#165: Czy mlodziez ktora nawzajem sie wystrzelala w „Bitwie o Milicz (Militsch)” umierala dla swiata jaki dzisiaj widzimy?

Motto: „Totalizm naucza, ¿e jedyne idee warte naszego poparcia to te które nakazuj¹ aby dla nich ¿yæ a nie umieraæ.”
Na kilka dni przed zdobyciem Milicza (wowczas nazywanego „Militsch”) przez wojska rosyjskie w miescie panowala bardzo nerwowa atmosfera. Czeste kontrole dokumentow przez niemiecka policje, sprawdzanie „ferdunklungow” czyli zaciemnien okien aby wrog nie widzial miasta, itp. W strone owczesnego Breslau (tj. Wroclawia) ciagneli uciekinierzy i pojedyncze grupy Wermachtu. Koszary w Miliczu byly juz puste – poprzednio zajmowaly je oddzialy konnicy. Ich ewakuacja nastapila prawdopodobnie noca aby nie robic paniki. Ta ewakuacja wygladala bardzo roznie, ale zawsze „ornung mus zein” bez krzykow i bijatyk.

Zdobycie miejsca na kolei szerokotorowej (bo byla i waskotorowa) graniczylo z cudem. To samo bylo i na waskotorowce. Z kolei transport rowerowy przy owczesnych warunkach pogodowych – tj. glebokiego sniegu i ponad 20-to stopniowego mrozu, byl raczej niemozliwy. Poczawszy bowiem od roku 1941-go, wszystkie zimy az do roku 1946 byly zimami bardziej niz normalnie srogimi. Pozostawaly wiec saneczki i konie. Ale ten ostatni transport tez nie byl latwy, bo mroz scinal smar na osiach i kola zamiast sie krecic to slizgaly sie po zasypanej sniegiem jezdni. W tamtych czasach sniegu nie usuwalo sie z jezdni. Dwa poprzedzajace dni przed wkroczeniem wojska byly jednak inne niz te w ktorych przyszlo nam zyc. Przestaly obowiazywac kartki zywnosciowe – ale zywnosci ogolnie dostepnej tez nie bylo. Uzbrojeni przedstawiciele (zolnierze) „arbeits-dinstu” pilnowali kolejek przy piekarniach aby nikt nie dostal bez kartek wiecej niz jeden bochenek chleba.

W dniu poprzedzajacym wkroczenie wojska, czyli 21 stycznia 1945 roku, rynek na piezei od strony zamku Maltzanow (tak bede okreslal strony) byl zastawiony walizkami, tobolkami, koszami – prawdopodobnie z dobytkiem mieszkancow Militscha ktorzy liczyli na jakis cud w postaci dostarczonego przez wladze transportu, badz skorzystania z watpliwej okazji – bo wszystko bylo wypelnione po brzegi. Pomiedzy ta kawalkada cywili, od czasu do czasu przejezdzaly pojedyncze pojazdy Wermachtu – ktore jednak nie zabieraly cywili. Wszyscy oni podazali glowna droga w kierunku Wroclawia.

Zmrok zapadal szybko – obowiazywalo zaciemnienie. Reszte skryly ciemnosci. Wrocilem do „domu” na Wisenstrasse. Naszym „domem” w owym czasie byla jedna z tych modulowych konstrukcji drewnianych montowanych na miejscu z gotowych prefabrykowanych podzespolow wytwarzanych wowczas masowo w fabrykach z takich materialow jak drewno, papa, szklo i cegly. W Miliczu wykorzystywane one byly zarowno na koszary arbeitzdinstu, jak i na cos w rodzaju „hotelu” dla polskich robotnikow i dla Niemcow zbombardowanych z innych miast, a takze dla pomieszczen niemieckiego czerwonego krzyza. Poza Miliczem byly one dobrze znane jako baraki z obozow koncentracyjnych. Tego typu konstrukcji bylo wowczas w Miliczu, o ile dobrze pamietam, okolo dziesiec. Ulica Wisenstrasse na ktorej stal nasz „dom” lezala na obrzezu Milicza od strony dworca kolejowego. Zaczynala sie przy budynku transformatora na poczatku slynnej „alei debowej”, zas jej przedluzenie konczylo by sie na mostku na Mlynowce przy ulicy biegnacej do dworca kolejowego. Zlokalizowane byly tez na tej ulicy remiza strazy pozarnej i budynek tak zwnej „odwszalni” – czyli lazni gdzie dezynfektowano i prano odziez przywozona z obozow zaglady, ktora pozniej przekazywano Niemcom zbombardowanym a potrzebujacym pomocy materialnej. Po powrocie do „domu” zastalem tam syna Niemca sasiada z za sciany (ktorego wodz 3 rzeszy pozbawil majatku w postaci fabryczki cygar). Nazywal sie Jochan Schultz. Byl on nadal w okresie przed poborowym, ale juz pracowal jako pomocnik montera elektrycznego. Byl ze swoim kolega. Obaj ubrani w mundury „arbeitzdinst”, uzbrojeni w karabiny, pelne kieszenie amunicji, ale nic do jedzenia. Los tak chcial, ze „heren folk” musial prosic polska rodzine o kubek goracej kawy i pare kromek chleba i po tym wyproszonym posilku poszli w ciemna i mrozna noc niewiadomo gdzie i poco.

Dzien wyzwolenia, czyli poniedzialek 22 stycznia 1945 roku, budzil sie nietypowo. Bylo jeszcze zupelnie ciemno gdy w powietrzu unosilo sie dziwne napiecie niepewnosci podbijane jakims nieznanym do tej pory dzwiekiem – ni to pomrukiem ni to buczeniem czy warkotem.

Gdy dzien juz nastal i bylo widno stwierdzilismy ze poza tym nieznanym dzwiekiem panuje absolutna cisza i w kolo nie ma nikogo zywego – co do tej pory nigdy nie mialo miejsca. Udalismy sie z ojcem w kierunku centrum zeby naocznie sie przekonac co sie dzieje? Doszlismy do rozwidlenia ulic przed rynkiem od strony Wroclawia i tam natknelismy sie na stojacy czolg z grupa zolnierzy ogladajacych mape. Po „wylegitymowaniu” nas z podniesionymi do gory rekami i stwierdzeniu ze jestesmy Polakami kazali sobie na mapie pokazac w ktorym miejscu sie znajduja i w jakim kierunku jest Krotoszyn. Puscili nas wolno a sami odjechali w kierunku owego Krotoszyna. Po ochlonieciu stwierdzilismy ze sklep spozywczy ktory sie tam znajdowal ma rozbita sciane (prawdopodobnie przez pocisk) i cale wnetrze obryzgane jest czyms czerwono buraczkowym – byl to efekt trafienia w pojemnik z marmolada.

Byl to pierwszy pocisk wystrzelony w miescie w „wojnie o Milicz”. Trudno bylo sie uspokoic po takim kontakcie z wojskiem ktorego nie znalismy, ale ktore nas wyzwolilo. Wrocilismy do baraku zeby podzielic sie z matka zdobytymi wiadomosciami.

Ciekawosc wziela jednak gore nad strachem i ponownie poszlismy tym razem w kierunku rynku. Na rynku pozostaly po wczorajszych uciekinierach nieliczne walizki i tobolki. U wylotu z rynku uliczki, ktora kiedys jezdzilo sie od strony Baryczy, lezaly pol-zwloki czlowieka rozjechanego przez gasiennice czolgu. Pierwszy raz w zyciu zobaczylem trupa pol w ubraniu, reszta krwista miazga na tle sniezno-bialego sniegu. To byl pierwszy trup w „wojnie o Milicz”, a czolgi pojedynczo lub grupami dalej jechaly w tyko sobie znanym kierunku wzdluz szosy wylotowej z Milicza na Krotoszyn. Do Milickiego rynku czolgi te przybywaly szosa z kierunku Wroclawia, a jak pozniej sie dowiedzialem – szosa z kierunku Twardogory ktora przy kosciele sw. Anny przed Miliczem laczy sie z szosa od Wroclawia. Okolo godzin przedpoludniowych (bo zegarki nie byly tak dostepne dla nastolatkow jak obecnie) od strony Wroclawia na czolgu oblepionym przez zolnierzy przyjechala kobieta cywilka, ktora zaraz zniknela w ktorejs z bram i wlasciwie wtedy rozpoczela sie „bitwa o Milicz”. Po chwili naprzeciw ratusza podjechala „tankietka”. zolnierz z tuba jak na zawodach zeglarskich podszedl do schodow ratusza i cos tam mowil. W odpowiedzi padl strzal. zolnierz padl martwy. Pozostali wniesli go do tankietki i wtedy ktos oddal strzal z „pancerfausta”. Tankietka sie zapalila. Obsluga zginela. Dalej fakty potoczyly sie z blyskawiczna predkoscia. Z przejezdzajacych czolgow ktore ciagnely za soba mozdzierze albo dzialka, wojacy blyskawicznie odczepili dwa dzialka. Jedno ustawili na boku rynku od strony Wroclawia, drugie od strony przeciwnej. Wyladowali po kilkanascie skrzynek amunicji i rozpoczeli ostrzal ratusza na wprost. Oprocz obslugi kilku zolnierzy z bronia gotowa do strzalu oslanialo obsluge i z rzadka ostrzeliwalo okna ratusza.

Precyzyjne ustawienie obu tych dzialek daje sie odtworzyc jesli pusci sie troche wodze fantazji i wyobrazi sobie odcinek linii rownoleglej do boku rynku od strony dworca kolejowego przebiegajacy przez srodek budynku ratusza. I na koncach tego odcinka ustawi dzialka skierowane wylotami luf na sciany ratusza. Oczami wyobrazni widzi sie wtedy pociski wylatujace z dzialek i przebijajace sciany ratusza. Tyle wyobrazen. Natomiast co do kalibru owych dzialek to nic na ten temat nie wiem. Z kolei dlugosc ich luf wynosila jeden do poltora metra.

Ratusz szybko stanal w plomieniach. Dla wyjasnienia, jak sie pozniej okazalo, w ratuszu zgromadzono dwie kompanie uzbrojonego „arbeitzdinstu” – tj. co najmniej 300 mlodych Niemcow. Po przejechaniu czolowki wojsk owe dwie kompanie mialy pod oslona nocy rozprawic sie pozostawionymi ewentualnie wojakami jak i ewentualnymi maruderami i pozostala ludnoscia Milicza ktora wbrew rozkazom sie nie ewakuowala. O tych planach powiadomila wojsko podobno ta cywilna niewiasta ktora przyjechala na czolgu.

Nie wiem czy wie Pan kto to byl „arbeitzdinst” – byly to skoszarowane jednostki zarowno chlopcow jak i dziewczyn starszych wiekiem, bo mlodsi nalezeli do „hitlerjungent”. Jednostki te byly „huwcami pracy” o przeszkoleniu wojskowym. W obrebie Milicza byly dwa takie zgrupowania. Trudno dokladie okreslic wiek i granice wieku pomiedzy formacja „arbeitzdinst” a formacja „hitlerjungent”, bo owczesna mlodziez uwazala za cos nobilitujacego chodzenie w mundurze „hitler-jungent”. Ale „hitlerjungent” byla to ta mlodsza czesc nastolatkow ktorych z grubsza moznaby opisywac jako ciagle w wieku „szkoly podstawowej”. Natomiast „arbeitzdinst” to byla starsza mlodziez w okresie przed poborem do wojska, ktora moznaby okreslac jako bedaca w „wieku licealnym” (nie wiem w ktorym dokladnie roku zycia wcielano wtedy do wojska). „Arbetzdinst” byli umundurowani w mundury koloru brazowo-zielonkawego w odroznieniu od „wermachtu” (tj. armii niemieckiej) ktorego mundury mialy kolor, jak to popularnie sie okreslalo, „feldgrau” – czyli zgnilo-zielony. Symbolem „arbeitzdinstu” byl karabin skrzyzowany ze szpadlem. Jedeno ze zgrupowan „arbeitzdinst” skoszarowane bylo w barakach kolo starostwa na obrzezu pozniejszego boiska sportowego (obecnie jak gdyby w kierunku dzisiejszego szpitala). Drugie zgrupowanie „arbeitzdinst” bylo na zapleczu budynkow majatku za torami kolejki waskotorowej. Kazde z tych zgrupowan gromadzilo co najmniej jedna kompanie tej mlodziezy. Trudno mi odpowiedziec czy kompania taka byla wielkosci polskich kompanii wojska, jednak na oko liczyla ona okolo 150 osob.

Przy scianie ratusza od strony dworca kolejowego (podaje takie okreslenia bo sa pewniejsze od stron swiata) byly zabudowania parterowe w ktorych byly szalety i pomieszczenia gospodarcze jakie tworzyly calosc z bryla budynku ratusza. To na nie to wyskakiwali najczesciej palacy sie „obroncy”. Chcieli zapewne dobiec do domow sasiadujacych z rynkiem i tak sie uratowac. Na przeszkodzie byly jednak serie z pepesz oslony strzelajacych dzialek. Ratusz plonal. Zapadla noc. Poniewaz wiatr wial w kierunku dworca, a tam stal barak w ktorym mieszkalismy, trzeba bylo na dachu pelnic dyzury bo pliki dokumentow ogien ratusza wynosil do gory, a tam sie one rozczlonkowywaly i takie plonace plachty lecialy na nasz dom.

Nad ranem wszystko ucichlo i znowu ciekawosc pokonala strach. Trzeba bylo ja zaspokoic i isc na rynek zobaczyc zniszczenia. Wojska nie bylo. Ratusz dogorywal a na chodniku rynku od strony dworca lezalo kilkanascie cial przyproszonych sniegiem. Wszyscy lezeli na brzuchach – prawdopodobnie biegnac zahaczali o kraweznik i tak padali. Wszyscy oni byli mezczyznami w wieku przed, czy poborowym, ubrani w mundury „arbeitzdinstu”. Tak zakonczyla sie „Bitwa o Milicz”.

Z powazaniem – naoczny swiadek tych kilkudziesieciu godzin z historii Milicza z przed szescdziesieciu czterech lat.

***

Zaprezentowane powyzej wspomnienia z „Bitwy o Milicz”, a takze ilustracje tamtej bitwy, oryginalnie opublikowane zostaly w punkcie #C1 totaliztycznej strony internetowej z opisami „Bitwy o Milicz (Militsch)”. Strona ta nosi nazwe „bitwa_o_milicz.htm” zas jej aktualizacja juz zawierajaca powyzsze wspomnienia datowana jest 3 marca 2009 roku, lub pozniej. Owa najnowsza aktualizacja strony „bitwa_o_milicz.htm” juz zostala zaladowana na kilka najczesciej ogladanych witryn totalizmu, przykladowo na http://fruit.sitesled.com/bitwa_o_milicz.htm , http://members.fortunecity.com/timevehicle/bitwa_o_milicz.htm , http://memorial.awardspace.info/bitwa_o_milicz.htm , czy http://pigs.freehyperspace.com/bitwa_o_milicz.htm .

Dodatkowo owa strona „bitwa_o_milicz.htm” zostala tez zaladowana m.in. na caly szereg rzadziej ogladanych witryn totalizmu, przykladowo na witryny http://chi.maroc.to/bitwa_o_milicz.htm , http://pigs.20megsfree.com/bitwa_o_milicz.htm , http://totalizm.20fr.com/bitwa_o_milicz.htm , http://totalism.50megs.com/bitwa_o_milicz.htm , http://prism.20fr.com/bitwa_o_milicz.htm , czy http://mozajski.freewebspace.com/bitwa_o_milicz.htm .

Prosze przy tym odnotowac ze na kazdej z witryn totalizmu, udostepniane sa praktycznie wszystkie strony totalizmu. Dlatego niezaleznie od omawianej tutaj strony, na kazdym ze wskazanych tutaj adresow faktycznie powinny byc tez dostepne wszystkie inne strony totalizmu – chyba ze ktoras z nich zostala ostatnio zasabotazowana, lub ze strona ta jest az tak nowa iz na dany serwer jeszcze nie zdazylem jej zaladowac. (W przypadku jednak gdyby danej strony z jakichs tam powodow nie bylo pod danym adresem, na owym adresie ciagle beda dostepne MENU z linkami do innych adresow (serwerow) totalizmu, na ktorych to innych adresach poszukiwane strony totalizmu powinny byc juz dostepne.) Dlatego jesli zechce sie przegladnac opisy z owych innych stron totalizmu, np. z owych stron referowanych na niniejszym wpisie, wowczas w powyzszych adresach, lub w dowolnym adresie stron totalizmu ktore znajdzie sie w www.google.com , ostatnia nazwe z adresu, np. „bitwa_o_milicz.htm” powinno sie zamienic na nazwe strony ktora chce sie przegladnac, np. na nazwe strony „eco_cars_pl.htm”, „boiler_pl.htm”, „free_energy_pl.htm”, „fe_cell_pl.htm”, „oscillatory_chamber_pl.htm”, „newzealand_pl.htm”, „malbork.htm”, „god_pl.htm”, „god_proof_pl.htm”, „biblia.htm”, „will_pl.htm”, „dipolar_gravity_pl.htm”, „evolution_pl.htm”, „telepathy_pl.htm”, „nirvana_pl.htm”, „evil_pl.htm”, „tekst_1_5.htm”, „day26_pl.htm”, „ufo_proof_pl.htm”, „explain_pl.htm”, „katrina_pl.htm”, itp.

Gdyby powyzszy tekst musial byc tutaj obciety aby zmiescic sie w ograniczonej pamieci, albo gdyby jego linki nie dzialaly, albo gdyby tekst ten wymagal kiedys odszukania i ponownego przeczytania, powyzszy wpis jest tez powtorzony az na kilku lustrzanych blogach totalizmu – gdzie nosi on numer #165. Kolejne z owych blogow mozna znalezc pod nastepujacymi adresami:
https://totalizm.wordpress.com
http://www.getablog.net/totalizm
http://www.newfreehost.com/weblog/?u=god
http://totalizm.blox.pl/html
http://totalizm.myblog.net

Z totaliztycznym salutem,
Jan Pajak

Reklamy

%d blogerów lubi to: