyjaśniając najistotniejsze swe cele wyborcze oraz wysłuchując jego/jej opinii na tematy które go/ją interesują, uściska rękę, wypowiada pożegnalne grzeczności, opuszcza ogród, zamyka za sobą furtkę i przechodzi do następnego domu. Jednak oprócz owych typowych przypadków istnieją też wyjątki. To właśnie one najsilniej wyczerpują fizycznie, umysłowo i emocjonalnie. To one też zapewne spowodowały, że kiedy otrzymałem owych 9999 wspaniale wydrukowanych ulotek wyborczych opisanych w (2014/5/28) z punktu #M2 strony „pajak_do_sejmu_2014.htm”, oraz kiedy z kopyta zabrałem się za ich osobiste doręczanie, wówczas ku swemu zaskoczeniu już pierwszego dnia odkryłem, iż moje nogi, mięśnie, umysł i uczucia odmówiły mi posłuszeństwa już po rozniesieniu i doręczeniu jedynie około 100 ulotek. Poznajmy więc teraz jak wygląda doręczenie ulotek w takich nietypowych przypadkach.

Podczas roznoszenia ulotek, owe typowe przypadki przechodzenia od domu do domu jakie opisałem w poprzednim paragrafie, co jakiś czas są przeplatane nietypowymi przypadkami, które wymagają dodatkowego wykonywania całej gamy najróżniejszych fizycznie, umysłowo i emocjonalnie wyczerpujących działań, oraz które są realizowane w sytuacji znacznego napięcia fizycznego, umysłowego i nerwowego. Przykładowo, po przejściu do następnego domu typowo najpierw trzeba otworzyć i zamknąć za sobą furtkę albo bramę. Tymczasem sporo z nich okazuje się być zdumiewająco ciężkie, pozbawione zawiasów, lub zacinające się. Zadziwić może też mnogość najróżnorodniejszych sposobów na jakie zamki w tych furtkach lub bramach potrafią odmawiać posłuszeństwa, oraz liczba prób oraz poziom wiedzy inżynierskiej jakie są potrzebne aby mimo ich zacięcia zdołać je otworzyć. Potem trzeba znaleźć wejście do domu – które w typowych nowozeladzkich domach ze sporymi ogródkami czasami jest dobrze ukryte za drzewami i krzewami i niekiedy wymagające przejścia sporych odległosci wewnątrz-zagrodowych. Podczas poszukiwania drzwi wejściwych trzeba też dobrze się rozglądać i być świadomym gdzie dokładnie znajduje się furtka lub brama dla ucieczki. Czasami bowiem wypada na nas pies (lub psy) zaczajony w krzakach lub kwiatach i czekający tylko na okazję aby „pobawić” się z wizytującymi. A z dawnego życia na wsi pamiętam, że do psa NIE wolno odwrócić się tyłem, bo ugryzie. Trzeba więc być gotowym aby szybko wówczas przełączyć swoje nogi na wsteczny bieg, poczym uciec przez furtkę na ulicę biegnąc do tyłu oraz opędzając się przed próbami ugryzienia, cały czas będąc przy tym zwróconym przodem do atakującego nas psa. Kiedy zaś zdołamy już dotrzeć do drzwi wejściowych do domu, nasze „uciechy” też wcale się NIE kończą. Trzeba bowiem jakoś zakomunikować domownikom, że stoi się przed ich drzwiami. Tymczasem szybko odkryłem, że jedynie około 20% domów w moim okręgu wyborczym posiada na drzwiach działający dzwonek lub grzechotkę. W rezultacie, już drugiego dnia roznoszenia ulotek okazało się, że stawy wszystkich moich palców stają się aż tak obolałe od nieustannego pukania do kolejnych drzwi, iż NIE jestem w stanie dalej pukać swoimi palcami, zaś pukanie czymkolwiek innym, np. przykrywką do flamastra, brzmi zdumiewająco niegrzecznie. (Niektóre też z domów, NIE tylko że NIE posiadają działającego dzwonka, ale na dodatek mają umieszczony na drzwiach napis „proszę NIE pukać”.) Jeśli zdołam jakoś przywołać domownika do drzwi, „uciecha” czasami trwa dalej. Po przedstawieniu się i wyjaśnieniu dlaczego się ich wizytuje, można bowiem spotkać się z każdą możliwą reakcją. A wielu ludzi reaguje bardzo uczuciowo i żywo na kogoś kto, jak ja, albo próbuje pozbawić głosów ich ulubioną partię polityczną, albo też obstaje za moralnymi celami działania – takimi jak moje cele. Stąd w doręczaniu ulotek nie zawsze natykam się na kogoś z kim daje się porozmawiać rzeczowo o problemach kraju i okręgu wyborczego i poznać co wyborców boli oraz co warto byłoby starać się zmienić. Często też w oczy rzuca się reakcja niecierpliwości – kiedy dany wyborca jakby NIE mógł się doczekać aż się odejdzie i on/ona będzie w stanie ponownie zamknąć drzwi. Z nieprzyjemnych reakcji, dla mnie osobiście najprzykrzejsza jest ta kiedy dany domownik sarkastycznie lub ze złością stwierdza np. coś w rodzaju, „ja NIE głosuję na bezpartyjnych”, poczym zatrzaskuje mi drzwi przed nosem. Chociaż ta reakcja zdarza się raczej rzadko, ciągle w praktycznie każdym dniu roznoszenia ulotek natykam się na nią co najmniej jeden raz – a z jakichś tam powodów na ten rodzaj reakcji mam szczególne uczulenie i potrafi mi on popsuć całą resztę dnia. Nie na darmo staropolskie przysłowie stwierdza, że „jedna łyżeczka dziegciu może zepsuć całą beczkę miodu”. (Chińczycy tą samą ideę wyrażają dosadnym przysłowiem „one speck of rat dung spoils a pan full of rice” – tj. „jedna plamka szczurzego gówna psuje całą patelnię pełną ryżu”.) Relatywnie też często nikt NIE otwiera drzwi – czasami na przekór, że widzi się lub słyszy iż ktoś jest jednak w środku. W takim przypadku trzeba powrócić na ulicę i dodatkowo znaleźć miejsce w którym znajduje się skrzynka na listy owego domostwa – czasami także dobrze zamaskowana. Jednak przed wrzuceniem ulotki do tej skrzynki grzeczność wymaga, aby dobrze się przyglądnąć, czy gdzieś przy niej NIE znajduje się pisana prośba aby NIE wrzucać do niej określonych materiałów. Jeśli zaś jest tam taka prośba, wówczas trzeba wydedukować na bazie logiki i swej wiedzy, czy ulotki wyborcze należą do danego rodzaju tych materiałów. Jest też zadziwiające jak często pole moralne potrafi utrudnić samo wrzucenie ulotki do skrzynki. Przykładowo, nieproporcjonalnie często tuż przed moim wyjściem w obchód, tą samą drogą co ja podąża wcześniej jakiś roznosiciel materiałów reklamowych który pozapycha nimi skrzynki pocztowe, tak że na wrzucenie mojej ulotki bez jej zmięcia lub zgniecenia brakuje już w skrzynce miejsca i wymaga to znacznie trudniejszych manipulacji niż powinno.

Na dodatek do powyższego, sporą ilość napięcia i trudu kosztuje mnie szybko zmieniająca się nowozelandzka pogoda. Moje przygotowania do wyborów z 2014 roku wypadają wszakże kiedy w NZ właśnie jest zima, zaś ja mam niezaleczony kaszel. Obecnej zaś zimy praktycznie przez ponad połowę każdego tygodnia pada tu zimny deszcz i wieje silny sztormowy wiatr jaki uniemożliwia użycie parasola. Osobie więc nienawykłej do pracy pod „gołym niebem” i nieodpornej na przeziębienia, jaką ja jestem, taki zimny deszcz i silny wiatr niemal uniemożliwiają wyjście na ulicę. Roznoszenie ulotek muszę więc dokonywać jedynie kiedy następuje przerwa w deszczu. Niestety, szybkie zmiany tutejszej pogody powodują, że jeśli pojawia się przerwa w deszczu, często trudno zgadnąć jak długo ona potrwa. Muszę więc używać całej swej wiedzy klimatycznej i wszelkich dostępnych mi pomocy aby przewidzieć długości poszczególnych przerw w deszczu. Wszakże potencjalni wyborcy którym doręczam ulotki rozrzuceni są po dużym obszarze (patrz punkt #C1 strony „pajak_do_sejmu_2014.htm”), niektórzy z nich mieszkając nawet w odległości niemal 20 km od mojego mieszkania. Za każdym razem muszę więc zadecydować, czy dana przerwa w zimnym deszczu będzie wystarczająco długa abym NIE został złapany przez deszcz po dojechaniu autobusem do tych najbardziej oddalonych wyborców, czy też będzie ona na tyle krótka iż powinienem rozdawać ulotki tylko blisko do swego domu – co umożliwi mi szybką ucieczkę kiedy zimny deszcz zacznie padać. Na dodatek, podczas roznoszenia ulotek w pochmurne dni bez przerwy muszę też obserwować pogodę aby móc w porę uciec kiedy czuję iż zbliża się deszcz.

Sporej dozy „uciechy” dostarcza mi też struktura ulic w nowozelandzkich miejscowościach. Mi struktura ta przypomina bowiem kręte labirynty i pułapki jakie opisuję w punkcie #C4 strony o nazwie „petone_pl.htm”. W połączeniu więc z chronicznym brakiem architektonicznych „landmarks”, z niemal identycznym wyglądem każdej uliczki, oraz z koniecznością rozdawania ulotek w coraz to innych miejscach zależnie od tego jak długa jest przewidywana przerwa pomiędzy deszczami, ta labiryntowa struktura uliczek powoduje, że naprawdę trudno się zorientować, które uliczki już otrzymały ulotki, oraz że trudno wprowadzić jakiś system i ład w dostarczaniu ulotek do rąk wyborców.

Kiedy po około 3 godzinach roznoszenia około 100 ulotek, zarówno moje nogi, jak i reszta ciała, zaczynają odmawiać mi posłuszeństwa, typowo w rozległych miasteczkach NZ ulotki te otrzymuje tylko jedna długa ulica, lub dwie albo trzy krótkie uliczki. Tak nieznaczące wyniki i niewielki postęp oczywiście mnie niecierpliwią. Dlatego w dni kiedy pogoda była bezdeszczowa przez cały dzień, po powrocie do domu, zjedzeniu lunch’u i dłuższym odpoczynku, próbowałem wychodzić ponownie aby doręczyć kolejną porcję ulotek. Okazywało się jednak, że pole moralne nadal działa. Chociaż bowiem moje mięśnie w międzyczasie odpoczęły, mój umysł i nerwy ciągle pozostawały zmęczone. W rezultacie, na przekór iż fizycznie nadal mogłem doręczać ulotki, całe moje zachowanie, głos, oraz dobór słów stawał się nieprzekonywujący, zmęczony i pozbawiony wigoru. Słysząc samego siebie w tych drugich wyjściach dochodziłem do wniosku, że gdybym to ja był odbiorcą ulotki, wówczas prawdopodobnie osoba która mi ją doręcza wcale by mnie NIE przekonała aby na nią głosować. Z czasem owe drugie więc wyjścia uznałem za tak mało efektywne, że całkiem ich zaprzestałem.

W dni robocze, kiedy przez cały dzień zapowiadała się bezdeszczowa pogoda, miałem do wyboru czy doręczać ulotki w środku dnia, czy też wieczorem. Chodzi bowiem o to, że w środku dnia sporo ludzi jest w pracy. Domy są więc puste. Wszakże w NZ w większości domów mieszkają tylko albo małżeństwa, oboje z uczestników których typowo pracują, albo nawet tylko pojedyńcze osoby. Podczas więc dnia liczba osobistych doręczeń jest bardzo niska. Natomiast wieczorami ludzie powracają już z pracy. Jest więc większa szansa aby zastać ich w domu. Ponadto, wieczorem łatwiej poznać w którym domu ktoś jest obecny, bowiem widać w nim światło. Niestety, fakt że obecnie w NZ jest zima, powoduje że ciemno robi się zaraz po godzinie 16. Większość zaś pracujących osób wraca do domu dopiero po godzine 17 – jako że w NZ typowe godziny pracy rozciągają się od 9 rano do 5 po południu. Z powodów zaś które opisałem w punkcie #A2 strony „pajak_do_sejmu_2014.htm”, kiedy jest już bardzo ciemno, ludzie niechętnie otwierają obcym drzwi swoich domów. W rezultacie, zarówno dzienne doręczanie, jak i doręczanie wieczorne, ma niemal tą samą efektywność co do proporcji udanych doręczeń. Na dodatek, doręczanie kiedy jest już ciemno, mnie też wystawia na najróżniejsze dodatkowe niebezpieczeństwa – i to NIE tylko podczas doręczania w jakiejś ciemnej i ubocznej uliczce. Stąd, po kilku próbach doręczania wieczorami, zdecydowałem się zarzucić ten wybór czasu i doręczać ulotki wyłącznie w środku dnia.

Kiedy ciągle mieszkałem w Polsce, często widywałem listonoszy jak roznosili listy i wręczali je do rąk adresatów. W owym bowiem czasie w Polsce domy NIE posiadały jeszcze skrzynek na listy, stąd wszelka korespondencja musiała być doręczona do rąk adresatów. Nie miałem wówczas pojęcia, jak męcząca była praca takich listonoszy, ani z jakimi trudnościami musieli oni się borykać w swej codziennej pracy. Wówczas bawiły mnie też owe liczne filmy rysunkowe humorystycznie pokazujące ataki psów na listonoszy lub perypetie listonoszy usiłujących doręczyć pocztę do rąk trudno-dostępnego adresata. Dopiero jednak po moich doświadczeniach z osobistym doręczaniem ulotek nagle uświadomiłem sobie, że owe humorystyczne filmy faktycznie pokazywały sceny zainspirowanie zdarzeniami z prawdziwego życia. Roznoszenie ulotek m.in. zwiększyło więc i respekt jakim darzę dzisiejszych i wspominam dawnych listonoszy.

Filozofia totalizmu ustaliła, że wybranie tego rozwiązania dla dowolnego problemu (w tym dla problemu roznoszenia ulotek), które wspina się najstromiej pod górę pola moralnego, stworzy najwięcej długoterminowych korzyści i najmniej skutków ubocznych. (Odnotuj tu, że jakieś skutki uboczne z wybranego tu osobistego roznoszenia ulotek ciągle zaistnieją, bowiem rozwiązanie to nadal wykazuje spore nachylenie do osi uczuć „Y” z „Rys. #I1”.) Przytoczmy więc tutaj także chociaż kilka przykładów owych długoterminowych korzyści. I tak, dla mnie bardzo istotna z owych korzyści osobistego doręczania ulotek do rąk wyborców, wynika z pracochłonności i cech tego doręczania. Wszakże trzeba mieć końskie zdrowie, kondycję fizyczną zawodowego sportowca, sporo samozaparcia, odporności psychicznej, planowania, zdolności przewidywania pogody, znajomości danej miejscowości, rozeznania geograficznego, wyczucia kierunków, czasu, oraz kilka jeszcze innych wymagających cech osobowych, aby być w stanie pokonać znaczące opory pola moralnego i faktycznie podostarczać osobiście wszystkie ulotki do rąk mieszkańców domostw swojego okręgu wyborczego. To zaś oznacza, że podczas osobistego roznoszenia ulotek udoskonala się i trenuje wszystkie powyższe cechy osobowe – wszakże „practice makes perfect”. Ponadto, jeśli wybory wygrywa taki osobiście roznoszący ulotki kandydat, wówczas jest pewnym, że na owo wygranie faktycznie sobie zasłużył. Kolejną korzyścią odnoszoną przez kandydatów osobiście roznosząych własne ulotki, jest że typowi politycy którzy NIE przeszli przez twardą szkołę życia, NIE będą w stanie takiego osobistego roznoszenia ani podjąć, ani potem efektywnie zrealizować. Poprzez więc wprowadzenie oporów pola moralnego, Bóg m.in. mądrze i przewidująco wyrównuje tymi oporami szanse kandydatów o np. „zero-dolarowych” kampaniach wyborczych, takich jak moja, z szansami kandydatów bogatych partii politycznych. Opory pola moralnego generują też korzyści dla wybierającej społeczności. Wszakże kiedy szanse wszystkich kandydatów stają się równe, wybory wygra ten kandydat, którego cele i cechy najlepiej pokrywają się ze zbiorową filozofią i ze wskazaniami sumienia ludności jaką kandydaci ci mają potem reprezentować. Końcowym więc efektem działania oporów pola moralnego, okazuje się być przerzucenie decyzji za to kto ma wygrać wybory, z ceny, rozległości i z jakości czyjejś kampanii wyborczej, na stan umysłów i sumienia wyborców. Opory pola moralnego służą też sprawiedliwości. Wszakże kiedy decyzja kto zostaje wybrany zależy od stanu umysłów i sumienia wyborców, wówczas każda społeczność zawsze otrzymuje takich przywódców i rządzących, na jakich zasługuje swoją filozofią i stanem moralnym – który to fakt od dawna starają się nam uświadomić ustalenia filozofii totalizmu.

* * *

Powyższy wpis stanowi adaptację punktu #N4 z mojej wyborczej strony informacyjnej o nazwie „pajak_do_sejmu_2014.htm” (aktualizacja z dnia 1 lipca 2014 roku, lub później). Stąd zrozumienie niniejszego wpisu byłoby nawet bardziej efektywne z tamtej strony internetowej „pajak_do_sejmu_2014.htm”, niż z niniejszego wpisu – wszakże na owej stronie działają wszystkie (zielone) linki do pokrewnych stron z dodatkowymi informacjami, tekst zawiera polskie literki, użyte są kolory i ilustracje, zawartość jest powtarzalnie aktualizowana, itp. Najnowsza aktualizacja strony „pajak_do_sejmu_2014.htm” już została załadowana i udostępniona wszystkim chętnym m.in. pod następującymi adresami:
http://www.geocities.ws/immortality/pajak_do_sejmu_2014.htm
http://cielcza.5GBFree.com/pajak_do_sejmu_2014.htm
http://artefact.uhostall.com/pajak_do_sejmu_2014.htm
http://bobola.net78.net/pajak_do_sejmu_2014.htm
http://totalizm.com.pl/pajak_do_sejmu_2014.htm
http://tornado.fav.cc/pajak_do_sejmu_2014.htm
http://pajak.org.nz/pajak_do_sejmu_2014.htm

(*) Każdy aktualny obecnie adres z totaliztycznymi stronami – w tym również każdy z powyższych adresów, powinien zawierać wszystkie totaliztyczne strony, włączając w to strony których nazwy są wskazywane zarówno w niniejszym wpisie, jak i we wszystkich poprzednich wpisach tego bloga. Stąd aby wywołać dowolną interesującą nas totaliztyczną stronę której nazwę znamy, wystarczy tylko nieco zmodyfikować jeden z powyższych adresów. Modyfikacja ta polega na zastąpieniu widniejącej w tym adresie nazwy strony „pajak_do_sejmu_2014.htm”, nazwą owej innej strony którą właśnie chce się wywołać. Przykładowo, aby wywołać sobie i przeglądnąć stronę o nazwie „petone_pl.htm” (tj. strony z opisami miasteczka Petone) np. z witryny o adresie http://energia.sl.pl/pajak_do_sejmu_2014.htm , wówczas wystarczy aby zamiast owego adresu wpisać w okienku adresowym wyszukiwarki następujący nowy adres http://energia.sl.pl/petone_pl.htm – jaki powstanie w wyniku jego zmodyfikowania w opisywany tu sposób.

Powyższy sposób (*) na odnajdywanie poszukiwanej przez czytelnika totaliztycznej strony, jest szczególnie użyteczny ponieważ większość swych stron publikuję na „darmowych serwerach (adresach)” – sporo z których ma ten brzydki zwyczaj, iż typowo już po upływie około jednego roku deletują one moje strony. Stąd jeśli czytelnik zechce odnaleźć którąś stronę na jaką powołuję się w nieco starszych swoich wpisach z tego bloga, a stąd jaka w międzyczasie została już wydeletowana z takich darmowych adresów, wówczas wystarczy aby przeszedł do najnowszego wpisu z tego bloga – pod którym podaję wykaz najnowszych i stąd najaktualniejszych obecnie adresów zawierających wszystkie moje strony. Następnie pod dowolnym z owych najaktualniejszych adresów czytelnik może znaleźć poszukiwaną przez siebie stronę, używając jej nazwy dla zmodyfikowania owego adresu według opisanej powyżej metody (*) do wywoływania dowolnych z totaliztycznych stron.

Warto też wiedzieć, że niemal każdy NOWY temat jaki ja już przebadałem dla podejścia „a priori” nowej „totaliztycznej nauki” i zaprezentowałem na tym blogu, w tym i niniejszy temat, jest potem powtarzany na wszystkich lustrzanych blogach totalizmu które ciągle istnieją (powyższa treść jest tam prezentowana we wpisie numer #246). Kiedyś istniało aż 5 takich blogów. Dwa ostatnie blogi totalizmu, jakie ciągle nie zostały polikwidowane przez przeciwników „totaliztycznej nauki” i przeciwników wysoce moralnej „filozofii totalizmu”, można znaleźć pod następującymi adresami:
https://totalizm.wordpress.com
http://totalizm.blox.pl/html

Z totaliztycznym salutem,
Jan Pająk

Reklamy

Komentarzy 15 to “#246: Przykład osobistego roznoszenia ulotek wyborczych użyty jako ilustracja wyboru tego rozwiązania problemu, które wspina się najbardziej stromo pod górę „pola moralnego” i stąd generuje najwięcej długoterminowych korzyści zaś najmniej niepożądanych „następstw ubocznych””

  1. ulotki roznoszenie Says:

    Szczególnie skuteczny wpis, zalecam wszystkim

  2. ocieplenie poddasza Says:

    Nietuzinkowe spojrzenie na myśl, każdy winien rozczytać oraz zapoznać
    się z motywem.

  3. rowery Hercules Says:

    Problematyka zbliżona każdemu, zalecam lekturę

  4. Misty Says:

    Każdy z nas zetknął się z przedmiotem, rekomenduję zapoznanie się z przedmiotem.

  5. ocieplenie budynku Says:

    Treść bliska każdemu, zalecam literaturę

  6. Silesia Paintball - gry paintballowe Says:

    Treść zbliżona każdemu, polecam publikację Imprezy Integracyjne Gliwice

  7. Kross mikołów Says:

    Strona świadczy o dobrych wydarzeniach, zachęcam do dyskusji

  8. PB rowery Says:

    Zasłużony pozytyw, idealny partner do interesów

  9. rower Says:

    Problematyka bliska każdemu, zalecam publikację

  10. nasiona marihuany Says:

    Usługa wykonana szybko, sprawnie i zgodnie z ustaleniami

  11. PB rowery Says:

    Interesujące spojrzenie na kwestię, każdy powinien przeczytać
    i zaznajomić się z motywem.

  12. sprawdź Says:

    Tematyka zbliżona każdemu, zalecam lekturę

  13. natrysk pianki poliuretanowej Says:

    Usługa wykonana szybko, sprawnie i zgodnie z ustaleniami

  14. pozycjonowanie w polsce Says:

    Wszystko w jak najlepszym porządku. Przyjazny kontakt
    i szybka obsługa Tłumacz Stron Internetowych

  15. skok Says:

    Czołem !
    ogromnie mi się podoba twój pamiętnik internetowy, niezmiernie przychylnie odwiedze Ciebie tutaj w dalszym
    ciągu nie razu jednego ! Pod warunkiem chcesz to inwituję Ciebie na moją strone, na której zamieszczam informacji
    ne temat: kredyt hipoteczny

Możliwość komentowania jest wyłączona.


%d blogerów lubi to: