#233: Jak reinkarnację i manifestacje duchów tłumaczą moje badania metod działania Boga, zainicjowane zagadką mojego pojedynku z krzyżackim komendantem Olsztyna

Motto: „Bóg do doskonałości opanował dwu-stopniową, niezawodną metodę nakłaniania ludzi do podejmowania badań i do poszukiwania prawdy, której poddaje zarówno indywidualne intelekty jak i całe intelekty zbiorowe (np. całą naukę ziemską). Mianowicie, na samym początku (1) Bóg „fabrykuje” na użytek danego intelektu pozorny materiał dowodowy jaki zdaje się potwierdzać uprzednie wierzenia tegoż intelektu. Kiedy zaś intelekt ten wciągnie się już do badań danego tematu i jest już pewny absolutnej prawdy swoich uprzednich wierzeń, wówczas (2) Bóg ujawnia mu faktyczny materiał dowodowy jaki dokumentuje nieprawdę owych wierzeń, tak że intelekt wystarczająco skromny, moralny i oddany prawdzie aby przyznać się iż był w błędzie, mógł ponownie rozpocząć od samego początka swe badania i poszukiwania prawdy.”

#J1: Działo się to w jednym z końcowych lat moich studiów na Politechnice Wrocławskiej. W co mniej obciążone nauką dni odwiedzałem wówczas moją ówczesną dziewczynę, aby wraz z jej rodziną spędzać przyjemne wieczory na najróżniejszych zajęciach i grach towarzyskich. Owego wieczora jej siostra Lodka pokazała nam jak wywoływać duchy z pomocą spodka oraz arkusza papieru z wypisanymi odręcznie literami i cyframi. (Taki arkusz Anglicy nazywają „wigi board” – pod którą to nazwą jego opisy i ilustracje można znaleźć w internecie.)

Siedem obecnych wtedy osób zasiadło więc do stołu i połozyło swoje palce na spodku odwróconym do góry dnem. Zgodnie z tradycją takiego seansu zgasiliśmy też światło elektryczne i zapaliliśmy świeczkę – cienie z pełgającego płomienia której wprowadziły rodzaj upiornego nastroju. Ja wówczas byłem już ateistą z przekonania – tak jak opisałem to w punkcie #G3 swej strony o nazwie „cielcza.htm”. Absolutnie wierzyłem więc w „naukowy światopogląd” jaki wpoili nam w trakcie studiów. Ponadto, wówczas jeszcze też NIE wiedziałem, że w treści Biblii jest wyraźnie zabronione kontaktowanie się z duchami zmarłych ludzi. Traktowałem więc owo „wywoływanie duchów” jako kolejną zabawę towarzyską. Kiedy więc spodek drgnął pod naszymi palcami niemal natychmiast po położeniu na nim palców i po zawołaniu gromkim głosem pobliskiego ducha aby się ujawnił, byłem przekonany, że albo ktoś (np. Lodka) „pogrywa sobie z nami w kulki” i popycha ten spodek swym palcem, albo też że aż kilku z obecnych zmówiło się ze sobą aby się zabawić kosztem innych. Moje podejrzenia jeszcze bardziej się nasiliły, kiedy przybyły duch wypisał moje imię alfabetem z owego arkusza papieru i zaczął konwersację wyłącznie ze mną.

Pierwszą informacją jaką otrzymaliśmy była prośba owego ducha skierowana imiennie do mnie, abym zmówił modlitwę za jego duszę. Aby więc „dostroić się” do tej „zabawy”, podjąłem z nim dyskusję. Zacząłem od zapytania dlaczego mu zależy na tym, aby właśnie taki ateista jak ja zmówił modlitwę za jego duszę. On wówczas wyjaśnił, że to wynika z naszego poprzedniego życia. Mianowicie, on był wówczas krzyżackim komendantem zamku w Olsztynie, zaś ja byłem dowódcą polskich rycerzy którzy oblegali ów zamek. Aby więc zakończyć owo oblężenie on wywołał mnie na pojedynek oraz zaproponował, że zależnie od tego który z nas zostanie zabity w owym pojedynku, wówczas albo moi rycerze odstąpią od oblężenia, albo też jego krzyżacy poddadzą zamek już bez dalszej walki. Ja honorowo przystałem na ów pojedynek, który odbył się na oczach wszystkich walczących z obu stron. Jednak podczas tego pojedynku on mnie zabił z zaskoczenia, w sposób wysoce niehonorowy i niezgodny z ówczesną etyką rycerską. (Nic dziwnego, że od dziecka mam jakieś wrodzone uprzedzenie do mieczy, bagnetów i noży, a także, że ogarniają mnie mdłości na widok krwi, lub podczas słuchania opisów krwawych zdarzeń.) Za karę, po śmierci został skazany na pokutę aż do czasu kiedy ja odmówię pacierz za jego duszę.

Po usłyszeniu tej historyjki zacząłem być pewny, że kilku obecnych na owym seansie zmówiło się aby mieć fajną zabawę moim kosztem. Zapewne chcieli usłyszeć jak ja będę głośno zmawiał modlitwę w ich obecności. Wszakże z lekcji historii w moim liceum, NIE przypominałem sobie żadnej wzmianki aby Olsztyn kiedykolwiek należał do Krzyżaków. A ponadto, jak to możliwe aby Krzyżak (tj. Niemiec) rozmawiał ze mną po polsku. Aby więc popsuć im tą zmowę, powiedziałem temu duchowi, że będąc ateistą ja już NIE pamiętam żadnej modlitwy którą mógłbym zmówić za jego duszę. Na to on odpowiedział, że wie iż ja często korzystam z Biblioteki Uniwersyteckiej przy ulicy Szajnochy we Wrocławiu, stąd poda mi numer katalogowy (sygnaturę) krótkiej broszurki w zbiorach z owej biblioteki, zaś wystarczającą dla niego modlitwą będzie jeśli z uwagą przeczytam ową broszurkę. To stwierdzenie zaczęło mnie zastanawiać, ponieważ żaden z obecnych przy stole NIE wiedział, że ja często spędzam czas studiując właśnie w owej bibliotece, a prawdopodobnie żaden z nich NIE był też przedtem w tej naukowej bibliotece uniwersyteckiej. (Z grona obecnych tam osób, ja byłem jedynym który wówczas studiował na wyższej uczelni.) Ponieważ wyrażenie zgody na tą propozycję krzyżackiego ducha NIE groziło żadną towarzyską kompromitacją, zgodziłem się, że przeczytam ową broszurkę. Duch podał mi więc jej sygnaturkę, którą skrupulatnie sobie zapisałem, poczym mi podziękował i spodek znieruchomiał.

Sygnaturka owej broszurki była nietypowa dla tej biblioteki. Była bowiem bardzo krótka – zaledwie pięć czy sześć cyfr. Nie zawierała też liter, podczas gdy praktycznie wszystkie ksiązki jakie w owej bibliotece sobie zamawiałem, obok cyfr zawsze zawierały też litery w swojej sygnaturze. W jakiś więc czas potem poszedłem do owej biblioteki, bardziej z ciekawości niż z przekonania. Spodziewałem się, że kiedy zamówię coś o sygnaturze podanej mi przez owego ducha, najprawdopodobniej się okaże, że wcale nie ma książki o tej sygnaturze w całej bibliotece, a w najlepszym przypadku się okaże, że książką tą jest np. jakiś podręcznik botaniki albo np. encyklopedia rolnictwa. Ku mojemu jednak zdumieniu, po złożeniu zamówienia przyniesiono mi małą broszurkę o wielkości typowego zeszytu 16-kartkowego. Kiedy ją otwarłem, o mało aż spadłem z krzesła. Broszurka okazała się być rodzajem opowiadania (czy podsumowania życia i wykazu zalet) które grupa przyjaciół napisała o swoim właśnie zmarłym przyjacielu z osiemnastowiecznego Krakowa. Cała jej treść zawierała najpierw jakiś krótki paragraf omawiający coś kolejnego i dobrego co ów zmarły człowiek uczynił, poczym przytoczony był kolejny pacierz za spokój jego duszy. Potem był następny taki mały paragraf i następny pacierz. Itd. Dla pewności przeczytałem z uwagą ową broszurkę aż kilka razy. Wyszedłem z tej biblioteki z zamętem w głowie. Całe zaś zdarzenie z tamtym wywoływaniem ducha zastanawia mnie aż do dzisiaj.

#J2: Zagadka poprawności sygnatury bibliotecznej podanej mi przez ducha krzyżackiego komendanta Olsztyna NIE dawała mi spokoju. Wszakże była zbyt wyrafinowana i zbyt kompleksowa aby być tylko produktem żartu któregoś z uczestników owego seansu. Postanowiłem więc, że w miarę swych możliwości podejmę sprawdzenia reszty informacji jakie wnosiły sobą zdarzenia z tamtego seansu wywoływania duchów. Niestety, ja NIE jestem historykiem, a ponadto przez całe swe życie jestem zbyt zajęty aby ciągle wygospodarować czas na przeszukiwanie historycznych dokumentów – nie wspominając już faktu, że po wyemigrowaniu do Nowej Zelandii niemal NIE mam żadnego dostępu do historycznych źródeł o Krzyżakach. Jednak przez jakiś dziwny „zbieg okoliczności” okazja na dokonanie pierwszego z takich sprawdzeń sama mi się nadarzyła. (Użyłem tu cudzysłowia, bowiem w świecie rządzonym przez wszechwładnego Boga NIE istnieje takie coś jak „przypadek” czy „zbieg okoliczności” – co wyjaśniam w punkcie #B1 strony o nazwie „changelings_pl.htm”.) Wkrótce bowiem po ukończeniu studiów zostałem wysłany przez armię do Olsztyna na kilkumiesięczne oficerskie szkolenie (co też było dziwnym „zbiegiem okoliczności”, jako że to właśnie w owym mieście podobno miałem uprzednio umrzeć jako oficer i dowódca rycerskiej wyprawy wojennej). Zaraz więc podczas pierwszej przepustki na miasto poszedłem poszukać czy w Olsztynie istnieje jakiś zamek warowny. Ku swemu zdumieniu faktycznie znalazłem tam ruiny starego zamku. To gdzieś na „udreptanej ziemi” jego przedpola miałem umrzeć w swojej poprzedniej inkarnacji. Ku jeszcze większemu mojemu szokowi, przy ruinach tego zamku stała tablica informacyjna na której pisało, że w jakichś podanych tam latach ów zamek był w rękach Krzyżaków. Wyglądało więc na to, że tamta historia opowiedziana mi przez ducha krzyżackiego komendanta tego zamku mogła być prawdą. Co nawet bardziej intrygujące, historia ta zawierała aż cały szereg informacji których żaden z uczestników tamtego seansu NIE mógł znać (np. na przekór wysokiego poziomu nauczania na moich ulubionych lekcjach historii w milickim liceum, ja sam też NIE wiedziałem, że zamek warowny w Olsztynie był kiedyś w ręku Krzyżaków, ani nawet NIE wiedziałem, że Olsztyn miał kiedyś swój zamek warowny – nie wspominając już tutaj zagadek sygnatury owej broszurki z modlitwami). Oczywiście, aby faktycznie historyjka ta była prawdą, musiało istnieć coś, co dzisiaj nazywamy „reinkarnacją”. Począwszy więc od owego czasu zacząłem studiowanie wszelkich dostępnych mi informacji na temat reinkarnacji – np. patrz punkt #C4 na mojej stronie o nazwie „biblia.htm”. Wszakże napisanych już zostało sporo książek na temat reinkarnacji. Zdołałem więc zdobyć i przeczytać aż kilka z nich. Ponadto co jakiś czas publikatory podają jakies informacje na ten temat – jako przykład rozważ artykuł „11,000 parents agree: kids say the creepiest things”, ze strony B5 gazety „The New Zealand Herald” (wydanie datowane w czwartek (Monday), May 2, 2013); zawierający m.in. wypowiedź 4-letniego chłopca który wyjaśnił swym rodzicom, że kiedy ciągle był dziewczynką, wówczas spadł ze skalnego urwiska i umarł. Uważnie więc śledziłem też m.in. treści tego typu informacji.

Aby moje badania reinkarnacji uczynić nawet bardziej efektywnymi, nauczyłem się także sztuki hipnotyzowania ludzi. Następnie podjąłem cofanie zahipnotyzowanych znajomych i przyjaciół do ich poprzednich inkarnacji, aby w ten sposób ujawnić jakieś fakty które umożliwiłyby mi obiektywne sprawdzenie ich historycznej prawdy.

Praktycznie każdego ze znajomych i przyjaciół, jacy zgodzili się na zostanie zahipnotyzowanymi, zdołałem cofnąć do poprzedniego życia (wcielenia). Każdy też z nich opisywał mi pod hipnozą jakieś interesujące zdarzenie ze swego poprzedniego wcielenia. Jednak jako naukowiec poszukujący obiektywnych „dowodów”, a NIE tylko interesujących opisów zdarzeń, muszę tu przyznać, że gro tych opisów NIE zawierało w sobie danych jakie pozwalałyby mi na obiektywe i bezstronne potwierdzenie swej prawdy na dostępnym dla mnie materiale historycznym. Tylko w dwóch przypadkach potwierdzenie takie udało mi się znaleźć. (A ściślej, potwierdzenie „reinkarnacji” zostało mi dyskretnie podsunięte przez dziwne zbiegi okoliczności i losu, spełniając w ten sposób niezwykłą zasadę mobilizowania ludzi do poszukiwań prawdy jaką ja sam odkryłem dopiero niedawno i jaką opisałem szerzej w punkcie #A2.2 strony o nazwie „totalizm_pl.htm”, a jaka stwierdza, że „jeśli się w coś wierzy na tyle silnie, iż jest się gotowym na podjęcie działań na bazie tego wierzenia, wówczas treść tego naszego wierzenia jest nam dyskretnie potwierdzana subiektywnym materiałem dowodowym typowo udostępnianym tylko nam – i to bez względu na to czy owo nasze wierzenie jest prawdą czy też fałszem”.)

Pierwszym z tych dwóch przypadków potwierdzających „reinkarnację” była moja koleżanka z pracy na nowozelandzkiej uczelni. Już od pierwszej chwili kiedy ją ujrzałem doznałem szoku. Kiedyś bowiem jeszcze w czasach swojej maturalnej klasy, pokusiło mnie abym wszedł do podziemi poprzednio-istniejącego drewnianego kociółka w Trzebicku koło Milicza, zbudowanego jeszcze w 1571 roku. (Zdjęcie tamtego poprzednio-istniejącego kościółka trzebickiego z 1571 roku pokazałem na „Fig. K1(b)” ze swej angielskojęzycznej monografii [1e] – która jest upowszechniana gratisowo ze strony „text_1e.htm”, a także pokazałem jako „Fot. #D23” ze strony o nazwie „milicz.htm”. Niestety, tamten stary kościółek z Trzebicka dzisiaj już tam ŃIE istnieje. Na krótko bowiem przed moją wizytą w Polsce w 2004 roku został on zastąpiony przez nowy kościółek pokazany na „Fot. #D23(b)” ze strony o nazwie „milicz.htm”.) W podziemiach owego starego kościółka z Trzebicka ujrzałem samo-zabalsamowane zwłoki młodej, pięknej kobiety o jasnych włosach i zadartym nosku. Opisy zdarzeń jakie wiodły do ujrzenia owej kobiety przytoczyłem w podpisie pod „Fot. #D23” ze strony o nazwie „milicz.htm”. Jej niezwykły i unikalny wygląd do dzisiaj tkwi w mojej pamięci. Co jednak najdziwniejsze, tą samą kobietę o niepowtarzalnym wyglądzie zobaczyłem w 20 lat później żywą w Nowej Zelandii. Miała na imię Anna i pracowała jako wykładowczyni na tej samej uczelni co ja. Była ogromnie utalentowana artystycznie i wykazywała zadziwiającą mnie mądrość życiową – faktycznie to szacuję, że poziom jej inteligencji był nawet wyższy od mojego. Ciągle też jej najbardziej ulubiona długa suknia struksowa była tego samego koloru, kroju i wyglądu jak suknia w której była pochowana w Trzebicku. Oczywiście, ja byłem aż tak zafascynowany całym tym zdarzeniem, że zaprzyjaźniłem się z tą kobietą. Zgodziła się także abym aż kilkakrotnie ją zahipnotyzował i cofnął ją w czasie do jej poprzednich wcieleń. A pod hipnozą pamiętała aż cały szereg odmiennych ze swoich poprzednich wcieleń. Ku mojemu jednak rozczarowaniu, NIE potrafiłem jej cofnąć do wcielenia z Trzebicka. Za to podczas jednego z tych cofnięć, opisała mi swoje życie jako córka inkaskiego garncarza z pradawnego Peru. Imienia jakie tam nosiła NIE potrafiła mi wypowiedzieć, ale mi wytłumaczyła, że jest to imię tamtejszego pięknego ptaka. W tamtym swoim wcieleniu była m.in. świadkiem przybycia do ich wioski indiańskiego władcy dawnego Peru, wraz z jego świtą. Chociaż obowiązywał ich tam zakaz patrzenia na swego władcę, ona pretendując że ma opuszczoną głowę ciągle dyskretnie zerkała na to co się dzieje. Mogła więc mi dokładnie opisać jak władca ten był ubrany, jak wyglądały wykonane ze złota nosze na jakich go niesiono, jak wyglądała ich odzież i biżuteria, a także jak wyglądały wypalone garnki które pomagała tam malować swemu ojcu. Po zakończeniu seansu hipnotycznego naszkicowała mi sporo ze wzorów jakie widziała pod hipnozą (była bardzo utalentowaną malarką). Miałem więc w końcu coś, co mogłem sprawdzić historycznie. Kiedy więc oboje z nią podjęliśmy długotrwałe przeszukiwania literatury aby historycznie posprawdzać narysowane przez nią wzory oraz odnotowane zdarzenia, niespodziewanie dla nas pojawiły się ogłoszenia, że do Dunedin przybyła z Peru gościnna wystawa o nazwie „Oro del Peru” (tj. „Złoto z Peru”), jaka obejmowała dziesiątki eksponatów kultury dawnych Inków. Oczywiście, natychmiast udaliśmy się oboje aby zobaczyć tę wystawę. Ku niewypowiedzianemu szokowi zarówno jej jak i mojemu, na wystawe tej wyeksponowane było praktycznie wszystko co zobaczyła, opisała i narysowała mi podczas owego seansu hipnotycznego. Były więc tam wystawione NIE tylko garnki identyczne do tych jakie ona sama pomagała malować i jakie wypalał jej inkaski ojciec, ale także identyczna odzież, biżuteria, a nawet złote nosze na jakich obnoszony był po jej wiosce inkaski władca. Szok nas obu był kompletny, zaś od tego czasu zarówno ona, jak i ja, zaczęliśmy głęboko wierzyć w reinkarnację. Na dodatek, admirując ogromną wiedzę, inteligencję i talenty Anny, oraz wiedząc o jej znacznie wyższej niż u innych ludzi liczbie inkarnacji w odmienne osoby, sformułowałem w swoim umyśle roboczą hipotezę, której sprawdzanie podjąłem począwszy od wówczas, że „inteligencja, wiedza życiowa, poziom umysłowy i talenty każdej osoby, są proporcjonalne do ilości inkarnacji w odmiennych ludzi przez jakie osoba ta dotychczas przeszła”.

Drugi z przypadków, który także zacząłem uważać za dający mi podstawy do uwierzenia w reinkarnację, też miał miejsce w Nowej Zelandii. Kiedy pracowałem na Uniwersytecie Otago w Dunedin, przyjaźniłem się z kobietą o imieniu Bev, którą fascynowały statki morskie i morze. Ponieważ Dunedin ma własny port morski, kiedykolwiek do portu tego zawitał nowy okręt, kobieta ta zawsze go musiała zobaczyć z bliska, a jeśli się dało, to nawet wejść na jego pokład i go dokładnie zwiedzić. Kobieta ta zgodziła się abym ją zahipnotyzował i cofnął do jej poprzedniego życia. Tak się stało, że po cofnięciu natychmiast przeniosła się do czasów kiedy w starożytnym Egipcie była żoną właściciela całej flotylli statków handlowych. Nie miała talentu do rysowania, więc jedynie opisała mi słownie jak te statki wyglądały. Szczególnie dokładnie opisała mi statek na jakim kapitanem był jej kochanek i stąd jaki odwiedzała najczęściej – statek ten też należał do flotylli posiadanej przez jej męża. Jej opisy zgadzały się dokładnie z tym co ja wiedziałem o konstrukcji i wyglądzie starożytnych statków Egiptu. W połączeniu więc z ową trudną do racjonalnego wytłumaczenia jej fascynacją statkami morskimi, jaka przetrwała u niej także aż do jej obecnego życia, uważam że jej opisy też dostarczały mi materiału dowodowego na istnienie reinkarnacji, na jakim mogłem polegać.

Ja jednak jestem naukowcem z powołania i mam zwyczaj aby wszystko nieustannie sprawdzać na otaczającej mnie rzeczywistości. Wszystkie zaś te moje wieloletnie badania nad dowodami na istnienie reinkarnacji wiodły do ustalenia, że w ogromnej większości przypadków opisy czyjegoś poprzedniego życia zawsze są jakby celowo tak umiejętnie formułowane, że NIE zawierają w sobie żadnych historycznie sprawdzalnych informacji. Tymczasem z życia codziennego wiadomo, że praktycznie w niemal każdym dniu naszego życia coś się wydarza, co ma związek z historycznie sprawdzalnymi faktami – np. widzimy jakiś budynek, monument, unikalny ubiór, ważną osobę, słyszymy jakieś nazwisko, czytamy jakąś gazetę czy książkę, itp. Natomiast jeśli ktoś (tak jak moja koleżanka Anna) ma już dostęp do historycznie sprawdzalnych informacji ze swego poprzedniego życia, wówczas informacji tych nagle pojawia się aż całe zatrzęsienie. W sumie więc, zgodnie z moim doświadczeniem życiowym, powtarzanie się takiego właśnie wzorca w niemal wszystkich raportach dotyczących reinkarnacji, dosyć silnie sugeruje, że z jakichś istotnych powodów idea reinkarnacji jest celowo „symulowana” („fabrykowana”) przez kogoś o nadprzyrodzonych mocach i o znaczącym wpływie na pamięć i na podświadomość ludzi.

#J3: Jednym z najważniejszych instynktów o jakim filozofia totalizmu odkryła, że jest on na stałe wbudowany w ludzką naturę, jest przemożne pragnienie, że jeśli kogoś bardzo się kocha i szanuje, wówczas chce się dowiedzieć wszystkiego na temat obiektu naszej miłości. To właśnie z powodu owego instynktu, wszyscy wierzący w Boga spędzają ogromną ilość czasu na studiowaniu Biblii lub zaleceń swojej religii. To także z powodu tego instynktu ja sam (tj. autor tego wpisu) spędzam niemal cały dostępny mi czas na naukowe badania Boga i na badania metod działania Boga. Jednym zaś z produktów moich badań metod działania Boga jest, że rzuciły one zupełnie odmienne światło na wszystko co uprzednio ustaliłem na temat „reinkarnacji”, czyli na cały ten pozorny „materiał dowodowy” jaki opisałem w poprzednich częściach #J1 i #J2 niniejszego wpisu.

Moje badania metod działania Boga zainicjowało dosyć szokujące mnie odkrycie jakie dokonałem dopiero w 2007 roku, a jakie mi ujawniło, że Bóg „fabrykuje” UFO i UFOnautów w celu wyperswadowania ludziom aby zarzucili powierzchowne potraktowanie naukowych badań – tak charakterystyczne dla pracy dzisiejszych zawodowych naukowców reprezentujących starą tzw. „ateistyczna naukę ortodoksyjną” (tj. tę naukę do jakiej opisów odsyłam czytelnika już w punkcie #A1 strony o nazwie „malbork.htm” – adresy której zestawiłem przy końcu tego wpisu), a włożyli więcej „serca” i „mądrości” w swoje wysiłki poszukiwania prawdy. Już tamto moje pierwsze odkrycie daje nam dużo do myślenia na temat owych uprzednich ustaleń dotyczących „reinkarnacji” opisanych w poprzednich częściach #J1 i #J2 tego wpisu. Wszakże ujawnia ono, że aby móc osiągać swoje nadrzędne boskie cele, Bóg czasami celowo „fabrykuje”, albo „symuluje”, pozorny materiał dowodowy. Jednak faktyczne zrozumienie sytuacji dotarło do mojej świadomości dopiero kiedy odkryłem to co opisałem dokładniej m.in. w punkcie #A2.2 mojej strony internetowej o nazwie „totalizm_pl.htm” – mianowicie kiedy odkryłem, że jedna ze standardowych metod działania Boga polega na tym, iż każdy intelekt (np. każda indywidualna osoba, każda społeczność, każda dyscyplina naukowa, itp.) zawsze otrzymuje od Boga unikalne dla swych wierzeń potwierdzenia następstw tego w co głęboko wierzy i na bazie czego podejmuje swoje działania. Wszakże poznanie owej standardowej metody działania Boga uświadomiło mi, że w czasach opisanych w części #J1 tego wpisu, Bóg widać doczytał się z moich myśli, iż w głębi ducha wierzę w możliwość reinkarnacji. Dlatego, aby pobudzić mnie do intensywnych poszukiwań prawdy na ten temat, Bóg prawdopodobnie „sfabrykował” („zasymulował”) cały ten pozorny „materiał dowodowy” jaki zaprezentowałem w częściach #J1 i #J2 niniejszego wpisu.

W tym miejscu powienien uwypuklić, że słowa „sfabrykował” i „zasymulował” jakie tu używam, są ogromnie zgrubne i niezbyt dokładnie opisują to co Bóg naprawdę uczynił. Wszakże zostały one wypracowane dla opisywania ludzkich zachowań, a NIE zachowań istoty tak doskonałej i tak wszechmocnej jaką jest Bóg. Niestety, są to jedyne słowa jakich dotychczas ludzkość się dorobiła i jakie, chociaż z wielki przybliżeniem, ciągle opisują działania i metody które w omawianym tu przypadku Bóg zdecydował się zrealizować w swojej nieskończonej mądrości i dalekowzroczności. Dlatego czytając te słowa, czytelnik powinien w myślach nanosić poprawkę na zgrubność i nieodpowiedniość języka jaki my ludzie używamy do opisywania głównie samych siebie, tak aby po wprowadzeniu tej myślowej poprawki, słowa tego języka stały się też odpowiednie dla wyrażenia pozytywnych, nastawionych na dobro i postęp całej ludzkości i całego wszechświata, przepełnionych miłością do ludzi, postępowań wszechmogącego i wszechwiedzącego Boga.

Po odkryciu, że tamten „materiał dowodowy” na reinkarnację mógł być celowo „sfabrykowany” przez Boga aby pobudzić mnie do obiektywnych poszukiwań naukowej prawdy na ten temat, podjąłem systematyczne poszukiwania takiego obiektywnego materiału dowodowego, jaki faktycznie może potwierdzać, że „reinkarnacja” w formie w jaką powszechnie się wierzy, w rzeczywistości może być tylko boską „symulacją”. Poniżej zaprezentuję te kategorie owego materiału dowodowego, jakie dotychczas zdołałem zidentyfikować i wstępnie przebadać. Ostrzegam tu jednak czytelnika, że narazie ciągle NIE są one na tyle definitywne, aby zdecydowanie zaprzeczały istnieniu reinkarnacji w powszechnie wierzonej formie, a jedynie stanowią wstępne przesłanki naukowe które wymagają dalszego dokładnego przebadania wysoce obiektywnymi metodami naukowymi. Oto więc kategorie materiału dowodowego jakie dotychczas odkryłem, że zdają się one zaprzeczać istnieniu reinkarnacji:

1. Metody działania Boga, a ściślej owa metoda jaka sprowadza się do „fabrykowania” pozornego materiału dowodowego aby pobudzić ludzi do poszukiwań prawdy. Zidentyfikowane już zostało ogromne bogactwo materiału dowodowego, jaki konklusywnie potwierdza, że w każdym przypadku kiedy zachodzi potrzeba aby z pozycji braku czyjegoś zainteresowania w badaniach, ktoś ten został przetransformowany w wigornie podejmującego badania, faktycznym źródłem tej transformacji jest jakiś „pozorny materiał dowodowy sfabrykowany przez Boga”. I tak dla całych instytucji doskonałym przykładem tego „pozornego materiału dowodowego” są „kości dinozaurów” opisywane w punkcie #H2 strony o nazwie „god_istnieje.htm”. Z kolei dla indywidualnych ludzi, doskonałym przykładem są boskie fabrykacje UFO i UFOnautów opisywane w punkcie #L2 strony o nazwie „magnocraft_pl.htm”. Skoro więc Bóg nagminnie „fabrykuje” taki pozorny materiał dowodowy, należy brać też pod uwagę, że specjalnie dla mnie Bóg mógł „sfabrykować” ów „materiał dowodowy” jaki opisałem w częściach #J1 i #J2 tego wpisu. Szczególnie, że bardzo proste „sfabrykowanie” takiego „materiału dowodowego” leży w elementarnych możliwościach Boga.

2. Działanie tzw. „omniplanu” z pomocą którego Bóg zarządza czasem. Ów „omniplan” jest opisany w punkcie #C3 strony „immortality_pl.htm”. Z kolei działanie tego „omniplanu” jest m.in. takie, że aż do końca świata dusza każdej osoby musi czekać w gotowości powrotu do ciała tej osoby, ponieważ za każdym razem kiedy Bóg wprowadza jakieś udoskonalenie do przeszłości, z którym to udoskonaleniam związana jest dana osoba, wówczas Bóg ponownie przywraca tą osobę do życia – tak jak Bóg sam do tego się przyznaje w Biblii (po szczegóły patrz punkt #B4.1 na w/w stronie o nazwie „immortality_pl.htm”). Tyle, że po takim ponownym przywróceniu do życia, owa osoba żyje już zgodnie z odmiennym scenariuszem jaki Bóg uprzednio wpisał do jej „programu życia i losu”, oraz że poprzednie jej przechodzenie przez ten sam przedział czasu zostało dokumentnie wymazane z jej pamięci – chociaż pozostaje po nim tzw. „deja vu”. Skoro zaś dusza każdej osoby przez cały czas musi czekać w gotowości zostania ponownie ożywioną kiedy zajdzie ku temu potrzeba, ponieważ Bóg właśnie koryguje coś w czasach w jakich osoba ta żyła (co wymaga aby osoba ta została ożywiona i fizycznie uczestniczyła w owym korygowaniu), owa dusza NIE może być równocześnie reinkarnowana w odmiennej osobie żyjącej w innych czasach. Tak nawiasem mówiąc, to osobiście znałem osobę, opisywaną punktach #C2 i #E1 ze strony o nazwie „boiler_pl.htm”, która najprawdopodobniej umarła w 1998 roku, jednak w 2007 roku została ponownie ożywiona w opisywany tu sposób, w celu dopomożenia w skorygowaniu sytuacji z darmową energią.

3. Błędy i wypaczenia jakie z czasem narastają w łonie każdej religii. Jak wyjaśniłem to już przy kilku odmiennych okazjach, np. w punkcie #D1 strony o nazwie „malbork.htm” adresy której zestawiłem przy końcu tego wpisu, czy w punkcie #G4 strony „god_proof_pl.htm”, niedoskonali ludzie z upływem czasu wprowadzają coraz więcej błędnych interpretacji i wypaczeń do praktycznie każdej z istniejących religii. Aby wskazać tu przykłady takich wypaczeń i błędnych interpretacji już powykrywanych np. w najbardziej powszechnej religii na Ziemi jaką jest katolicyzm, proponuję rozważyć nakaz Boga przytoczony w „- 0” z punktu #C7 strony o nazwie „malbork.htm” – adresy której zestawiłem przy końcu tego wpisu, oraz porównać go z tzw. „Kultem Maryjnym” praktykowanym przez Katolików, albo np. porównać co praktykowana przez siebie religia wmawia ludziom na temat „piekła” i porównać to z opisem „piekła” faktycznie zawartym w Biblii, albo np. spróbować znaleźć w Biblii opisy „czyśćca” lub „limbo” – w jakich istnienie przez wieki wierzyli Katolicy (pochodzenie idei „limbo” opisałem m.in. w punkcie #F9 strony „god_pl.htm”). Znaczy, im starsza jest dana religia, oraz im bujniejsza jest wyobraźnia narodu który praktykuje tę religię, tym więcej błędnych interpretacji i wypaczeń do niej się już nawkradało. Tak zaś się składa, że idea „reinkarnacji” wywodzi się z religii hinduizmu – która jest jedną z najstarszych religii naszego świata, a ponadto która jest praktykowana przez Hindusów znanych w całym świecie z raczej bujnej wyobraźni. Prawdopodobnie więc dzisiejsze zrozumienie idei „reinkarnacji” jest wynikiem wypaczeń jakie owi Hindusi powprowadzali do wyjaśnień, które otrzymali od Boga na temat użycia duszy ludzkiej w zasadzie działania „omniplanu” – opisanego już w poprzedniej kategorii (2) materiału dowodowego. (Alternatywnie, idea ta może też być np. wynikiem zmienienia przez Boga metody z pomocą której udoskonala On ludzkie dusze. Przykładowo, zaraz po stworzeniu świata fizycznego i po nauczeniu ludzi praktykowania hinduizmu, Bóg faktycznie mógł udoskonalać dusze ludzkie z pomocą reinkarnacji. Jednak po opracowaniu chrześcijaństwa Bóg mógł odkryć empirycznie, że znacznie efektywniejsze od reinkarnacji jest udoskonalanie dusz ludzi poprzez wielokrotne powtarzanie ich życia za pośrednictwem „omniplanu”.) Działanie owego „omniplanu” też bowiem wymaga, aby (podobnie jak w reinkarnacji) dusza także wielokrotnie się „inkarnowała” i udoskonalała w trakcie rozwoju i udoskonalania wszechświata. Tyle tylko, że owo inkarnowanie w ramach działania „omniplanu” zawsze musi następować do tego samego (naszego) ciała.

4. Stwierdzenia Biblii. Jak doskonale wiemy, każda religia aż się roi od informacji co z nami się dzieje po śmierci. Niestety, jak to wyjaśniam powyżej w „3”, religie są pełne błędnych interpretacji ludzi którzy nimi kierowali. Jeśli jednak dokładnie przeanalizuje się Biblię, wówczas się okazuje, że podane tam informacje na ów temat są zdumiewająco skąpe, tak że można je podsumować w zaledwie kilku zdaniach. A przecież to Biblia (i inne święte księgi), a NIE stwierdzenia religii powypaczanych z upływem czasu, faktycznie reprezentują przekazywaną nam przez samego Boga obiektywną prawdę na ten temat. Jak też się okazuje, Biblia NIE zawiera ani jednego bezpośredniego i jednoznacznego potwierdzenia, że reinkarnacja istnieje. Wprawdzie zawiera ona kilka stwierdzeń, np. te omawiane w punkcie #C4 strony „biblia.htm”, które mogą być interpretowane jako możliwość istnienia reinkarnacji, jednak z interpretowaniem słów Boga trzeba być bardzo ostrożnym. (Szczególnie jeśli interpretacje te NIE są niezależnie potwierdzane przez jakiś pokrywający się z rzeczywistością naukowy model – przykładowo przez „omniplan” opisany w „2” powyżej, albo przez Koncept Dipolarnej Grawitacji, albo przez filozofię totalizmu.) Co też wysoce zastanawiające, każde stwierdzenie Biblii na temat tego co spotyka nas po śmierci, pokrywa się precyzyjnie z tym co wynika z teoretycznego modelu „omniplanu” opisanego tu w „2”. I tak, zgodnie z Biblią, w momencie śmierci przechodzimy ze stanu aktywnego „życia” w stan „uśpienia” (pozbawionego snów) – które to „uśpienie” trwa aż do czasu kiedy Bóg nas ponownie „przebudzi” w celu dokonania na nas „sądu ostatecznego”. Uśpienie to więc jest podobne do sytuacji „tymczasowego wyłączenia komputera” w „analogii filmu” użytej w punkcie #C3 strony „immortality_pl.htm” do wyjaśnienia działania „omniplanu”. Co ciekawsze, podczas tego uśpienia nasza dusza jest w każdej chwili gotowa do ponownego powołania do życia i do ponownego przeżycia przez czas przez jaki już uprzednio żyliśmy – jeśli Bóg zdecyduje się wprowadzić kolejne udoskonalenie w czasach w jakich my żyjemy i jeśli owo udoskonalenie wymaga naszego działania jako fizycznej osoby (stąd właśnie się biorą nasze „deja vu”). Po „przebudzeniu” w celu przejścia owego „sądu ostatecznego”, zgodnie z Biblią znajdziemy się ponownie w swoim ciele i zależnie od cech charakteru jakie nabyliśmy w swoim życiu fizycznym, oraz moralności naszych postępowań, jesteśmy przydzielani do jednej z dwóch grup, tj. albo do (a) dużej grupy ludzi przeznaczonych na końcowe i nieodwracalne spalenie, albo też do (b) tych nielicznych ludzi których cechy, charakter i moralność okazują się przydatne do realizacji następnych celów Boga, a stąd którym będzie dane fizycznie żyć nieograniczenie długo i szczęśliwie w następnym świecie fizycznym jaki Bóg dopiero w przyszłości stworzy. Owi ludzie (a) wówczas spaleni, NIE będą już nigdy przywróceni do życia – to dlatego tamta druga ich śmierć jest opisana w Biblii jako śmierć ostateczna jaka potrwa na całą wieczność. Zgodnie też z Biblią, tylko bardzo mała garstka niemal doskonałych ludzi z grupy (b) będzie wybrana przez Boga do tego przyszłego szczęśliwego drugiego życia fizycznego o nieograniczonej długości. Moje analizy sugerują, że prawdopodobnie najważniejszym wymogiem, który ludzie ci muszą spełniać, jest ich przydatność jako „żołnierzy Boga” opisywanych w punkcie #B1.1 strony „antichrist_pl.htm”. Stąd liczba owych ludzi z kategorii (b) będzie mniejsza niż jedna trzecia populacji Ziemi, czyli liczba jaka zaludni wówczas zaledwie jedno latające miasto przyszłości – w Biblii zwane „Nowe Jeruzalem”. Przykładowo, w liczbie ludzi wybranych przez Boga do owego niebiańskiego życia przyszłości NIE będzie już nikogo bogatego w obecnym zyciu fizycznym. (Zapewne ponieważ ludzie bogaci wytwarzają w sobie cechy i charakter jakie indukują u nich nieustanne pożądanie aby „mieć więcej” – które to cechy nigdy NIE pozwalają im być naprawdę szczęśliwymi z tego co już było im dane i co już posiadają, a stąd które powstrzymują ich przed uzyskaniem stanu nirwany i przed skupieniem się wyłącznie na osiąganiu celów wyższych niż jedynie chęć posiadania „coraz więcej”. Wiadomo zaś, że gdyby wśród przyszłych mieszkańców Nowego Jeruzalem znaleźli się tacy ludzie nieszczęśliwi z jakiegoś powodu, wówczas uczyniliby oni też nieszczęśliwymi wszystkich innych ludzi którzy z nimi by się kontaktowali.)

W bibilijnym opisie owego latającego „Nowego Jeruzalem”, podanym w Apokalipsie św. Jana 21 i 22, zawartych jest aż kilka wysoce intrygujących cech i szczegółów wartych przeanalizowania. Przykładowo, intrygujące są powody dla których opisy te są bardzo podobne do pradawnych izraelickich opisów dyskoidalnego UFO typu K7 zwanego „Rajem” – dyskutowanych w podrozdziałach P6.1 i G2.5 z tomów odpowiednio 14 i 3 mojej najnowszej monografii [1/5]. Tyle tylko, że owo latające Nowe Jeruzalem najwyraźniej będzie czteropędnikowym UFO typu T12, z kwadratową podstawą o długości boku 1123.5 metrów – opisanym dokładniej np. w rozdziale D z tomu 2 mojej najnowszej monografii [1/5], a także np. w punkcie #F2 strony o nazwie „magnocraft_pl.htm”, czy w punkcie #G1 strony o nazwie „explain_pl.htm”. Inną intrygującą cechą „Nowego Jeruzalem”, jest fakt, że miasto to będzie rodzajem międzygwiezdnego wehikułu nieustannie latającego w przestrzeni kosmicznej, zamiast miastem trwale osadzonym na jakiejś planecie – takim jak dzisiejsze ziemskie miasta. Chodzi bowiem o to, że dzięki użyciu takiego miasta-wehikułu-międzygwiezdnego, Bóg będzie mógł obwozić przyszłych ludzi po najróżniejszych systemach gwiezdnych, na których wcześniej przygotował już „symulacje” albo „kopie” innych światów. Poprzez zaś konfrontowanie ludzi z istotami zamieszkującymi owe symulacje innych światów, Bóg będzie mógł szkolić sobie i hartować swoich przyszłych „żołnierzy Boga” – tak jak wyjaśnia to punkt #B1.1 ze strony o nazwie „antichrist_pl.htm” i punkt #L6 ze strony o nazwie „magnocraft_pl.htm”.

5. Dane i „zbiegi okoliczności” wpisane w zdarzenia jakie tu komentuję. Jeśli dobrze rozważyć sprawę, natura i przebieg zdarzeń opisywanych w poprzednich częściach #J1 i #J2 tego wpisu, a także rodzaj informacji jakie zostały wówczas mi ujawnione, też zdecydowanie zaprzeczają możliwości iż faktycznie wówczas miała miejsce moja konwersacja z duchem krzyżackiego komendanta zamku w Olsztynie, a raczej potwierdzają możliwość, że faktycznie to wówczas konwersowałem z boską „symulacją” ducha owego komendanta. Istnieje bowiem sporo szczegółów tamtych zdarzeń, które zdają się to potwierdzać. Przykładowo, użycie wtedy nowoczesnego języka polskiego. Wszakże Krzyżacy byli Niemcami. Jakże więc duch średniowiecznego Krzyżaka mógł znać tak dobrze język Polski w jego nowoczesnej formie, że rozumiał mnie doskonale oraz że bezbłędnie ze mną konwersował pisząc każde słowo. Albo sprawa Biblioteki. W krzyżackich czasach NIE istniały naukowe biblioteki uniwersyteckie. Jak więc średniowieczny Krzyżak, którego główną umiejętnością za życia było odrąbywanie mieczem ludzkich głów, potrafił się połapać w zawiłościach jak taka nowoczesna biblioteka operuje, poznał co to jest „sygnatura ksiązki”, oraz wybadał z góry jaką sygnaturę ma ta jedyna broszurka z tysięcy opracowań zawartych w Bibliotece Uniwersyteckiej na Szajnochy, którą właśnie ja miałem przeczytać. Jak też się dowiedział co jest napisane w owej broszurce. Nie wspomnę tu już faktu, jak ów duch z góry wiedział, że ja odmówię mu natychmiastowego zmówienia pacierza, a stąd że będzie mu potrzebna sygnatura owej broszurki w bibliotece w której ja typowo się uczę. (Natomiast Bóg z góry by wiedział o tej odmowie z powodu zasady na jakiej działa boski „omniplan” opisany w „2” powyżej.) Rozważmy też sprawę szeregu owych „zbiegów okoliczności”. Bóg mógł je z góry zaprogramować z pomocą swojego „omniplanu”. Natomiast duch Krzyżaka NIE miał możliwości spowodować, że np. „przypadkowo” zostałem wysłany przez armię na szkolenie do Olsztyna, albo że „przypadkowo” przy ruinach zamku olsztyńskiego ktoś wystawi wtedy tablicę jaka informowała będzie iż zamek ten w określonych latach był we władaniu Krzyżaków. W sumie natura i przebieg tamtych zdarzeń jednoznacznie podpowiadają, że dla nadrzędnych powodów zostały one „zasymulowane” przez Boga, a NIE że były one faktycznym spotkaniem z duchem Krzyżaka który mnie uśmiercił w jednej z moich poprzednich inkarnacji.

Oczywiście, istota tak doskonała, jak Bóg, NIE czyni niczego bez istotnego powodu. Dlatego kolejną wysoce dla nas istotną sprawą, którą też byłoby korzystnie przeanalizować, to dlaczego Bóg doświadczył mnie tamtymi niezwykłymi zdarzeniami. Przykładowo, czy jest możliwym, że dla jakichś istotnych powodów Bóg postanowił skonfrontować upowszechniające się coraz szerzej wierzenie w reinkarnację, z naukowymi przesłankami zaprzeczającymi istnieniu reinkarnacji? (Jeśli zaś TAK, to dlaczego?)

#J4: Moje opisy wrogiego Polakom idola Madonny z Malborka, zaindukowały sporo interesujących reakcji czytelników. Treść jednego z emailów przysłanego mi w ramach tej reakcji jest warta przedyskutowania w niniejszym miejscu. Ilustruje ona bowiem aż cały szereg generalnych zasad jakie objawiają swoje działanie w naszym codziennym życiu. Przykładowo, ilustruje ona wysoce pocieszający fakt, że niezależnie od wrogiej Polakom Madonny z Malborka, istnieje też sporo figur i obrazów Matki Boskiej, które zdecydowanie sprzyjają Polakom. Ilustruje też fakt, że praktycznie każda osoba na jakimś tam etapie życia doświadcza działania nadprzyrodzonego – tyle tylko, że większość z nas wkrótce potem o tym zapomina. Aczkolwiek więc osobiście obstaję przy poglądach jakie są przeciwstawne do głównej idei tamtego emaila, a jakie wyjaśniam przy końcu niniejszego wpisu, ciągle dla naukowej ścisłości, a także ponieważ moja ludzka wiedza z definicji jest niedoskonała i niepełna, a stąd ja też mogę się mylić, w niniejszym wpisie zacytuję i streszczę najważniejsze idee owego emaila – umożliwiając w ten sposób ich zweryfikowanie także i przez czytelnika.

Zgodnie z treścią owego emaila jaki otrzymałem, rosyjski marszałek Koniew także doświadczył zdarzenia o nadprzyrodzonym charakterze. Ukazała mu się bowiem, i nawet rozmawiała z nim, kobieta będąca materializacją Matki Boskiej Częstochowskiej – tj. tej samej Madonny sprzyjającej Polakom i Polsce, która uprzednio już się wsławiła przegonieniem Szwedów. Czytelnik który napisał mi ów email wyjaśnił także, że powtórzony poniżej z jego emaila przebieg tej rozmowy Koniewa, oryginalnie ma być opisany na stronach 300 do 307 książki [1#J4] pióra ks. dra Józefa Bartnika (jezuity i doktora chemii na UW) i Ewy J. P. Starożyńskiej (córki harcerza „Szarych Szeregów AK”, batalionu „Zośka”), o tytule „Matka Boża Łaskawa a cud nad Wisłą”. Ponieważ jednak ja NIE mam dostępu do owej książki, poniżej jedynie mogę zacytować fragment opisów jakie otrzymałem w w/w emailu czytelnika:

„Hitlerowcy 1-go i 2-go września 1939 roku byli pewni, że Jasną Górę usuną z ziemi. Pierwsza eskadra samolotów zamiast Sanktuarium zobaczyła wielkie jezioro i tam zrzuciła bomby, została postawiona przed sądem polowym. Druga eskadra samolotów zobaczyła wielki las i tam zrzuciła bomby. Trzecia eskadra złożona z oficerów SS, przybyłych dobrowolnie, w ogóle nie wróciła. Pozostało świadectwo jednego z SS-nów, który przeżył jako sparaliżowany. Opiekowała się nim matka. Był szczęśliwy, że znalazł znowu drogę do Boga, że uratował życie wieczne. Częstochowę w czasie wojny odwiedził Hitler, Himmler i gubernator Frank. Pod koniec wojny w czasie ofensywy styczniowej 1945 roku, marszałek Koniew chciał zrobić kilkudniową przerwę niedaleko Częstochowy. Kiedy studiował mapy dalszego frontowego bojowego marszu, weszła do niego Kobieta w ciemnym odzieniu, nakazała natychmiastowy marsz na Częstochowę i wyszła. Marszałek pytał żołnierzy o Tę Kobietę. Nikt Jej nie widział. Koniew natychmiast dokonał wymarszu i zdobył miasto bez jednego wystrzału. Niemiecki komendant miał pod karą śmierci całą Jasną Górę wysadzić w powietrze. Faktycznie 200 bombami lotniczymi zostało to zrobione, z tym, że bomby miały wybuchnąć 2 tygodnie później a wina miała być sowiecka. Młody, zdolny student z politechniki leningradzkiej Aljosza Kapustin po 24 godzinach niebezpiecznych poszukiwań znalazł zapalnik i rozminował teren. Młody oficer schudł 10 kg, osiwiał a wygld jego to skóra i kości. Jasna Góra została uratowana. Tron Królowej Polski pozostał. 24 stycznia marszałek Koniew wraz ze swoim sztabem wszedł do kaplicy jasnogórskiej. Na widok Obrazu NMP krzyknął po ukraińsku „to ta Kobieta była u mnie” i jako ateista oddał Matce Najświętszej dwukrotnie głęboki pokłon, żegnając się ortodoksyjnie. Zwierzając się jednemu z oficerów powiedział, że po słowach Pani Jasnogórskiej nie miał nic innego na myśli, tylko natychmiastowy ATAK na Częstochowę. Zresztą Jasna Góra się już paliła. Był w klasztorze kapitan straży pożarnej i jednocześnie prof muzyk S. Makosz. Zerwany o 23 godzinie z łóżka przez ojców Paulinów, ugasił palącą się 8-mio tonową ciężarówkę wypełnioną paliwem. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie wystrzały i panika Niemców, którzy w panice uciekli i gdyby nie ogromna ilość śniegu. Wał śniegu zapobiegł wybuchowi. Na wieść o tym marszałek Koniew szczelnie otoczył Jasną Górę, by żaden Niemiec się nie umknął.”

Autor omawianego tu emaila poinformował mnie także, że w/w książka [1#J4] na swej stronie 93 wyjaśnia też pochodzenie idei intronizacji Matki Boskiej na Królową Polski. Zgodnie z tym wyjaśnieniem, ideę tę sama Matka Boska przekazała rzymskiemu jezuicie, ojcu Juliuszowi Mancinellemu. Oto opisy z owego emaila zawierające to wyjaśnienie. W dniu 14 sierpnia 1608 roku, tj. w wigilię święta Wniebowzięcia, ojcu Mancinellemu ukazała się Madonna z Dziecięciem i z klęczącym u Jej stóp StanisławemKostką, młodym polskim jezuitą, zmarłym 40 lat wcześniej w opini świętości (beatyfikowany w 1674 roku, kanonizowany w 1726 roku). Przejęty ojciec Juliusz Mancinelli pragnął pozdrowić Bogurodzicę jakimś wyjątkowym uroczystym wezwaniem. Kiedy zastanawiał się jakich słów użyć, Maryia pierwsza przemówiła: „A czemu Mnie Królową Polski nie zowiesz? Ja to królestwo wielce umiłowałam i wielkie rzeczy dlań zamierzam, ponieważ osobliwą miłością ku Mnie pałają jego synowie”. Po kanonicznym potwierdzeniu objawienia, ojciec Mancinelli przekazał słowa Bogurodzicy polskiemu konfratrowi, księdzu Piotrowi Skardze – spowiednikowi króla Zygmunta III od 1588 roku. Od niego zaś król i królowa dowiedzieli się jako pierwsi o objawieniu się Maryi. Na stronie 94 tej samej ksiązki [1#J4] jest też wyjaśnione, że ojciec Mancinnelli mając wtedy 71 lat udał się z Neapolu do Krakowa pieszo i dotarł do stolicy Polski 8 maja 1610 roku, w święto patrona Polski biskupa Stanisława. W katedrze wawelskiej znów ukazała mu się Maryia, stwierdzając „Ja jestem Królową Polski. Jestem Matką tego narodu, który jest Mi bardzo drogi, więc stawiaj się do Mnie za nim i o pomyślność tej ziemi błagaj Mnie nieustannie”. Z kolei na stronie 103 w/w książki [1#J4] jest przypomniane, że intronizacji Maryi dokonał Jan II Kazimierz w dniu 1 kwietnia 1656 roku w Katedrze Lwowa. Szerszy opis tej intronizacji oraz wydarzeń jej towarzyszących jest zawarty w punkcie #D5 totaliztycznej strony o nazwie „sw_andrzej_bobola.htm”. (Wybór tej właśnie daty 1 kwietnia może nas zastanawiać w świetle tego co wyjaśnia punkt #D8 strony o nazwie „day26_pl.htm”.)

Jako Polak z urodzenia, ja oczywiście odczuwam ogromny honor i przyjemność, że Matka Boska sama zaochotniczyła aby być też matką Polaków i Królową Polski. Czuję też ogromną wdzięczność i szacunek za wszystko co Ona uczyniła i czyni dla Polski i dla Polaków, oraz z całego serca składam Jej za to serdeczne podziękowania. Jednak jako naukowiec badający metody działania Boga, a także jako prywatna osoba nieprzyjemnie poszkodowana poprzez idola krzyżackiej Madonny z Malborka, na bazie dotychczas zgromadzonej wiedzy i doświadczeń czuję się jednocześnie zobowiązany aby NIE taić, że jestem przeciwny modlenia się do dowolnej Madonny oraz przeciwny proszenia dowolnej Madonny o cokolwiek. Wszakże zarówno ani wiedza jaką Bóg pozwolił mi dotychczas poznać, ani moje uprzednie prywatne doświadczenia, ani też treść Biblii, NIE zawierają w sobie nakazów czy choćby tylko przesłanek, że niezależnie od samego Boga, nasze modlitwy i prośby powinniśmy też kierować do Matki Boskiej. A przecież Biblia zawiera zbiór praw boskich nakazanych nam do wykonywania przez samego Boga i potem surowo osądzanych przez tegoż Boga. Gdyby więc Bóg uważał, że należy się modlić NIE tylko do Niego samego, ale także do Matki Boskiej, wówczas z całą pewnością dał by nam to jakoś znać w treści autoryzowanej przez siebie Biblii. Ponieważ zaś filozofia totalizmu nakazuje, aby każde twierdzenie typu „co” dodatkowo uzupełniać co najmniej wyjaśnieniem „dlaczego” (a jeśli się da to także np. wyjaśnieniem „jakie fakty to potwierdzają”), na użytek tych czytelników którzy zechcą osobiście zweryfikować poprawność mojego stanowiska w sprawie modlenia się i próśb kierowanych do dowolnej Madonny, poniżej podam wykaz swych uzasadnień „dlaczego” żywiąc głęboki szacunek i wdzięczność do Matki Boskiej, jednocześnie zawierzam treści Biblii oraz dotychczas zgromadzonej przez siebie wiedzy, że nasze modlitwy i prośby powinniśmy jednak adresować wyłącznie do samego Boga. Oto owe uzasadnienia:

(1) Biblia zakazuje modlenie się do kogokolwiek lub czegokolwiek poza samym Bogiem. Ten fakt wyjaśniłem szerzej już wcześniej, np. patrz punkt #C7 (0) lub punkt #D1 strony o nazwie „malbork.htm” – adresy której zestawiłem przy końcu tego wpisu.

(2) Na przekór nazwy jaką ludzie ją obdarzają, Matka Boska NIE mogła być matką Boga, bowiem Bóg z definicji NIE ma ani matki ani ojca. Faktycznie więc była ona jedynie matką ciała jakie Bóg celowo stworzył i jakie nazwane zostało Jezusam, a jakie wypełniało funkcję łącznika pomiędzy Bogiem i ludźmi. To zaś oznacza, że różnica pomiędzy Bogiem a Matką Boską, to wcale NIE tylko różnica pomiędzy matką a synem – za jaką bierze ją sporo Katolików, ale także różnica pomiędzy Stwórcą a boskim stworzeniem. Wszakże Matka Boska za życia była człowiekiem – czyli była boskim stworzeniem. Tymczasem jej syn, Jezus, był tzw. „cielesną reprezentacją Boga” opisywaną m.in. w punkcie #B1 totaliztycznej strony o nazwie „changelings_pl.htm”, czy w punkcie #F5 strony o nazwie „antichrist_pl.htm” – czyli był szczególnym rodzajem człowieka, którego umysł był na stałe podłączony do rozmiarowo gigantycznego umysłu Boga, a stąd który wie i potrafi wszystko to co wie i potrafi sam Bóg. Ja oczywiście rozumiem, jak modlenie się do Matki Boskiej, zamiast modlenia się do samego Boga, może być spowodowane nawykami jakie wyrobiły w wielu z nas doświadczane w dzieciństwie zasady postępowania naszych matek. Wszakże owe kierowane wyłącznie uczuciami działania matek powyrabiały w wielu z nas nawyki, że jeśli prośba do ojca NIE skutkuje, wówczas aby ciągle „postawić na swoim” wystarczy odwołać się do matki, zaś ona albo przełamie w naszej sprawie wszelkie opory ojca, albo też całkiem pominie ojca i spowoduje iż bezpośrednio od niej otrzymamy to na czym nam zależy. Jednak modląc się i adresując swoje prośby do boskiego stworzenia, nawet jeśli owo stworzenie nabyło już niektórych nadprzyrodzonych zdolności spełniania tego o co prosimy, np. modląc się do obrazu lub figury Madonny, zamiast modlenia się do stwórcy (tj. do samego Boga), ryzykujemy bardzo wiele i to wcale NIE tylko dlatego, że Bóg zabrania nam modlenia się do kogokolwiek lub czegokolwiek innego niż On sam – tak jak wyjaśnia to punkt #D1 strony „malbork.htm”. Wszakże w przeciwieństwie do stwórcy, stworzenie NIE zna przyszłości i stąd NIE zawsze wie co naprawdę leży w naszych interesach – tak samo jak my NIE zawsze mamy pewność czy to na uzyskaniu czego nam właśnie bardzo zależy NIE okaże się w przyszłości działać na naszą szkodę. Jestem więc niemal pewien, że istnieli np. pasażerowie Tytanika, którzy modlili się do Matki Boskiej aby pomogła im nabyć bilet na ów statek. Jestem też niemal pewien, że np. istnieli mężowie zamordowani lub pokrzywdzeni później przez swoje żony, którzy w kawalerskich czasach modlili się do Matki Boskiej aby ta pomogła im w uzyskaniu ręki tychże ich przyszłych żon.

(3) Będąc stworzeniem, Matka Boska NIE dysponuje tak kompletną wiedzą jaką dysponuje sam Bóg. Stąd kolejne uzasadnienie dla potrzeby adresowania naszych modlitw i próśb bezpośrednio do samego Boga, wynika z faktu, że kiedy sam stwórca coś dokonuje, wówczas decyzję podejmuje po dokładnym przeanalizowaniu swoim nadrzędnym umysłem całej tej wiedzy jaka jest dostępna jedynie samemu Bogu. Mianowicie, przykładowo (a) po przeanalizowaniu wyników swego wglądu do przyszłości (zgodnie z tym co wyjaśnia punkt #C3 strony o nazwie „immortality_pl.htm”) – który to wgląd daje Bogu dokładne rozeznanie jak dane działanie wpłynie na przyszłe losy danej osoby i całej ludzkości, (b) po przeanalizowaniu boskiej pamięci myśli i zamierzeń ludzi jakich dane działanie dotknie, (c) po przeanalizowaniu swej wiedzy o prawach i nakazach jakie Bóg nam wydał, a jakie poszczególni ludzie dotrzymali lub złamali swoim postępowaniem, itp. Dlatego od samego Boga każdy otrzymuje bezpośrednio to na co sobie uprzednio już zasłuzył – tj. otrzymuje to co jest „fair” i co NIE generuje mu karmy „zadłużenia”. Tymczasem jeśli działanie podejmuje jakieś boskie stworzenie, czy nawet materializacja boskiego stworzenia – taka jak np. figura czy obraz Matki Boskiej, wówczas owo stworzenie kieruje się jedynie uczuciami i ograniczoną wiedzą jakie są jemu dostępne. Czyli prośby modlitewne adresowane przez nas do boskich stworzeń o nadprzyrodzonych mocach, powodują że czasami możemy od nich otrzymać to na co sobie jeszcze NIE zasłużyliśmy, a stąd za co (zgodnie z zasadami boskiej sprawiedliwości i zgodnie z działaniem tzw. „praw moralnych”) dodatkowy rachunek nieodwołalnie przyjdzie do nas do zapłacenia w terminie późniejszym. Na obecnym zaś etapie zupełnie NIE wiemy jaki późniejszy rachunek wraca do ludzi za nadprzyrodzone interwencje, wcale więc NIE musi on okazać się przyjemny. Dlatego ja osobiście popieram bezwzględnie to co nakazuje Biblia, mianowicie że każde boskie stworzenie należy szanować i kochać, każdemu stworzeniu należy też być wdzięcznym za to co dla nas uczyniło i podziękować mu serdecznie za każdą przysługę, jednak swoje modlitwy i prośby należy adresować wyłącznie do samego Boga. Nie powinno to jednak nam przeszkadzać, aby wszelkie nanifestacje nadprzyrodzonego też dokumentować i dokładnie badać – bowiem w końcowym efekcie zawsze wiodą one do lepszego poznania i zrozumienia naszego stwórcy i Jego wspaniałego dzieła.

(4) Istoty z nadprzyrodzonymi mocami dysponują m.in. mocą aby przyjmować dowolny wygląd jaki tylko zechcą. To zaś nadaje im m.in. zdolność do „podszywania się”. Fakt więc, że jakaś nadprzyrodzona manifestacja ma wygląd np. określonej figury lub obrazu Madonny wcale NIE oznacza, że faktycznie jest ona Matką Boską. Ów fakt najlepiej jest zilustrowany dzisiejszymi spotkaniami z UFOnautami. UFOnauci często bowiem na pokładach UFO pokazują i przedstawiają się ludziom właśnie jako Jezus lub jako Matka Boska – po przykłady patrz strona o nazwie „ufo_pl.htm”. Kiedykolwiek więc ktoś widzi manifestację jakiejś nadprzyrodzonej istoty, wówczas bez względu na to jak owa istota wygląda oraz co sama ona twierdzi i czyni, faktycznie ciągle zupełnie NIE jest wiadomym kogo naprawdę wówczas się widzi. (Np. w powtórzonych powyżej wypowiedziach istoty widzianej przez Mancinellego warto przeanalizować zgodność doboru słów i tonu ze znanymi nam cechami bibilijnej Matki Boskiej, która reprezentuje przecież ideał dobroci, kobiecości i delikatności.)

(5) Na obecnym etapie poznania, nadal NIE jest nam wiadomym czemu służą nadprzyrodzone manifestacje Matki Boskiej. Powinniśmy więc się wstrzymać z podejmowaniem ryzyka pochopnch działań aż do czasu, kiedy pełna wiedza na temat tych manifestacji zostanie skompletowana. Wszakże mogą one np. być rodzajem egzaminu ze znajomości nakazów i wymagań Boga. (Bóg zakazuje przecież w Biblii modlenia się do kogokolwiek lub czegokolwiek innego niż On sam.) Z kolei ten egzamin może np. sprawdzać kto jest na tyle zdyscyplinowany, konsekwentny i przezorny, że nadaje się do przyszłego wypełniania funkcji „żołnierza Boga” opisywanej w punkcie #J3 strony o nazwie „malbork.htm” – adresy której zestawiłem przy końcu tego wpisu, oraz w punkcie #B1.1 innej strony o nazwie „antichrist_pl.htm”.

* * *

Powyzszy wpis stanowi adaptację punktów #J1 do #J4 z totaliztycznej strony o nazwie „malbork.htm” (aktualizacja z 30 maja 2013 roku, lub pozniej). Stad czytanie powyzszych opisów byloby nawet bardziej efektywne z tamtej strony internetowej „malbork.htm”, niz z niniejszego wpisu – wszakze na owej stronie dzialaja wszystkie (zielone) linki do pokrewnych stron z dodatkowymi informacjami, tekst zawiera polskie literki, uzyte sa kolory i ilustracje, zawartosc jest powtarzalnie aktualizowana, itp. Najnowsza aktualizacja strony „malbork.htm” juz zostala zaladowana i udostepniona wszystkim chetnym m.in. pod nastepujacymi adresami (przegladajac te adresy warto zwrocic uwage jak rozlegle, silnie i zawziecie tzw. „przeklenstwo wynalazców” dziala wobec stron internetowych prezentujacych ustalenia nowej „totaliztycznej nauki” jaka ja wdrazam w swoich badaniach):
http://www.geocities.ws/immortality/malbork.htm
http://morals.mypressonline.com/malbork.htm
http://petone.loomhost.com/malbork.htm
http://artefact.uhostall.com/malbork.htm
http://quake.hostami.me/malbork.htm
http://bobola.net78.net/malbork.htm
http://cielcza.iwebs.ws/malbork.htm
http://rex.dasfree.com/malbork.htm
http://tornado.zxq.net/malbork.htm

http://karma.khoai.vn/malbork.htm

http://soul.frihost.org/malbork.htm
http://tornado.fav.cc/malbork.htm
http://proof.t15.org/malbork.htm

Kazdy adres z totaliztycznymi stronami – w tym równiez kazdy z powyzszych adresów, powinien zawierac wszystkie totaliztyczne strony, wlaczajac w to strony których nazwy sa wskazywane w niniejszym wpisie. Stad aby wywolac dowolna interesujaca nas totaliztyczna strone, trzeba np. w jednym z powyzszych adresów nazwe strony „malbork.htm” zastapic nazwa strony która chce sie wywolac. Przykladowo, aby wywolac sobie strone o nazwie „milicz.htm” np. z witryny o adresie http://energia.sl.pl/malbork.htm , wystarczy aby zamiast owego adresu wpisac w okienku adresowym wyszukiwarki tak zmodyfikowany adres http://energia.sl.pl/milicz.htm .

Zauwaz takze, ze pelny wykaz (oraz linki) do totaliztycznych tematów dyskutowanych na najrózniejszych forach internetowych, jest podany w punkcie #E2 strony o nazwie „faq_pl.htm” – równiez dostepnej pod kazdym z adresów wyszczególnionych powyzej.

Warto tez wiedziec, ze niemal kazdy nowy temat jaki juz przebadalem dla podejscia „a priori” nowej „totaliztycznej nauki” i/lub przedyskutowalem na forach internetowych, w tym i niniejszy temat, jest potem powtarzany na wszystkich lustrzanych blogach totalizmu które ciagle istnieja (powyzsza tresc jest tam prezentowana we wpisie numer #233). Kiedys istnialo az 5 takich blogow. Dwa ostatnie blogi totalizmu, jakie ciagle nie zostaly polikwidowane przez przeciwników „totaliztycznej nauki” i przeciwników wysoce moralnej „filozofii totalizmu”, mozna znalezc pod nastepujacymi adresami:
https://totalizm.wordpress.com
http://totalizm.blox.pl/html

Z totaliztycznym salutem,
Jan Pajak

Odpowiedzi: 2 to “#233: Jak reinkarnację i manifestacje duchów tłumaczą moje badania metod działania Boga, zainicjowane zagadką mojego pojedynku z krzyżackim komendantem Olsztyna”

  1. ape Says:

    Śledzę jakiś czas Pana wpisy i mam nieodparte wrażenie, że jest Pan na dobrej drodze do konkluzji do jakiej doszedł niejaki Sokrates.

  2. pozycja w google Says:

    Hi, i think that i noticed you visited my site so i got
    here to go back the favor?.I am attempting to find things to
    improve my site!I suppose its good enough to make use of some of your ideas!
    !

Możliwość komentowania jest wyłączona.


%d bloggers like this: